Z
perspektywy Margaret
(
wtorek, 5 marca 2013r. )
Siedziałam
w swoim pokoju na łóżku, opierając się o jego ramę. Na kolanach
miałam odpalonego białego laptopa firmy „Apple”. W milczeniu
przeglądałam Facebook'a i Twitter'a. Przyglądałam się jak płynie
czas moim znajomym z Miami. Porozmawiałam z paroma osobami na
chacie, pooglądałam zdjęcia jakie wstawili. Słońce, plaża.
Brakowało mi tego.
W
pewnym momencie mój telefon zaczął dzwonić. Poderwałam się z
łóżka i zaczęłam go szukać. Zapodział się gdzieś w mojej
torbie szkolnej. Jest! Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie
wesołego blondyna, a pod nim podpis „Niall”. Bez zastanowienia
odebrałam.
-
Hej. - powiedziałam.
-
No cześć. - odpowiedział mi zawsze radosny głos. - Słuchaj,
jesteś w domu?
-
Tak.
-
A robisz coś bardzo ważnego? - zapytał.
-
Nie. Po prostu siedzę na komputerze.
-
To spoko. Ubieraj się, zaraz po ciebie podjedziemy. Jedziemy do
kina! - oznajmił.
-
Aha, okej. - ucieszyłam się. W końcu lepiej spędzać czas ze
znajomymi niż przed kompem. - To.. Gdzie przyjedziesz?
-
No na... To gdzie mieszkasz? - usłyszałam lekki śmiech w
słuchawce. Zawtórowałam mu.
-
Gold Street 5. - rozłączyłam się.
Podeszłam
do szafy i wyciągnęłam z niej bordową bluzkę z białym napisem
„SEEK”, jasne dżinsy i czarne tenisówki adidasa. Na ramiona
zarzuciłam czarną bluzę, a do czerwonej, sportowej torby wrzuciłam
telefon, słuchawki, portfel, lusterko parę innych drobiazgów.
Usłyszałam trąbnięcie, co oznaczało, że Horan jest już pod
moim domem. Szybko zbiegłam na dół, przeglądając się przelotem
w wielkim lustrze wiszącym w przedpokoju i wyszłam z mieszkania,
zamykając je. Wsiadłam do srebrnego Citroen'a C5, który należał
do Niall'a. Przywitałam się z rodzeństwem i odjechaliśmy. W
czasie przejazdu, pomiędzy rozmowami, napisałam mamie sms-a gdzie
jestem, żeby się nie martwiła. Od April dowiedziałam się, że na
spotkanie idzie cała elita. Na myśl, że mam spędzić około 3-4
godzin z NIEKTÓRYMI osobami, troszkę mnie zemdliło, ale nie dałam
po sobie poznać mojego niezadowolenia.
Dojechaliśmy
pod jedno z największych kin w Londynie. Jak zwykle panował tu mały
tłok. Weszliśmy do środka i wzrokiem zaczęliśmy szukać reszty.
Dobra, tylko Oni szukali. Ja rozglądałam się po wnętrzu. Ciemne
ściany z czerwonymi akcentami. Bordowe fotele i gdzie nie gdzie
ustawione małe, brązowe stoliki z mnóstwem ulotek i reklam. Trzy
wielkie, plazmowe telewizory, na których puszczane były zwiastuny
różnych seansów. W jednym z rogów stały cztery kasy obsługujące
klientów. Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramię. To był
Niall.
-
Chodź, znaleźliśmy ich. - uśmiechnął się i zaczął, wraz ze
mną, przedzierać się przez tłum w kierunku naszych znajomych.
-
Cześć wszystkim! - krzyknął blondyn, gdy już znaleźliśmy się
obok Nich.
Każdy
zaczął się witać. Z boku patrząc, wyglądaliśmy jak
przyjaciele, którzy znają się od lat. A w prawdzie, tylko ja od
tego odstawałam. Gniewnym wzrokiem przypatrywałam się Mulatowi,
nadal pamiętając o koszmarnej lekcji biologii. On tylko się
uśmiechnął i podszedł, żeby mnie przytulić. Następnie zrobił
to Liam, Louis, a nawet wielmożny pan Styles. Co im się tak na
czułości zebrało?
Panowała
miła atmosfera, ale piekło zaczęła się, gdy przyszła pora na
wybór filmu. Liam, Niall i April chcieli komedię; Stella i Eleanor
jakiś dramat, a ja, Harry, Zayn i Louis – horror.
Teoretycznie,
nas było najwięcej, więc w formie demokratycznej wygrywamy, ale
pozostali nie chcieli się zgodzić. W końcu jednak Stell i Elka
przeszły na naszą stronę i decyzja zapadła.
Zdecydowaliśmy
się na „Droga bez powrotu 5”. Film opowiada o grupce przyjaciół,
którzy przyjeżdżają do małego miasteczka
w
zachodniej Wirginii na coroczny festiwal Hallowenowy. Niestety do
zabawy przyłączają się zniekształceni kanibale i odtąd studenci
będą walczyć z nimi na śmierć i życie.
Na
sali siedzieliśmy tak: Louis, El, Stella, Harold, ja, Zayn, April,
Niall i Li. Nie mam pojęcia jak to się stało, że wylądowałam
pomiędzy Loczkiem, a Malikiem, co nie było zbyt przyjemne, bo gdy
tylko zbliżałam się (nieumyślnie, rzecz jasna) do tego
pierwszego, byłam świdrowana wzrokiem przez blondynkę. Jeszcze
bardziej utrudniał mi to fakt, że razem z Harrym mieliśmy wspólny
popcorn, więc nasze ręce prawie cały czas się stykały, co
jeszcze bardziej rozwścieczało Jego dziewczynę. Dla mnie było to
dość zabawne, gdy za każdym razem kiedy się na mnie patrzył, ona
chwytała go za twarz i łączyła ich w jakże namiętnym pocałunku,
w czasie którego kątem oka mi się przyglądała. Ja absolutnie nic
sobie z tego nie robiłam, bo po co? Żeby dać jej przewagę?
Satysfakcję? I tak bawiłam się świetnie co chwila komentując z
Zayn'em działania bohaterów lub śmiejąc się z nich, co
doprowadzało naszych towarzyszy do szału. Bądź co bądź,
'wyjście' się udało. Pod koniec filmu pokłóciłam się tylko ze
Stylesem o to, kto wysypał resztę popcornu. Był to oczywiście ON,
ale świnia nie chciał się przyznać i zwalił wszystko na mnie.
Zakończyło się to wielkim fochem, co reszta odebrała ze
śmiechem. Później, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem,
przeprosił mnie.
Do
domu zostałam dostarczona po 21 przez kochanego Niallera. Rodzice
nie byli zachwyceni godziną mojego powrotu, ale ucieszyli się na
wieść, że znalazłam... przyjaciół?
Znam
ich dopiero dwa dni, a czuję jakby to była wieczność. Nie da się
z nimi nudzić. Zostawię bez komentarza zachowanie niektórych osób,
jeśli pozwolicie. Poszłam od razu do mojego łóżeczka, bo byłam
wprost padnięta. Nawet się nie spakowałam. Ehh, wstanę wcześniej
i zrobię to jutro.
Wyczuliście
ten sarkazm?
(
sobota, 9 marca 2013r. )
Zostałam
brutalnie przez kogoś obudzona. Zerwałam się i już chciałam
ochrzanić tą osobę, że budzi mnie tak wcześnie, ale
zorientowałam się, że tym kimś był Niall.
-
Co ty tu robisz? - zapytałam jeszcze zaspanym głosem.
-
Taak. Ciebie też miło widzieć. - zaśmiałam się. - Przyszliśmy
do ciebie i akurat twoi rodzice wychodzili i powiedzieli nam, że
jeszcze śpisz i że jak chcemy to możemy wejść i poczekać. A! I
kazali ci przekazać, że nie będzie ich cały weekend. - zakończył
swój monolog, a ja zaczęłam analizować fakty. Przyszli, rodzice,
nie będzie cały weekend... zaraz zaraz, wróć. Przyszliśmy?
-
To kto jeszcze tu jest?
-
No wszyscy. Oprócz Eleanor i Stelli, bo poleciały z rodzicami
Calder do Paryża na jakiś pokaz mody czy coś. - ooo.. w końcu
jakaś dobra informacja.
-
Okej, daj mi minute. - wygramoliłam się z ciepłego legowiska, a
blondyn posłusznie wyszedł.
Jak
zwykle podeszłam do szafy i tym razem wyciągnęłam z niej zielone
rurki, biały t-shirt z nadrukiem i skórzaną, czarną kurtkę,
którą często noszę po domu. Zerknęłam też na zegarek, żeby
się upewnić, która jest godzina – 12 : 30. Tak, jestem śpiochem.
Wzięłam rzeczy i ruszyłam w stronę łazienki. Odbyłam poranną
toaletę i lekko się pomalowałam, bo przecież nie chcę żeby się
mnie przestraszyli. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół, bo
trochę przerażała mnie myśl, że oni są tam sami.
Niekontrolowani przez nikogo.
Weszłam
do kuchni i pierwsze co przykuło moją uwagę to wielki stosik
naleśników polany syropem. Ich zapach roznosił się po całej
kuchni. W tym momencie wszyscy weszli.
-
Smacznego! - zawołał Louis.
-
Heh, dziękuję. Nie trzeba było. - uśmiechnęłam się ciepło,
ale w środku byłam ciekawa, kto zadał sobie taki trud.
-
Podziękuj Harry'emu. On to przygotował. - zauważyłam, że chłopak
się cicho zaśmiał i zaczerwienił?
-
To nic... naprawdę. Lubię gotować, więc pomyślałem...
-
Dzięki, dzięki, dzięki! - chłopak nie dokończył, bo podbiegłam
do niego i zaczęłam go ściskać. Jezu, gdyby tu była Stella
pewnie bym już nie żyła.
Usiadłam
do nakrytego już stołu i zaczęłam konsumować posiłek. Muszę
przyznać, że wyszły mu przepyszne. Podczas mojego jedzenia (Horan
też się skusił) rozmawialiśmy co będziemy robić. Jedni
proponowali kino, inni jakieś zakupy, ale w końcu stanęło na tym,
że razem obejrzymy jakiś film na DVD u mnie w domu. Nie mogło też
zabraknąć jakiś przekąsek więc wysłaliśmy Nialla i Malika po
napoje i jedzenie. Ja z April przygotowałyśmy miejsce do siedzenia
(czyt. kanapę), które obłożyłyśmy poduszkami i kocami. Harry z
Louis'em wybierali film, chociaż według mnie to nie był taki dobry
pomysł, a Liam rozmawiał z kimś przez telefon. Po dwudziestu
minutach wrócili Horan z Zayn'em obładowani w cztery wielkie torby
jedzenia i przeróżnych napojów. Gdy to zobaczyłam to mi szczena
opadła. Ciekawe kto to wszystko zje.
Usiedliśmy
wygodnie na pięcioosobowej kanapie, a ponieważ było nas siedmioro
dwójka, wypadło na Niallera i Payna, siedzieli na dywanie,
opierając się plecami o kanapę. A ja? Znowu siedziałam pomiędzy
Mulatem i Harrym! To jakiś spisek. Obok Hazzy usadowił się Lou, a
April zajęła miejsce koło Zayn'a. Byłam ciekawa jaki film wybrali
chłopcy. I...
-
NIE MA MOWY! - krzyknęłam wstając gwałtownie. - Tylko nie TO!
-
Ale o co ci chodzi? - zapytał Tommo z chytrym uśmiechem. - To
świetny film!
-
Dla was. - założyłam ręce na piersi i skrzywiłam się. Musiałam
teraz wyglądać jak obrażone dziecko, kiedy zabrano mu ulubioną
zabawkę. Jesteście pewnie ciekawi co wybrały te małpy. Otóż
postanowili, że obejrzymy sobie dzisiaj Ringa. I to nie byle
jakiego. Dokopali jeszcze wersję japońską!
