7.04.2013

Rozdział 6



Z perspektywy Margaret

( poniedziałek, 11 maca 2013r. )
Nieznośne brzęczenie budzika nie dawało mi spać. Poniedziałek – dzień, którego wszyscy nienawidzą. Nie ważne czy jesteś nastolatkiem, który musi iść do szkoły, czy dorosłym załatwiającym biznesy lub wykonującym dany zawód. Nigdy go nie polubisz..
Zaczęłam rozmyślać o wczorajszej nocy. Już na samą myśl jak muszą pozostałych boleć główki, uśmiechnęłam się. No cóż, trzeba było nie przesadzać. Najbardziej było mi szkoda Horanka, bo biedak nie mógł nawet utrzymać się na nogach.
Wstałam i pierwszym moim odczuciem był gwałtowny wstrząs po spotkaniu z zimnymi panelami. Muszę pogadać z rodzicami o podgrzewanej podłodze. Stanowczo.
Ruszyłam do łazienki, gdzie wykonałam tradycyjną poranną toaletę po czym wróciłam do pokoju.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne, obcisłe rurki i białą bluzkę z rękawem


trzy-czwarte z napisem „Music is my boyfriend”. Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja ze Stellą. Jak ona mogła mnie oskarżyć, że chcę jej ukraść chłopaka?! Jeszcze bym zrozumiała gdyby była z jakimś innym, ale TO BYŁ HARRY. Śmieszne, ale według mnie pasują do siebie. Oboje są siebie warci. Włosy związałam w luźnego koka i zrobiłam delikatny makijaż, który tak właściwie składał się tylko z podkładu i tuszu do rzęs. Na nogi założyłam miętowe vansy, a na ramiona szary, dłuższy sweter. Robi się coraz cieplej! Chwyciłam jeszcze torbę oraz telefon i byłam gotowa. Zeszłam na dół i pośpiesznie zjadłam płatki czekoladowe z mlekiem, ponieważ była już 7:20. Zabrałam lunch i wodę do torby i wyszłam z domu, zamykając go. Idąc ulicą włożyłam słuchawki w uszy, żeby mi się lepiej szło.
Po 20 minutach byłam pod szkołą. Weszłam do budynku i podeszłam do swojej szafki. Wyciągnęłam z niej potrzebne na biologię książki. Nie spotkałam na razie nikogo znajomego, ale może to nawet lepiej? Ruszyłam w stronę sali numer 28 i już w połowie drogi natknęłam się na Liama, z którym chodzę na ten oto przedmiot. Przywitaliśmy się lekkim przytuleniem i poszliśmy dalej. Z tego co wiem on najmniej pił, bo ja z April wcale, ale i tak ból doskwierał. Hmmm.. już wiem jak będę się dzisiaj nad nimi znęcać.
Doszliśmy pod klasę równo z dzwonkiem, więc od razu weszliśmy. Usiedliśmy razem w ostatniej ławce, żeby nie zwracać uwagi. Nie miałam ochoty na słuchanie nudnego wykładu pana Marshala na temat tego „Co żaba ma w środku”.
Całą lekcje grałam z Paynem w statki i skubany wygrał. Chyba trzeba się z tym pogodzić, ale przyjmijmy opcję, że oszukiwał.
Po dzwonku szybko wyszliśmy z sali i poszliśmy do szafek. Mówiąc szczerze, to najlepsza rzecz jaką wynaleźli dla szkół. Wzięłam książki do fizyki i odeszłam żegnając się z Liamem. Teraz moim celem jest sala numer 15. „Fizyka, fizyka, fizyka..” - powtarzałam w myślach próbując przypomnieć sobie z kim na niej siedzę i …
- Cholera! - krzyknęłam chyba trochę za głośno, bo kilka osób dziwnie się na mnie spojrzało, ale zaraz powróciło do wykonywanych czynności.
Nie, tylko nie to. Na fizyce w poniedziałki siedziałam z Harrym, a teraz jest drugą osobą, której nie chciałabym spotkać tego dnia. Mówiąc pod nosem wiązankę przekleństw skierowaną w stronę Loczka zalazłam się pod odpowiednią salą. Niepewnie podeszłam do Louisa i Eleanor, którzy siedzieli pod jedną ze ścian.
- Hej. - powiedziałam siadając obok bruneta.
Oboje się odwrócili i uśmiechnęli prawie w tym samym momencie.
- Masz dzisiaj pecha. - zaczęła panna Calder. - Harry'ego nie będzie w szkole. Był tak skacowany, żę jego matka się zlitowała i pozwoliła mu zostać w domu. Stelli też nie będzie. Nie mogła się podnieść z łóżka, więc została, ale i tak dostała szlaban. - zakończyła brunetka.
Możecie mi wierzyć, ale w tej chwili miałam ochotę skakać i wrzeszczeć na całe gardło. Moje szczęście aż mnie zdziwiło. Dwie osoby, z którymi miałam najgorszy kontakt – ignorując Harry'ego, który próbował zwrócić moją uwagę na swojej osobie – nie będzie dzisiaj.
Zabrzmiał dzwonek i wszyscy weszli do klasy. Usiadłam na moim stałym miejscu i rozkoszowałam się spokojem wolnego krzesła obok mnie. Jednak mój spokój został gwałtownie przerwany przez męski głos. Głos, który znałam. Charakterystyczna chrypka, która była normalnością, została wzmocniona przez zbyt dużą ilość alkoholu wczorajszej nocy. Przekręciłam głowę w bok i szerzej otworzyłam oczy. Obok ławki stał wysoki brunet z kręconymi włosami. Który powinien teraz leżeć w swoim łóżku. W swoim domu. Daleko stąd.
