18.03.2013

Rozdział 5



Z perspektywy April

( sobota, 9 marca 2013r. )
Skończenie filmu było dla mnie i Mag jak dar od Boga. I tak prawie cały film przesiedziałam wtulona w Louisa. Nawet nie wiem dlaczego, ale czułam się przy nim bezpieczna. Jednak i tak jestem pewna, że tej nocy nie zasnę. Próbowałam usunąć z mojej głowy wszystkie straszne sceny, ale na próżno. Sprawę pogorszyło wydarzenie, które nastąpiło zaledwie dziesięć minut po wyłączeniu dekodera. A mianowicie, zadzwonił telefon. Chyba dobrze wiecie co to oznacza... Wszyscy zastygliśmy w bez ruchu i uparczywie zaczęliśmy przyglądać się, cały czas brzęczącemu, urządzeniu. W końcu odważny Malik zdecydował się podnieść słuchawkę.
- Słucham? - jego głos lekko dygotał, ale już po chwili odetchnął. - Tak, tak. Oczywiście. Już daję. - podszedł i wręczył telefon Margaret, a ta niepewnie przyłożyła go do ucha.
Po piętnastominutowej rozmowie z ulgą wypisaną na twarzy odłożyła słuchawkę na swoje miejsce.
- To tylko moi rodzice. - zaczęła, a my wciąż staliśmy jak sparaliżowani. - Chcieli mi tylko powiedzieć, że ten wyjazd się troszeczkę wydłuży i będą dopiero koło wtorku, środy. - skrzywiła się lekko. - Mam tylko nadzieję, że nie przywiozą ze sobą nikogo więcej. - poklepała się po brzuchu, a my wybuchnęliśmy śmiechem, co rozluźniło atmosferę.
  Postanowiliśmy pograć trochę w Twistera, co nie skończyło się za dobrze. Liam, spryciarz, pierwszy dorwał się do koła i przez to, to on kręcił, a my musieliśmy się w szóstkę zmieścić na dość małej planszy. Zabawa była znakomita, ale pod koniec wyglądaliśmy mniej więcej tak: Louis był na samym dole i był w pozycji do robienia pompek, ja robiłam przez niego mostek, Margaret była bliska zrobieniu szpagatu, a Hazza wypinał się przed nią tak, że miała twarz przy jego... przyrodzeniu, co oczywiście nie umknęło uwadze Payna, który na złość dziewczynie śmiał się w niebo głosy. Zayn nurkował pod rozkroczonymi nogami Maggie, a głowę miał nad brzuchem Lou. A Niall siedział na kanapie i zjadał wszystko co zostało z filmy. Biedak upadł już prawie na początku,ale raczej się tym nie przejmował, bo niemalże cały czas śmiał się z nas razem z Liamem. Po godzinie gra wreszcie dobiegła końca. Najbardziej poobijany był Louis, bo był na samym dole i jak wszyscy runęli w dół, to na niego.
- Nie czuję nóg. - żalił się przez cały czas. - Jak mogliście mi coś takiego zrobić?
- No już się nie gniewaj. To było przez przypadek. - próbowałam go pocieszyć i w końcu mi się to udało, bo szatyn natychmiast wstał i z uśmiechem oznajmił, że coś by jeszcze porobił. Ja natomiast przeszukiwałam swoją torbę w celu znalezienia telefonu. Lusterko, portfel, tusz do rzęs... jest! Odblokowałam ekran i zerknęłam na godzinę. Na początku się trochę przeraziłam, bo okazało się, że jest już po 24. Obwieściłam tę wiadomość moim towarzyszom i postanowiliśmy, że czas się zbierać. Wraz z chłopakami udałam się w kierunku drzwi i zaczęliśmy się ubierać. Pożegnaliśmy się z Margaret grupowym przytulasem i wyszliśmy z jej domu. Wraz z Niallerem ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mój brat odpalił silnik i po chwili parkowaliśmy już na podziemnym parkingu pod naszym wieżowcem. Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na odpowiednie piętro. Horan otworzył drzwi od naszego apartamentu i weszliśmy do środka. Od razu poszłam do swojej sypialni, ponieważ byłam na maksa zmęczona. Wzięłam szybki prysznic i w mojej ulubionej piżamce w różowe jednorożce, położyłam się spać.