-
Już nie marudź tylko siadaj. - powiedział Harry i pociągnął
mnie za rękę tak, że na nim wylądowałam. Szybko zeszłam z jego
kolan i wróciłam na swoje miejsce.
Zaczęło
się.
Przez
cały seans moje oglądanie głównie polegało na tym, że albo
przykrywałam się kocem, albo zasłaniałam obraz poduszką, albo
chowałam się na zmianę w Mula i Loczka. April też nie była
zachwycona wyborem filmu, tym bardziej, że siedziała od brzegu sofy
i to jeszcze na dodatek od strony drzwi. Więc z połowie filmu Lou
przesiadł się i usiadł obok niej. Wydawała się być zadowolona z
tego, bo od razu mocno się w niego wtuliła. Muszą być naprawdę
zżyci ze sobą. Zauważyłam też, że Niall raz po raz rzuca na
nich ukradkowe spojrzenia, jakby cały czas ich kontrolował.
Wszystkie
chipsy, żelki, wszelkiego rodzaju chrupki, popcorn i inne smakołyki
zniknęły w okamgnieniu. Aż sama byłam zdziwiona. Ale co się
dziwić, kiedy to ja trzymałam miskę z pyszną maślaną drugą
formą kukurydzy, z telewizora zaczęła wychodzić Samara i gdy się
rzuciła na jednego kolesia krzyknęłam i wyrzuciłam miskę w górę.
Co za tym idzie – cali byliśmy w białych kulkach. Wydaje mi się,
że Harry coś za mocno się śmiał. A! Nie zapomnę też jak
wielmożny pan Styles wylał na mnie całą zawartość swojej
szklanki, w której znajdowałam się cola. Musiałam więc iść się
przebrać, ale Zayn się o mnie zatroszczył i zastopował film.
Super...
*po
filmie*
-
Ale musisz przyznać, że fajnie było. - zagadnął Tommo, gdy po
sprzątnięciu wszystkiego wróciliśmy z swoje miejsca na kanapie.
-
Taaak... Cudownie. - wymamrotałam próbując usunąć z mojej
pamięci wszystkie straszne obrazy.
*DZYŃ,
DZYŃ! DZYŃ, DZYŃ*
-
Co to jest?! - wydarła się April.
-
M-m-mój t-telef-fon d-domowy. - szepnęłam jąkając się.
-
O kurwa. - powiedział półgłosem Styles.
Przepraszam,
przepraszam, przepraszam!!!
Tak
zacznę od WIELKICH PRZEPROSIN. Nie mogłam dodać rozdziału,
ponieważ cały drugi tydzień ferii byłam na nartach, a później
dostałam kare na komputer za.. właściwie to nawet sama nie wiem xd
Rozdział jest jaki jest – taki sobie. (Właściwie to
beznadziejny, ale ciiiii ;d) Następny postaram się dodać szybciej.
Aha
i BARDZO dziękuję wszystkim, którzy komentują! To dla mnie wielka
podpora by dalej pisać. Cieszę się, że komuś to się podoba i to
docenia :D
Lottie♥

super czekam na następny rozdział jak najszybciej :)
OdpowiedzUsuńUuu, ciekawy ten rozdział : ) Ale przerwać w takim momencie ? Tak trudno dopisać te dwa akapityy ?!!! ; p Wiem, że trudno i fajnie się trzyma czytelnika w niepewnośći ; p
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ; *
P.S
U mnie nowe rozdziały ^^
+ http://behind-of-the-scene.blogspot.com/
+ http://just-trust-isiia999.blogspot.com/
Mam nadzieję, że wyrazisz swoją opinię ; >
POzdrawiiam.
Isiia.
ooo , interesujący rozdział . ;) ale jak mogłaś zakończyć w takim momencie ? ;o
OdpowiedzUsuń[ http://trust-and-believe.blogspot.com/ ]
świetny rozdział ;) Bardzo mi się podoba ;p
OdpowiedzUsuńWitam! ;D
OdpowiedzUsuńhttp://walcze-bo-warto.blogspot.com/ zapraszam na nowe opowiadanie :) Mam nadzieję, ze się spodoba ;p
Pozdrawiam poziomkowa ;)
z góry przepraszam za spam! ;)