- Cześć. - wychrypiał siadając na swoim miejscu.
Ja oczywiście cały czas wgapiałam się w niego jak idiotka. Spojrzał się na mnie i wtedy to sobie uświadomiłam. Spuściłam głowę w dół i zaczęłam zapisywać temat z tablicy. Lekko się zaśmiał i pokręcił głową wykonując tą samą czynność co ja.
- Miałeś podobno zostać w domu. - zauważyłam.
- Miałem.. Ale mama przyłapała mnie na laptopie z słuchawkami w uszach i musiałem iść już na drugą lekcję. - wymamrotał. - A co? - dodał po chwili.
Popatrzyłam na niego. Na jego twarzy malowała się ciekawość, ale także cień chytrego uśmieszku.
- Nic. - ucięłam krótko. Harry wciąż się na mnie patrzył.
Po piętnastu minutach uznałam, że przesadza. Czy on nie miał nic innego do roboty ?
Powędrowałam wzrokiem po klasie i napotkałam na Louisa. Z niezrozumiałą miną wskazał głową na mojego sąsiada, na co ja wzruszyłam tylko ramionami. Nagle Tomlinson zaczął się jakoś tak dziwnie uśmiechać i wpatrywał się w przestrzeń za mną. Przestraszyłam się i szybko obróciłam głowę, ale ujrzałam tylko ten wrzód na tyłku. Chyba coś notował. Spojrzałam znowu na Lou, ale w odpowiedzi dostałam tylko kolejny uśmieszek i mrugnięcie okiem. Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Odwróciłam się z zamiarem szturchnięciem tamtej osoby. Byłam już w gotowości, ale chłopak powstrzymał mnie przed tym. Wskazał tylko na drzwi. Było po dzwonku. Speszona wpakowałam książki do torby i wyszłam. W połowie drogi poczułam, że ktoś łapie mnie w pasie.
- A panienka to dokąd ? - zapytał pan z małpą na głowie.
- Do szafki. - westchnęłam zirytowana.
- Nie wydaje mi się. - uśmiechnął się i jedną rękę wsunął pod moje kolana, a drugą podtrzymywał plecy. Torba wysunęła mi się ze zdziwienia i upadła na podłogę. Pochwycił ją Louis, który w magiczny sposób zjawił się obok nas.
Jedno słowo.
Spisek.
- To gdzie teraz? - zapytał Harry.
- Jak to gdzie?! Co ty w ogóle wyprawiasz Styles, co?! Postaw mnie na ziemi, ale to już! - zaczęłam się wydzierać na cały korytarz, ale on wyraźnie nie był wrażliwy na moje krzyki. Wręcz przeciwnie. Uśmiechał się jeszcze szerzej.
- Ma teraz Matematykę. W 37 - wyszczerzył się Tommo i odszedł z moimi książkami do stojącej nieopodal Eleanor, która z kwaśną miną przyglądała się temu wszystkiemu. Zastanawiałam się co im strzeliło do głowy? Do czego zmierzają? Ughhhh...
Tymczasem Harold zaczął iść w kierunku odpowiedniej sali. Krzyczałam, wyrywałam się, pod koniec nawet błagałam, żeby mnie już puścił, ale szlachcic Styles zdawał się tego nie słyszeć. Szedł skupiony, ale z wielkim bananem na twarzy. Uczniowie ukradkiem spoglądali na nas. Głównie dziewczyny. Co ja gadam, one pożerały go wzrokiem. A na mnie patrzyły z nienawiścią i zazdrością. Nie wiem o co im chodzi. Przecież on ma dziewczynę. No właśnie...
Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce Harry zdecydował się mnie puścić.
- To za wczoraj. - wyszeptał prosto do mojego ucha. Spojrzałam na niego. Był blisko. Za blisko.
Odchrząknęłam.
Pojawił się przy nas Lou z moją torbą.
- Masz już wszystkie książki. - uśmiechnął się.
- Ale.. Jak? Przecież jest szyfr.. - jąkałam się.
- Oh, Mag.. Taka misja jest zawsze dobrze zaplanowana. - mrugnął.
Stałam z oczami na wierzchu... Wiedziałam jedno – muszę zmienić kod do szafki.
Przywitałam się z wiecznie uśmiechniętym Niallem, z którym dzieliłam tak znienawidzony przeze mnie przedmiot. Weszliśmy do klasy i rzuciliśmy się do naszej ławki, która stała przy ścianie. Głównie do krzesła po prawej stronie. To miejsce było prawie poza wzrokiem pani Evans, więc za każdym razem się o nie biliśmy. Tym razem – czyli praktycznie zawsze – ja wygrałam. Blondyn jak zawsze mi ustąpił. Zajęliśmy miejsca. Szybko zapisałam temat i notatkę, którą podyktowała nauczycielka. Potem zadała kilkanaście zadań i wyszła, a w klasie zapanował chaos. Dosłownie. Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek robił wyznaczone ćwiczenia. I ja z Niallerem do nich należeliśmy.
Pani Caroline przyszła dokładnie 2 minuty przed dzwonkiem, zadała pracę domową – której i tak nikt nie odrobi – i wyszła równo z dzwonkiem.
Po wyjściu z klasy znów zostałam „porwana” przez Hazzę i Louisa. Z kąt oni się tu tak szybko wzięli? Następna lekcja – historia z Malikiem.
Zapowiada się dłuuuugi dzień..
Harry delikatnie postawił mnie pod salą historyczną, gdzie czekał już na mnie Lou. Ale się chłopaki zgrali. Podziękowałam, a oni ukłonili się i odeszli. Posłałam Zaynowi mordercze spojrzenie, gdy głośno zagwizdał.
***