( niedziela, 10 marca 2013r. )
- Wstawaj śpiochu! Nastał nowy dzień! - ktoś niemiłosiernie znęcał się nad moim lewym uchem, wrzeszcząc do niego. Oczywiście tym ktosiem był Niall.
- Zamknij się. - machnęłam ręką i zakryłam głowę poduszką.
- O nie, nie, nie. Tak nie będzie moja droga. - gdy wypowiadał te słowa, jeszcze nie byłam świadoma ego co mnie czeka. Horan wziął mnie na ręce i pobiegł do swojej łazienki, a po chwili leżałam już w wypełnionej po brzegi wannie. Byłam przemoczona do szpiku kości i z pewnością rozbudzona. Nialler stał nade mną, śmiejąc się.
- NIE ŻYJESZ HORAN! - krzyknęłam i wygramoliłam się z wanny, po czym zaczęłam ścigać uciekającego już brata. Ganialiśmy się po całym domu, dopóki nie przerwał nam telefon Nialla.
- Siema Zayn co tam? Ychym... Czemu nie... spoko. Załatwisz wszystko? Okej, to do wieczora, cześć. - rozłączył się. Patrzyłam na niego rządna wyjaśnień. - Zayn się pytał czy może byśmy nie poszli dzisiaj do jakiegoś klubu. No wiesz, tak na cześć tego, że Mag jest z nami, a ona jeszcze nie była w typowym londyńskim klubie, więc dziś o 18 idziemy. - uśmiechnął się. Ja osobiście byłam temu przeciwna. Jutro szkoła, a ja wiem jak kończą się takie niewinne imprezki z moimi przyjaciółmi w roli głównej. Nic jednak nie powiedziałam tylko pokiwałam głową na znak zrozumienia i poszłam się przebrać w coś suchego. Założyłam zwykłe, czarne legginsy,
szary t-shirt i białe, miękkie kapcie z głową pandy. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki na śniadanie. Mój brat zapewne jest już po posiłku, bo z salonu dobiegł mnie odgłos telewizora. Zjadłam, według wszystkich, najważniejszy posiłek dnia i weszłam pewnym krokiem do dużego pokoju z TV. Usiadłam na kanapie i wraz z bratem śmialiśmy się z jakiegoś japońskiego teleturnieju, gdzie uczestnicy muszą wykonywać dziwne zadania. Później pograliśmy trochę w fifę. Od razu do głowy przyszedł mi Harry. Zawsze bardzo lubił tę grę, ale często to przez nią wybuchały największe kłótnie. Najgorsza zdarzyła się w tamtym roku, kiedy grał w nią Hazza z Zaynem. Malik wygrał, ale Styles nie mógł przyjąć tego do wiadomości i oskarżył go o oszustwo. Pamiętam, że bardzo tym uradził Zayna i był mega foch na dwa tygodnie. Rozumiecie? Całe czternaście dni bez odzywania się do siebie. Nie chcieli nawet przebywać razem w jednym pomieszczeniu. Zawsze któryś wychodził. Jednak piętnastego dnia Harry pękł i przeprosił Mulata. Ten mu oczywiście przebaczył i wszystko wróciło do normy.
  O siedemnastej postanowiłam, że czas zacząć się szykować. Pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Przecież nie chcę się rozchorować...
Weszłam do pokoju i podeszłam do mojej wielkiej szafy. Zawsze zastanawiałam się czy nie ma w niej przypadkiem wejścia do Narnii i raz jak miałam 14 lat postanowiłam to sprawdzić, a efekt był taki, że uderzyłam się w nos, który później mi spuchł. Głupim byłam dzieckiem, nie? 
Po poszukiwaniach znalazłam coś w sam raz. Ubrałam się w sięgającą przed kolano sukienkę bez ramiączek, przepasaną granatowym paskiem. Na ramiona narzuciłam ciemnoniebieski sweterek, a jako dodatek wzięłam fioletową kopertówkę. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w luźnego kłosa. Na nogi wsunęłam niezbyt wysokie, fioletowe koturny i byłam gotowa. Przeszłam do kuchni. Tam czekał już na mnie Niall.
- Jej.. ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dzięki, ty też niczego sobie. - puściłam mu oczko. Mój brat założył na dzisiejszą imprezę zwykłe niebieskie dżinsy, biały t-shirt z nadrukiem i bordowe vansy. Podejrzewam, że dobierze do tego jeszcze jakiś sweter. Wyszliśmy. Do kubu mieliśmy się udać taksówką, bo przecież inaczej się nie dostaniemy z powrotem do domu. Podjechaliśmy jeszcze po Margaret i mogliśmy jechać.
Taksówka zatrzymała się pod dokładnym adresem. Wysiedliśmy z niej i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Pod klubem czekali już na nas przyjaciele. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam również Eleanor i Stellę. Przecież miało ich nie być przez cały weekend. Podeszliśmy do nich i się przywitaliśmy. Panna Jonson nie odstępowała swojego chłopaka ani na krok. Czyżby wyczuła konkurencje?
- Gotowi na niezłą zabawę? - zapytał Zayn na co wszyscy ochoczo przystanęliśmy.
