Z
perspektywy April
(
sobota, 9 marca 2013r. )
Skończenie
filmu było dla mnie i Mag jak dar od Boga. I tak prawie cały film
przesiedziałam wtulona w Louisa. Nawet nie wiem dlaczego, ale czułam
się przy nim bezpieczna. Jednak i tak jestem pewna, że tej nocy
nie zasnę. Próbowałam usunąć z mojej głowy wszystkie straszne
sceny, ale na próżno. Sprawę pogorszyło wydarzenie, które
nastąpiło zaledwie dziesięć minut po wyłączeniu dekodera. A
mianowicie, zadzwonił telefon. Chyba dobrze wiecie co to oznacza...
Wszyscy zastygliśmy w bez ruchu i uparczywie zaczęliśmy przyglądać
się, cały czas brzęczącemu, urządzeniu. W końcu odważny Malik
zdecydował się podnieść słuchawkę.
-
Słucham? - jego głos lekko dygotał, ale już po chwili odetchnął.
- Tak, tak. Oczywiście. Już daję. - podszedł i wręczył telefon
Margaret, a ta niepewnie przyłożyła go do ucha.
Po
piętnastominutowej rozmowie z ulgą wypisaną na twarzy odłożyła
słuchawkę na swoje miejsce.
-
To tylko moi rodzice. - zaczęła, a my wciąż staliśmy jak
sparaliżowani. - Chcieli mi tylko powiedzieć, że ten wyjazd się
troszeczkę wydłuży i będą dopiero koło wtorku, środy. -
skrzywiła się lekko. - Mam tylko nadzieję, że nie przywiozą ze
sobą nikogo więcej. - poklepała się po brzuchu, a my
wybuchnęliśmy śmiechem, co rozluźniło atmosferę.
Postanowiliśmy
pograć trochę w Twistera, co nie skończyło się za dobrze. Liam,
spryciarz, pierwszy dorwał się do koła i przez to, to on kręcił,
a my musieliśmy się w szóstkę zmieścić na dość małej
planszy. Zabawa była znakomita, ale pod koniec wyglądaliśmy mniej
więcej tak: Louis był na samym dole i był w pozycji do robienia
pompek, ja robiłam przez niego mostek, Margaret była bliska
zrobieniu szpagatu, a Hazza wypinał się przed nią tak, że miała
twarz przy jego... przyrodzeniu, co oczywiście nie umknęło uwadze
Payna, który na złość dziewczynie śmiał się w niebo głosy.
Zayn nurkował pod rozkroczonymi nogami Maggie, a głowę miał nad
brzuchem Lou. A Niall siedział na kanapie i zjadał wszystko co
zostało z filmy. Biedak upadł już prawie na początku,ale raczej
się tym nie przejmował, bo niemalże cały czas śmiał się z nas
razem z Liamem. Po godzinie gra wreszcie dobiegła końca.
Najbardziej poobijany był Louis, bo był na samym dole i jak wszyscy
runęli w dół, to na niego.
-
Nie czuję nóg. - żalił się przez cały czas. - Jak mogliście mi
coś takiego zrobić?
-
No już się nie gniewaj. To było przez przypadek. - próbowałam go
pocieszyć i w końcu mi się to udało, bo szatyn natychmiast wstał
i z uśmiechem oznajmił, że coś by jeszcze porobił. Ja natomiast
przeszukiwałam swoją torbę w celu znalezienia telefonu. Lusterko,
portfel, tusz do rzęs... jest! Odblokowałam ekran i zerknęłam na
godzinę. Na początku się trochę przeraziłam, bo okazało się,
że jest już po 24. Obwieściłam tę wiadomość moim towarzyszom i
postanowiliśmy, że czas się zbierać. Wraz z chłopakami udałam
się w kierunku drzwi i zaczęliśmy się ubierać. Pożegnaliśmy
się z Margaret grupowym przytulasem i wyszliśmy z jej domu. Wraz
z Niallerem ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mój brat odpalił
silnik i po chwili parkowaliśmy już na podziemnym parkingu pod
naszym wieżowcem. Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na odpowiednie
piętro. Horan otworzył drzwi od naszego apartamentu i weszliśmy do
środka. Od razu poszłam do swojej sypialni, ponieważ byłam na
maksa zmęczona. Wzięłam szybki prysznic i w mojej ulubionej
piżamce w różowe jednorożce, położyłam się spać.
(
niedziela, 10 marca 2013r. )
-
Wstawaj śpiochu! Nastał nowy dzień! - ktoś niemiłosiernie znęcał
się nad moim lewym uchem, wrzeszcząc do niego. Oczywiście tym
ktosiem był Niall.
-
Zamknij się. - machnęłam ręką i zakryłam głowę poduszką.
-
O nie, nie, nie. Tak nie będzie moja droga. - gdy wypowiadał te
słowa, jeszcze nie byłam świadoma ego co mnie czeka. Horan wziął
mnie na ręce i pobiegł do swojej łazienki, a po chwili leżałam
już w wypełnionej po brzegi wannie. Byłam przemoczona do szpiku
kości i z pewnością rozbudzona. Nialler stał nade mną, śmiejąc
się.
-
NIE ŻYJESZ HORAN! - krzyknęłam i wygramoliłam się z wanny, po
czym zaczęłam ścigać uciekającego już brata. Ganialiśmy się
po całym domu, dopóki nie przerwał nam telefon Nialla.
-
Siema Zayn co tam? Ychym... Czemu nie... spoko. Załatwisz wszystko?
Okej, to do wieczora, cześć. - rozłączył się. Patrzyłam na
niego rządna wyjaśnień. - Zayn się pytał czy może byśmy nie
poszli dzisiaj do jakiegoś klubu. No wiesz, tak na cześć tego, że
Mag jest z nami, a ona jeszcze nie była w typowym londyńskim
klubie, więc dziś o 18 idziemy. - uśmiechnął się. Ja osobiście
byłam temu przeciwna. Jutro szkoła, a ja wiem jak kończą się
takie niewinne imprezki z moimi przyjaciółmi w roli głównej. Nic
jednak nie powiedziałam tylko pokiwałam głową na znak zrozumienia
i poszłam się przebrać w coś suchego. Założyłam zwykłe,
czarne legginsy,
szary
t-shirt i białe, miękkie kapcie z głową pandy. Zeszłam na dół
i zrobiłam sobie płatki na śniadanie. Mój brat zapewne jest już
po posiłku, bo z salonu dobiegł mnie odgłos telewizora. Zjadłam,
według wszystkich, najważniejszy posiłek dnia i weszłam pewnym
krokiem do dużego pokoju z TV. Usiadłam na kanapie i wraz z bratem
śmialiśmy się z jakiegoś japońskiego teleturnieju, gdzie
uczestnicy muszą wykonywać dziwne zadania. Później pograliśmy
trochę w fifę. Od razu do głowy przyszedł mi Harry. Zawsze bardzo
lubił tę grę, ale często to przez nią wybuchały największe
kłótnie. Najgorsza zdarzyła się w tamtym roku, kiedy grał
w nią Hazza z Zaynem. Malik wygrał, ale Styles nie mógł przyjąć
tego do wiadomości i oskarżył go o oszustwo. Pamiętam, że bardzo
tym uradził Zayna i był mega foch na dwa tygodnie. Rozumiecie? Całe
czternaście dni bez odzywania się do siebie. Nie chcieli nawet
przebywać razem w jednym pomieszczeniu. Zawsze któryś wychodził.
Jednak piętnastego dnia Harry pękł i przeprosił Mulata. Ten mu
oczywiście przebaczył i wszystko wróciło do normy.
O
siedemnastej postanowiłam, że czas zacząć się szykować.
Pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się
ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Przecież nie chcę się
rozchorować...
Weszłam
do pokoju i podeszłam do mojej wielkiej szafy. Zawsze zastanawiałam
się czy nie ma w niej przypadkiem wejścia do Narnii i raz jak
miałam 14 lat postanowiłam to sprawdzić, a efekt był taki, że
uderzyłam się w nos, który później mi spuchł. Głupim byłam
dzieckiem, nie?
Po poszukiwaniach znalazłam coś w sam raz. Ubrałam
się w sięgającą przed kolano sukienkę bez ramiączek, przepasaną
granatowym paskiem. Na ramiona narzuciłam ciemnoniebieski sweterek,
a jako dodatek wzięłam fioletową kopertówkę. Zrobiłam lekki
makijaż, a włosy związałam w luźnego kłosa. Na nogi wsunęłam
niezbyt wysokie, fioletowe koturny i byłam gotowa. Przeszłam do
kuchni. Tam czekał już na mnie Niall.
-
Jej.. ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się.
-
Dzięki, ty też niczego sobie. - puściłam mu oczko. Mój brat
założył na dzisiejszą imprezę zwykłe niebieskie dżinsy, biały
t-shirt z nadrukiem i bordowe vansy. Podejrzewam, że dobierze do
tego jeszcze jakiś sweter. Wyszliśmy. Do kubu mieliśmy się udać
taksówką, bo przecież inaczej się nie dostaniemy z powrotem do
domu. Podjechaliśmy jeszcze po Margaret i mogliśmy jechać.
Taksówka
zatrzymała się pod dokładnym adresem. Wysiedliśmy z niej i
skierowaliśmy się w stronę wejścia. Pod klubem czekali już na
nas przyjaciele. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam również Eleanor i
Stellę. Przecież miało ich nie być przez cały weekend.
Podeszliśmy do nich i się przywitaliśmy. Panna Jonson nie
odstępowała swojego chłopaka ani na krok. Czyżby wyczuła
konkurencje?
-
Gotowi na niezłą zabawę? - zapytał Zayn na co wszyscy ochoczo
przystanęliśmy.
Skierowaliśmy
się w stronę drzwi prowadzących do jednego z najlepszych klubów w
Londynie. Ochroniarz od razu nas przepuścił, bo kto by nie
przepuścił syna właścicieli? Całe to przedsiębiorstwo należało
do państwa Malik, podobnie jak większość w stolicy. Rzecz jasna
wszyscy nas kryli. Nasi rodzice nie wiedzieli o naszych nocnych
wypadach. Ale skąd mogli to wiedzieć jeżeli większość swojego
życia przebywali poza granicami Anglii?
Weszliśmy
do zatłoczonego pomieszczenia. W powietrzu unosił się zapach
alkoholu. Raz po raz pomieszczenie przecinały kolorowe lasery i
smugi dymu. Na podłodze unosiła się sztuczna mgła, w której
tańczyło większość imprezowiczów. Niektórzy byli znacznie
młodsi nawet od nas. Inni siedzieli przy okrągłych stolikach
śmiejąc się i pijąc najróżniejsze drinki i kolorowe napoje. Na
małym podwyższeniu mieścił się stół DJ. Powędrowaliśmy do
baru, który otaczało już dość dużo ludzi. Od razu zamówiliśmy
napoje wysokoprocentowe i udaliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś
wolnego stolika. Muszę przyznać, że było to trudne. Wreszcie
Louis wypatrzył jakiś w rogu sali. Usiedliśmy i zaczęliśmy pić.
Chłopaki jak to oni, pochłaniali drinka za drinkiem. Ich dziewczyn
też nie były lepsze. Zauważyłam, że Mag nie pije dużo, a to
dobrze. Przecież ktoś musi mi pomóc zaciągnąć tą ferajnę do
domu.
-
Może już wystarczy? - spytałam delikatnie Nialla, który sięgał
po chyba już siódmego drinka.
Zamiast
odpowiedzi usłyszałam tylko niezrozumiałe buczenie. Westchnęłam.
Spojrzałam na Margaret, która z kpiną i uśmiechem przyglądała
się Stelli, Harry'emu, Lou i El, którzy ledwo trzymając się na
nogach kiwali się na parkiecie.
-
Ja nie wiem jak oni jutro wstaną.. - zaśmiała się. Uśmiechnęłam
się pod nosem, wyobrażając sobie stan kaca, na jakim będą i
ostry ból głowy. Zerknęłam na godzinę, było już grubo po
pierwszej.
-
Może się zbierajmy, co? - zapytałam.
-
Ychym. - wymamrotała Maggie i ruszyła w stronę naszych
roztańczonych towarzyszy. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, jak jest
ubrana. Miała na sobie niebieską sukienkę bez ramiączek,
przepasaną czarnym paskiem. Włosy lekko podpięła z tyłu, a na
nogi wsunęła szpilki w panterkę. Po chwili wróciła ciągnąc ich
za sobą. Następnie wróciła po kolejną dwójkę. Popatrzyłam na
moich przyjaciół. Dawno się tak nie upili. Zayn spał już słodko
wtulony w Liama. Aż szkodo mi było ich budzić.
-
Zostaw mojego chłopaka, szmato! - usłyszałam wkurzony głos
Jonson. Spojrzałam w tamtym kierunku. No tak, Margaret ciągnęła
za rękę za sobą Hazze i Tommo, ale po wypowiedzeniu tych słów
gwałtownie się zatrzymała i odwróciła.
-
Co powiedziałaś? - zapytała spokojnie.
-
To co słyszałaś! Odwal się od niego, jest MÓJ! - dalej
krzyczała.
-
No chyba ci się w te pustej główce popieprzyło już do końca!
-
To nie ja pcham łapy do czyjegoś chłopaka. Znajdź sobie własnego.
Ale czekaj, nie znajdziesz, bo wszyscy i tak się oglądają za mną,
bo jestem ładniejsza. - spojrzała na nią z wyższością. Reszta
przyglądała się tej wymianie zdań z zaciekawieniem.
-
Najpierw tapetę z twarzy przeklej na ścianę. - Mag puściła jej
oczko i uśmiechnęła się. Harry w ostatniej chwili powstrzymał
swoją dziewczynę przed rzuceniem się w stronę szatynki. Szybko
wyszliśmy z klubu. Zamówiłam dwie taksówki, w które i tak ciężko
nam się będzie zmieścić. Panna Jonson i Margaret stały w jak
największej odległości między sobą i co chwilę łypały na
siebie znienawidzonymi spojrzeniami. Po dziesięciu minutach
podjechały dwa żółte samochody. Postanowiłam z Maggie, że ja
pojadę w jednym, a ona w drugim, żeby ich przypilnować. Wsiadłam
do taksówki z Harrym, na którego kolanach usadowiła się Stella,
Louisem i Eleanor. Mag siedziała z Zaynem, Niallem i Liamem.
Poodwoziliśmy ich wszystkich do domu. I gdyby tego było mało,
musiałam każdego z osobna wtaszczaś do jego domu. Matka Stell
prawie zemdlała, gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej córeczka.
Po
skończonej misji, można powiedzieć, wjechałam w końcu windą na
swoje piętro. Weszłam po cichy do apartamentu i usłyszałam
głęboki i wolny oddech Nialla. Leżał na kanapie w salonie,
przykryty kocem. Będę musiała jutro podziękować Mag za pomoc.
Sama bym ich nie ogarnęła.
Weszłam
do swojego pokoju, przebrałam się i od razu wskoczyłam do łóżka
z przerażającą wizją dnia następnego. Jak ja do cholery obudzę
Horana?!
_________________________________________________
IIIIIIII
jest! :D
Pisałam
go mając 38,4 stopnie gorączki, więc jak są jakieś błędy to
przepraszam :c
Rozdział
miał być już wczoraj, ale niestety moja mama uznała, że skoro
jestem taka chora, że nie mogę jej w niczym pomóc, to jestem też
ZA chora na komputer -,- Logika...
W
każdym razie mam nadzieję, że nie jest bardzo zły :))
Lottie♥




Bardzo dobry rozdział :). Podziwiam pisanie w gorączce. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i napadu weny. ; > Czekam na nexta ^^
OdpowiedzUsuńisiia.
super!! :D
OdpowiedzUsuńCzekam nn i życzę szybkiego powrotu do zdrowia ;))
Dziesiątka przyjaciół wraca w nocy siódmego stycznia z koncertu z Sussex. Nietrzeźwy kierowca prowadzi bardzo ostrożnie, ale nie udaje mu się całkowicie zapanować nad pojazdem i pod koła wozu wpada pijana nastolatka. Przerażeni sprawcy zostawiają dziewczynę na poboczu jezdni i jadą dalej. Mija rok. Przyjaciele rozjeżdżają się w różne strony Wielkiej Brytanii zapominając o felernej nocy i wspólnych wypadach. Zapominają o lecie 2012, a przynajmniej udają, że tak jest. Każde z nich co noc dręczy koszmar dziewczyny bezwładnie leżącej na zboczu i jej zakrwawionego ciała. Mija dokładnie rok. Dwudziestoletnia Hayley znajduje pod swoim domem pudełko bez adresu zwrotnego pełnego magnetofonowych kaset. Na każdej nagrany jest głos dziewczyny, która podaje się za zmarłą tamtego dnia. Wtedy zaczyna się gra. Całe życie tej dziesiątki zmienia się, a oni muszą ponownie się spotkać i wspólnie przeżyć koszmar, który funduje im zmarła Joanne...
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za spam i serdecznie zapraszam na milczenieniejestcisza.blogspot.com
Pojawili się bohaterowie i fabuła, zapraszam ;*