Wraz Malikiem, April, Niallem i Liamem siedzieliśmy pod drzewem w miejscu dla elity. Brakowało tylko Tommo, Harry'ego i Eleanor, ale po chwili ujrzałam trzy sylwetki wyłaniające się z tłumu. Styles szedł z tak smutną miną, że mino iż nie wiedziałam co się stało to było mi go szkoda. Usiedli obok nas, a Harry popatrzył się na mnie oskarżycielskim spojrzeniem.
- Nie poczekałaś na mnie.
Zrobiłam pytającą minę, bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Jednak moja zamułka nie trwała długo. Zorientowałam się, że przecież Loczek miał mnie dzisiaj wszędzie nosić. Uśmiechnęłam się przepraszająco i zaczęłam jeść przygotowaną kanapkę z żółtym serem.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Sprytnie omijałam jak tylko mogłam wszelkie rozmowy o wczorajszej imprezie. Zbawieniem okazał się być dzwonek na lekcję. Wstałam i już zamierzałam iść w stronę budynku, ale spotkałam wyczekujące spojrzenie Harry'ego. Niechętnie podeszłam bliżej, ale tym razem wskoczyłam mu na plecy. Będzie wygodniej. Chwyciłam torbę i na moim koniku weszliśmy z powrotem do szkoły.

Wiem, że mnie chyba zabijecie, że tak długo, ale naprawdę nie miałam czasu pisać, a chciałam, żeby rozdział (co się i tak nie udało) wyszedł dobry. Męczyłam się nad nim bite trzy dni, ale i tak nie otrzymałam tego co chciałam. Trochę za mało w nim... no nie wiem przejrzystości ?
W skrócie – nie jestem z niego zadowolona.
Mam teraz tydzień zawalony sprawdzianami i pewnie je zawale, ale już tam.. xd
Jeszcze jedna sprawa. Ja rozumiem, że Wam się nieraz nie chce komentować, ale to naprawdę wiele dla mnie znaczy...
Nawet coś w stylu: „fajne, czekam nn” - to już jest motywacja do dalszego pisania, bo jednak trochę czasu na to poświęcam...
Lottie♥












​​​​​​​​​​​​

4 komentarze:

  1. Szlachcic Styles - uśmiałam się : D. Ogółem fajny rozdział. Przyjemni się czytało. Taki luźny, opisujący normalny, a zarazem nie normalny dzień głównej bohaterki.
    Czekam na kolejny ^^
    Pozdrawiam.
    Isiia.



    Serdecznie zapraszam na nowego bloga :
    + http://you-and-i-lizzy.blogspot.com/
    Życie dziewiętnastoletniej Lizzy zmienia się diametralnie, kiedy dziewczyna pomaga przyjaciółce spełnić jej marzenie : poznać jej największych Idoli. Lizzy, chcąc zrobić nie fortunne zdjęcie jej idolom, starając się zabłysnąć w świecie show-biznesu, daje się przyłapać. Poznaje razem ze swoją przyjaciółką, jej idoli, mając za zadanie się wytłumaczyć. Ta jednak, mówi co myśli i nie ma najmniejszego zamiaru ich przeprosić. Ulubieńcy jej przyjaciółki są pod wrażeniem jej temperamentu i charakteru, więc proponują jej ofertę nie do odrzucenia. Jaką decyzję podejmie Lizzy ? Czy wyjdzie jej to na dobre ? Czy zazna smaku sławy, o czym marzyła od dziecka? Czy pozna smak prawdziwej miłości ? Czy jej sekrety skrywane przed światem, wyjdą na jaw ?

    oraz dwa pozostałe :
    + http://behind-of-the-scene.blogspot.com/
    + http://just-trust-isiia999.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hej, zapraszam na naszego nowego bloga - life-is-a-trap.blogspot.com, gdzie pojawił się prolog. mam nadzieję, że opowiadanie ci się spodoba, wyrazisz szczerą opinię i zaobserwujesz. pozdrawiam xo - amy

    OdpowiedzUsuń
  3. Na naszym blogu http://life-are-moments.blogspot.com/ pojawił się właśnie 4 rozdział z perspektywy Jamie, na który serdecznie zapraszamy.
    Z góry przepraszamy również za spam.
    Pozdrawiamy i życzymy miłej nocy, Allie & Jamie ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć! :)
    Chciałam zaprosić cię na mojego bloga http://battle-of-destiny.blogspot.com/, na którym na razie jest tylko prolog. Jeśli wejdziesz i Ci się spodoba to liczę, że skomentujesz oraz zaobserwujesz.
    Z góry przepraszam za spam, jednak dopiero zaczynam i chciałabym jakoś rozpowszechnić mojego bloga.
    Pozdrawiam cię gorąco i jeszcze raz przepraszam za spam, Mia ♥

    OdpowiedzUsuń