Skierowaliśmy się w stronę drzwi prowadzących do jednego z najlepszych klubów w Londynie. Ochroniarz od razu nas przepuścił, bo kto by nie przepuścił syna właścicieli? Całe to przedsiębiorstwo należało do państwa Malik, podobnie jak większość w stolicy. Rzecz jasna wszyscy nas kryli. Nasi rodzice nie wiedzieli o naszych nocnych wypadach. Ale skąd mogli to wiedzieć jeżeli większość swojego życia przebywali poza granicami Anglii?
Weszliśmy do zatłoczonego pomieszczenia. W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Raz po raz pomieszczenie przecinały kolorowe lasery i smugi dymu. Na podłodze unosiła się sztuczna mgła, w której tańczyło większość imprezowiczów. Niektórzy byli znacznie młodsi nawet od nas. Inni siedzieli przy okrągłych stolikach śmiejąc się i pijąc najróżniejsze drinki i kolorowe napoje. Na małym podwyższeniu mieścił się stół DJ. Powędrowaliśmy do baru, który otaczało już dość dużo ludzi. Od razu zamówiliśmy napoje wysokoprocentowe i udaliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś wolnego stolika. Muszę przyznać, że było to trudne. Wreszcie Louis wypatrzył jakiś w rogu sali. Usiedliśmy i zaczęliśmy pić. Chłopaki jak to oni, pochłaniali drinka za drinkiem. Ich dziewczyn też nie były lepsze. Zauważyłam, że Mag nie pije dużo, a to dobrze. Przecież ktoś musi mi pomóc zaciągnąć tą ferajnę do domu.
- Może już wystarczy? - spytałam delikatnie Nialla, który sięgał po chyba już siódmego drinka.
Zamiast odpowiedzi usłyszałam tylko niezrozumiałe buczenie. Westchnęłam. Spojrzałam na Margaret, która z kpiną i uśmiechem przyglądała się Stelli, Harry'emu, Lou i El, którzy ledwo trzymając się na nogach kiwali się na parkiecie.
- Ja nie wiem jak oni jutro wstaną.. - zaśmiała się. Uśmiechnęłam się pod nosem, wyobrażając sobie stan kaca, na jakim będą i ostry ból głowy. Zerknęłam na godzinę, było już grubo po pierwszej.
- Może się zbierajmy, co? - zapytałam.
- Ychym. - wymamrotała Maggie i ruszyła w stronę naszych roztańczonych towarzyszy. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, jak jest ubrana. Miała na sobie niebieską sukienkę bez ramiączek, przepasaną czarnym paskiem. Włosy lekko podpięła z tyłu, a na nogi wsunęła szpilki w panterkę. Po chwili wróciła ciągnąc ich za sobą. Następnie wróciła po kolejną dwójkę. Popatrzyłam na moich przyjaciół. Dawno się tak nie upili. Zayn spał już słodko wtulony w Liama. Aż szkodo mi było ich budzić.
- Zostaw mojego chłopaka, szmato! - usłyszałam wkurzony głos Jonson. Spojrzałam w tamtym kierunku. No tak, Margaret ciągnęła za rękę za sobą Hazze i Tommo, ale po wypowiedzeniu tych słów gwałtownie się zatrzymała i odwróciła.
- Co powiedziałaś? - zapytała spokojnie.
- To co słyszałaś! Odwal się od niego, jest MÓJ! - dalej krzyczała.
- No chyba ci się w te pustej główce popieprzyło już do końca!
- To nie ja pcham łapy do czyjegoś chłopaka. Znajdź sobie własnego. Ale czekaj, nie znajdziesz, bo wszyscy i tak się oglądają za mną, bo jestem ładniejsza. - spojrzała na nią z wyższością. Reszta przyglądała się tej wymianie zdań z zaciekawieniem.
- Najpierw tapetę z twarzy przeklej na ścianę. - Mag puściła jej oczko i uśmiechnęła się. Harry w ostatniej chwili powstrzymał swoją dziewczynę przed rzuceniem się w stronę szatynki. Szybko wyszliśmy z klubu. Zamówiłam dwie taksówki, w które i tak ciężko nam się będzie zmieścić. Panna Jonson i Margaret stały w jak największej odległości między sobą i co chwilę łypały na siebie znienawidzonymi spojrzeniami. Po dziesięciu minutach podjechały dwa żółte samochody. Postanowiłam z Maggie, że ja pojadę w jednym, a ona w drugim, żeby ich przypilnować. Wsiadłam do taksówki z Harrym, na którego kolanach usadowiła się Stella, Louisem i Eleanor. Mag siedziała z Zaynem, Niallem i Liamem. Poodwoziliśmy ich wszystkich do domu. I gdyby tego było mało, musiałam każdego z osobna wtaszczaś do jego domu. Matka Stell prawie zemdlała, gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej córeczka.
Po skończonej misji, można powiedzieć, wjechałam w końcu windą na swoje piętro. Weszłam po cichy do apartamentu i usłyszałam głęboki i wolny oddech Nialla. Leżał na kanapie w salonie, przykryty kocem. Będę musiała jutro podziękować Mag za pomoc. Sama bym ich nie ogarnęła.
Weszłam do swojego pokoju, przebrałam się i od razu wskoczyłam do łóżka z przerażającą wizją dnia następnego. Jak ja do cholery obudzę Horana?!

_________________________________________________
IIIIIIII jest! :D
Pisałam go mając 38,4 stopnie gorączki, więc jak są jakieś błędy to przepraszam :c
Rozdział miał być już wczoraj, ale niestety moja mama uznała, że skoro jestem taka chora, że nie mogę jej w niczym pomóc, to jestem też ZA chora na komputer -,- Logika...
W każdym razie mam nadzieję, że nie jest bardzo zły :))
Lottie♥

3 komentarze:

  1. Bardzo dobry rozdział :). Podziwiam pisanie w gorączce. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i napadu weny. ; > Czekam na nexta ^^
    isiia.

    OdpowiedzUsuń
  2. super!! :D
    Czekam nn i życzę szybkiego powrotu do zdrowia ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziesiątka przyjaciół wraca w nocy siódmego stycznia z koncertu z Sussex. Nietrzeźwy kierowca prowadzi bardzo ostrożnie, ale nie udaje mu się całkowicie zapanować nad pojazdem i pod koła wozu wpada pijana nastolatka. Przerażeni sprawcy zostawiają dziewczynę na poboczu jezdni i jadą dalej. Mija rok. Przyjaciele rozjeżdżają się w różne strony Wielkiej Brytanii zapominając o felernej nocy i wspólnych wypadach. Zapominają o lecie 2012, a przynajmniej udają, że tak jest. Każde z nich co noc dręczy koszmar dziewczyny bezwładnie leżącej na zboczu i jej zakrwawionego ciała. Mija dokładnie rok. Dwudziestoletnia Hayley znajduje pod swoim domem pudełko bez adresu zwrotnego pełnego magnetofonowych kaset. Na każdej nagrany jest głos dziewczyny, która podaje się za zmarłą tamtego dnia. Wtedy zaczyna się gra. Całe życie tej dziesiątki zmienia się, a oni muszą ponownie się spotkać i wspólnie przeżyć koszmar, który funduje im zmarła Joanne...

    Przepraszam za spam i serdecznie zapraszam na milczenieniejestcisza.blogspot.com
    Pojawili się bohaterowie i fabuła, zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń