1.06.2013

Rozdział 7

Rozdział 7

Z perspektywy April

( środa, 13 marca 2013r. )
- O czym tak myślisz? - dobiegł do moich uszu głos bruneta.
Usiadł obok mnie na kanapie i wręczył jeden z parujących kubków kakaa.
- O nas. - uśmiechnęłam się co on odwzajemnił.
- A dokładniej. - musnął nosem mój policzek.
- O tym jak bardzo cię kocham. - wyszeptałam i pocałowałam go.
Otworzyłam oczy. Znowu. Ten sam, wnerwiający, dający nadzieję, że to prawda, sen. Dlaczego się tak denerwuję? Bo wiem, że nic co się w nim wydarzyło nigdy nie będzie prawdą, że to się nigdy nie wydarzy... Że to będzie cały czas boleć.
Wstałam z łóżka i pościeliłam je. Poszłam do łazienki. Stanęłam przy umywalce i spojrzałam w lustro. Zwykła nastolatka. Blond włosy, niebieskie oczy, przeciętna uroda. Nic nadzwyczajnego. Co druga dziewczyna w Londynie jest prawie identyczna, więc czemu miałby zwrócić na mnie uwagę? Skoro może mieć każdą. Skora on już MA swoją księżniczkę.
Opłukałam twarz zimną wodą i wyszczotkowałam zęby. Wróciłam do pokoju i wygrzebałam z szafy strój na dzisiaj. Założyłam jedwabną, białą koszulę, czarne, wytarte jeansy i białe vansy. Jako
dodatek na szyi owinęłam sobie kremowy szal. Chwyciłam torbę i telefon, na którym widniała 7:38 i pobiegłam do kuchni. Niall właśnie kończył jeść płatki. Zauważyłam, że na stole jest jeszcze jedna porcja.
- Dzięki. - powiedziałam i w pośpiechu zaczęłam jeść.
Blondyn skinął mi głową i wstawił puste już naczynie do zmywarki. Oparł się o blat i mi przyglądał.
- Co ty byś beze mnie zrobiła. - zaśmiał się.
No właśnie... Ciekawe, prawda? Co ja bym zrobiła?
Nie dając po sobie poznać, że to pytanie już od dawna miesza mi w głowie, lekko się zaśmiałam i zrobiłam z miską to co mój brat. Wyszliśmy z mieszkania, zamykając je i wsiedliśmy do widny, zjeżdżając na podziemny parking. Odnaleźliśmy auto Horana i już po chwili mknęliśmy do szkoły.
Weszłam zdyszana do klasy równo z dzwonkiem. Pierwszą lekcją była matematyka, którą miałam przyjemność dzielić z Harrym. To dobrze, bo muszę z nim porozmawiać.
- Hej. - powiedziałam, gdy już siedzieliśmy w ławce. Loczek pomachał mi i zapisał temat.
- I jak? - ciągnęłam.
Harry spojrzał na mnie marszcząc brwi wyraźnie nie rozumiejąc o co mi chodzi.
- No jak tam z Mag? Wybaczyła ci?
- Ahh... Myślę, że tak. - uśmiechnął się i począł zapisywać wzory z tablicy.
- To znaczy? - uśmiechnęłam się zadowolona, że się pogodzili.
- Wiesz, nosiłem ją po całej szkole, więc myślę, że to doceniła. - wyszeptał, bo pani Evans spoglądała na nas.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i dźgnęłam go w bok.
- A to za co? - odskoczył.
- Tak sobie. - zaśmiałam się.
Brunet tylko pokręcił głową.
Na kolejną lekcję, którą była chemia, poszłam w dużo lepszym nastroju. Miałam świetny projekt. O ile dwaj gamonie, z którymi chodziłam na tą lekcję (czyt. Niall i Harry) mi go nie zepsują.
- No pokaż! Chcę tylko zobaczyć. - upierał się Nialler przed klasą.
- Taaak, ja już znam to twoje „tylko zobaczę”. Mówisz tak, a potem i tak się pchasz z łapami. - Styles zachichotał na moje słowa. Zerknęłam na niego.
- No bo powiedziałaś „pchasz” - wybuchł śmiechem.
- Jezus Maria Styles! Czy ty we wszystkim widzisz podtekst seksualny? - zapytałam na co on zaczął
się śmiać jeszcze głośniej. - Jak dzieci. - wyszeptałam do siebie.
Weszliśmy do klasy. Usiedliśmy przy jednym z trzyosobowych, długich, białych stolików i wsłuchaliśmy się w to, co pan Hunter miał nam do przekazania. Kiedy przyszłą pora na moją prezentację, wstałam i wyszłam na środek, stawiając ogromny wulkan na biurku nauczyciela. Zaczęłam omawiać wszystkie substancje chemiczne, których użyłam i w końcu zaprezentowałam erupcję, co Harry zrozumiał troszkę inaczej i ledwo pohamował się przed wybuchem śmiechu.
Kolejne dwie lekcje to angielski z Liamem i wreszcie długa przerwa na lunch.
Usiedliśmy jak zwykle pod wielkim drzewem, rozkładając nasz mini bufet. Mieliśmy taką zasadę, że jak mamy coś dobrego to to przynosimy. Dzisiaj Margaret przyniosła ciastka, które upiekła jej mama, a Zayn kupił wielkie pudełko żelek.
- Słyszeliście co planują na kwiecień? - zapytała wyraźnie podekscytowana Eleanor.
- Nie, co takiego? - zagadnął Liam gryząc jedno z ciastek, które swoją drogą były znakomite.
- Organizują dwutygodniową wycieczkę dla ostatnich klas! - pisnęła El.
Wszyscy popatrzyliśmy na nią wyczekując dalszej części.
- Emm, więc pani White mówiła, że w kwietniu, z racji tego, że już odchodzimy, takie krótkie, pożegnalne, mini kolonie tylko dla trzecich klas. Tylko nie wiem dokładnie kiedy i gdzie. Zastanawiają się czy jechać do Francji, czy do Grecji. Ja osobiście też nie wiem, no bo we Francji jest tyle różnych sklepów i butików i można tam spotkać tylu sławnych ludzi, ale już tam byłam, a znowu w około Grecji są morza i można by popływać i poopalać się. Trudny wybór, naprawdę.
- Pojedźmy do Grecji, jest fantastycznie. - zabrała głoś Meggie. - Byłam tam w ostatnie wakacje z rodzicami. Mają fantastyczne plaże, może nie wszystkie, ale większość, ciepłą, spokojną wodę i zdumiewające widoki.
- To chodźmy z taką inicjatywą do dyrektorki. - zaproponował Zayn.
- Okej, po lekcjach ? - zapytał Horan na co wszyscy przytaknęli. - Spotkajmy się przy jej biurze.
Piłka nożna. Piłka nożna. Cholerna piłka nożna. Co chłopcy w niej widzą, hmm? To przecież tylko kopanie piłki na prawo i lewo. Razem z Stellą i Eleanor siedziałyśmy znudzone na trybunach patrząc jak chłopcy, z którymi uczęszczamy na wf biegają to w jedną, to w drugą stronę w pogoni za czarno – białą kulką.
Fizyka to stanowczo najzabawniejsza lekcja. Szczególnie jeśli chodzisz na nią z Niallem i Margaret, którzy wprost uwielbiają panią Eve Rain do białej gorączki, natarczywymi pytaniami. Mimo to i tak byli jej ulubionymi uczniami. Zawsze mówiła, że uczeń, który nie pyta, to uczeń, który nie jest zainteresowany.
Staliśmy pod sekretariatem, skąd wchodziło się do gabinetu pani White.
- Kto mówi? - zapytał Harry.
- Powinien Zayn, jest przewodniczącym. - zaczął Liam.
- Ale ty jesteś najbardziej odpowiedzialny i w ogóle! - krzyknął.
- Dobra, już dobra. - Liam zapukał po czym weszliśmy. - Dzień dobry. Chcielibyśmy porozmawiać z panią dyrektor. Czy jest to w tej chwili możliwe? - uśmiechnął się.
- Oh, oczywiście Liam. Wejdźcie. - pani Swart wskazała ręką drzwi.
Liam ponownie zapukał do grubych, ciemnobrązowych drzwi i dopóki nie wydobyło się z nich ciche „proszę wejść” nie otwierał ich.
Weszliśmy do pokoju, który już miałam przyjemność oglądać.
- Witam. O co chodzi? - pani White spojrzała na nas.
- Otóż, proszę pani, dowiedzieliśmy się, że planuje pani wycieczkę dla ostatnich klas..
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - przerwała mu i popatrzyła wymownie na El i Stellę. - No, ale kontynuuj.
- Yy.. Tak. I podobno ma pani problem z wyborem miejsca, więc chcielibyśmy tylko zaproponować pani Grecję, gdyż ma ona daleko sięgającą historię, piękne budowle, zabytkowe miasta, ciekawą kulturę i wiele wiele innych.
- Aha. Więc mówicie, że mam wybrać Grecję, ponieważ są tam plaże, morza, jest tam ciepło, są kluby i wiele wiele innych, taak ? - wpatrywała się w nas z rozbawieniem. - Dobrze, wezmę to pod uwagę. - uśmiechnęła się. Boże, jakie szczęście, że nasza dyrektorka ma poczucie humoru.
Wyszliśmy z powrotem na korytarz.
- To idziemy gdzieś dzisiaj? - zagadnął Liam.
- Ja muszę z Zaynem zrobić projekt na angielski. - Mag złapała Mulata pod pachę.
- My idziemy z Hazzą do kina. - pisnęła Stella i przyciągnęła do siebie chłopaka.
- Ja nic nie mam w planach. - przyznała El co ja, Li, Niall i Lou również powiedzieliśmy. - Więc możemy wpaść do mnie. - zagadnęła.
- Okej. To o 16 ? - zapytał Liam.
Przytaknęliśmy. I tak Margaret zamęczała Malika angielskim, Stella spędzała czas ze swoim chłopakiem, a my w piątkę oglądaliśmy „American Pie”.


____________________________________________________
Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy jest sens Was przepraszać, ale na prawdę miałam taką blokadę. Nie mogłam NIC napisać. Chciałam, ale nie mogłam. I tak ten rozdział wyszedł jak wyszedł, ale trudno. Nie wiem czy ktoś to czyta, ale jeżeli zawiodłam go tym, że tak długo nie dodawałam to przepraszam. 
Miałam też lekkie kłopoty rodzinne, więc to mi nie dodało motywacji. Ten rozdział pisałam przez bite 3 godziny z przerwami, a przecież jest taki krótki! Zabierałam się już za pisanie go wcześniej, ale po przeczytaniu uznałam, że lepiej już go nie publikować i zaczynałam od nowa. I tak chyba z 4 razy, aż w końcu dzisiaj spięłam dupę i coś wyszło. Nie jest taki jaki chciałabym żeby był i prawdopodobnie jest to najgorszy rozdział jaki kiedy kol wiek napisałam, więc przepraszam. 
Nie wiem czy zasłużyłam, ale proszę o komentarze. Chcę wiedzieć czy jest jakiś sens żebym dalej pisała. 
Kocham Was!
Lottie♥






7.04.2013

Rozdział 6



Z perspektywy Margaret

( poniedziałek, 11 maca 2013r. )
Nieznośne brzęczenie budzika nie dawało mi spać. Poniedziałek – dzień, którego wszyscy nienawidzą. Nie ważne czy jesteś nastolatkiem, który musi iść do szkoły, czy dorosłym załatwiającym biznesy lub wykonującym dany zawód. Nigdy go nie polubisz..
Zaczęłam rozmyślać o wczorajszej nocy. Już na samą myśl jak muszą pozostałych boleć główki, uśmiechnęłam się. No cóż, trzeba było nie przesadzać. Najbardziej było mi szkoda Horanka, bo biedak nie mógł nawet utrzymać się na nogach.
Wstałam i pierwszym moim odczuciem był gwałtowny wstrząs po spotkaniu z zimnymi panelami. Muszę pogadać z rodzicami o podgrzewanej podłodze. Stanowczo.
Ruszyłam do łazienki, gdzie wykonałam tradycyjną poranną toaletę po czym wróciłam do pokoju.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarne, obcisłe rurki i białą bluzkę z rękawem


trzy-czwarte z napisem „Music is my boyfriend”. Od razu przypomniała mi się wczorajsza sytuacja ze Stellą. Jak ona mogła mnie oskarżyć, że chcę jej ukraść chłopaka?! Jeszcze bym zrozumiała gdyby była z jakimś innym, ale TO BYŁ HARRY. Śmieszne, ale według mnie pasują do siebie. Oboje są siebie warci. Włosy związałam w luźnego koka i zrobiłam delikatny makijaż, który tak właściwie składał się tylko z podkładu i tuszu do rzęs. Na nogi założyłam miętowe vansy, a na ramiona szary, dłuższy sweter. Robi się coraz cieplej! Chwyciłam jeszcze torbę oraz telefon i byłam gotowa. Zeszłam na dół i pośpiesznie zjadłam płatki czekoladowe z mlekiem, ponieważ była już 7:20. Zabrałam lunch i wodę do torby i wyszłam z domu, zamykając go. Idąc ulicą włożyłam słuchawki w uszy, żeby mi się lepiej szło.
Po 20 minutach byłam pod szkołą. Weszłam do budynku i podeszłam do swojej szafki. Wyciągnęłam z niej potrzebne na biologię książki. Nie spotkałam na razie nikogo znajomego, ale może to nawet lepiej? Ruszyłam w stronę sali numer 28 i już w połowie drogi natknęłam się na Liama, z którym chodzę na ten oto przedmiot. Przywitaliśmy się lekkim przytuleniem i poszliśmy dalej. Z tego co wiem on najmniej pił, bo ja z April wcale, ale i tak ból doskwierał. Hmmm.. już wiem jak będę się dzisiaj nad nimi znęcać.
Doszliśmy pod klasę równo z dzwonkiem, więc od razu weszliśmy. Usiedliśmy razem w ostatniej ławce, żeby nie zwracać uwagi. Nie miałam ochoty na słuchanie nudnego wykładu pana Marshala na temat tego „Co żaba ma w środku”.
Całą lekcje grałam z Paynem w statki i skubany wygrał. Chyba trzeba się z tym pogodzić, ale przyjmijmy opcję, że oszukiwał.
Po dzwonku szybko wyszliśmy z sali i poszliśmy do szafek. Mówiąc szczerze, to najlepsza rzecz jaką wynaleźli dla szkół. Wzięłam książki do fizyki i odeszłam żegnając się z Liamem. Teraz moim celem jest sala numer 15. „Fizyka, fizyka, fizyka..” - powtarzałam w myślach próbując przypomnieć sobie z kim na niej siedzę i …
- Cholera! - krzyknęłam chyba trochę za głośno, bo kilka osób dziwnie się na mnie spojrzało, ale zaraz powróciło do wykonywanych czynności.
Nie, tylko nie to. Na fizyce w poniedziałki siedziałam z Harrym, a teraz jest drugą osobą, której nie chciałabym spotkać tego dnia. Mówiąc pod nosem wiązankę przekleństw skierowaną w stronę Loczka zalazłam się pod odpowiednią salą. Niepewnie podeszłam do Louisa i Eleanor, którzy siedzieli pod jedną ze ścian.
- Hej. - powiedziałam siadając obok bruneta.
Oboje się odwrócili i uśmiechnęli prawie w tym samym momencie.
- Masz dzisiaj pecha. - zaczęła panna Calder. - Harry'ego nie będzie w szkole. Był tak skacowany, żę jego matka się zlitowała i pozwoliła mu zostać w domu. Stelli też nie będzie. Nie mogła się podnieść z łóżka, więc została, ale i tak dostała szlaban. - zakończyła brunetka.
Możecie mi wierzyć, ale w tej chwili miałam ochotę skakać i wrzeszczeć na całe gardło. Moje szczęście aż mnie zdziwiło. Dwie osoby, z którymi miałam najgorszy kontakt – ignorując Harry'ego, który próbował zwrócić moją uwagę na swojej osobie – nie będzie dzisiaj.
Zabrzmiał dzwonek i wszyscy weszli do klasy. Usiadłam na moim stałym miejscu i rozkoszowałam się spokojem wolnego krzesła obok mnie. Jednak mój spokój został gwałtownie przerwany przez męski głos. Głos, który znałam. Charakterystyczna chrypka, która była normalnością, została wzmocniona przez zbyt dużą ilość alkoholu wczorajszej nocy. Przekręciłam głowę w bok i szerzej otworzyłam oczy. Obok ławki stał wysoki brunet z kręconymi włosami. Który powinien teraz leżeć w swoim łóżku. W swoim domu. Daleko stąd.
- Cześć. - wychrypiał siadając na swoim miejscu.
Ja oczywiście cały czas wgapiałam się w niego jak idiotka. Spojrzał się na mnie i wtedy to sobie uświadomiłam. Spuściłam głowę w dół i zaczęłam zapisywać temat z tablicy. Lekko się zaśmiał i pokręcił głową wykonując tą samą czynność co ja.
- Miałeś podobno zostać w domu. - zauważyłam.
- Miałem.. Ale mama przyłapała mnie na laptopie z słuchawkami w uszach i musiałem iść już na drugą lekcję. - wymamrotał. - A co? - dodał po chwili.
Popatrzyłam na niego. Na jego twarzy malowała się ciekawość, ale także cień chytrego uśmieszku.
- Nic. - ucięłam krótko. Harry wciąż się na mnie patrzył.
Po piętnastu minutach uznałam, że przesadza. Czy on nie miał nic innego do roboty ?
Powędrowałam wzrokiem po klasie i napotkałam na Louisa. Z niezrozumiałą miną wskazał głową na mojego sąsiada, na co ja wzruszyłam tylko ramionami. Nagle Tomlinson zaczął się jakoś tak dziwnie uśmiechać i wpatrywał się w przestrzeń za mną. Przestraszyłam się i szybko obróciłam głowę, ale ujrzałam tylko ten wrzód na tyłku. Chyba coś notował. Spojrzałam znowu na Lou, ale w odpowiedzi dostałam tylko kolejny uśmieszek i mrugnięcie okiem. Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię. Odwróciłam się z zamiarem szturchnięciem tamtej osoby. Byłam już w gotowości, ale chłopak powstrzymał mnie przed tym. Wskazał tylko na drzwi. Było po dzwonku. Speszona wpakowałam książki do torby i wyszłam. W połowie drogi poczułam, że ktoś łapie mnie w pasie.
- A panienka to dokąd ? - zapytał pan z małpą na głowie.
- Do szafki. - westchnęłam zirytowana.
- Nie wydaje mi się. - uśmiechnął się i jedną rękę wsunął pod moje kolana, a drugą podtrzymywał plecy. Torba wysunęła mi się ze zdziwienia i upadła na podłogę. Pochwycił ją Louis, który w magiczny sposób zjawił się obok nas.
Jedno słowo.
Spisek.
- To gdzie teraz? - zapytał Harry.
- Jak to gdzie?! Co ty w ogóle wyprawiasz Styles, co?! Postaw mnie na ziemi, ale to już! - zaczęłam się wydzierać na cały korytarz, ale on wyraźnie nie był wrażliwy na moje krzyki. Wręcz przeciwnie. Uśmiechał się jeszcze szerzej.
- Ma teraz Matematykę. W 37 - wyszczerzył się Tommo i odszedł z moimi książkami do stojącej nieopodal Eleanor, która z kwaśną miną przyglądała się temu wszystkiemu. Zastanawiałam się co im strzeliło do głowy? Do czego zmierzają? Ughhhh...
Tymczasem Harold zaczął iść w kierunku odpowiedniej sali. Krzyczałam, wyrywałam się, pod koniec nawet błagałam, żeby mnie już puścił, ale szlachcic Styles zdawał się tego nie słyszeć. Szedł skupiony, ale z wielkim bananem na twarzy. Uczniowie ukradkiem spoglądali na nas. Głównie dziewczyny. Co ja gadam, one pożerały go wzrokiem. A na mnie patrzyły z nienawiścią i zazdrością. Nie wiem o co im chodzi. Przecież on ma dziewczynę. No właśnie...
Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce Harry zdecydował się mnie puścić.
- To za wczoraj. - wyszeptał prosto do mojego ucha. Spojrzałam na niego. Był blisko. Za blisko.
Odchrząknęłam.
Pojawił się przy nas Lou z moją torbą.
- Masz już wszystkie książki. - uśmiechnął się.
- Ale.. Jak? Przecież jest szyfr.. - jąkałam się.
- Oh, Mag.. Taka misja jest zawsze dobrze zaplanowana. - mrugnął.
Stałam z oczami na wierzchu... Wiedziałam jedno – muszę zmienić kod do szafki.
Przywitałam się z wiecznie uśmiechniętym Niallem, z którym dzieliłam tak znienawidzony przeze mnie przedmiot. Weszliśmy do klasy i rzuciliśmy się do naszej ławki, która stała przy ścianie. Głównie do krzesła po prawej stronie. To miejsce było prawie poza wzrokiem pani Evans, więc za każdym razem się o nie biliśmy. Tym razem – czyli praktycznie zawsze – ja wygrałam. Blondyn jak zawsze mi ustąpił. Zajęliśmy miejsca. Szybko zapisałam temat i notatkę, którą podyktowała nauczycielka. Potem zadała kilkanaście zadań i wyszła, a w klasie zapanował chaos. Dosłownie. Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek robił wyznaczone ćwiczenia. I ja z Niallerem do nich należeliśmy.
Pani Caroline przyszła dokładnie 2 minuty przed dzwonkiem, zadała pracę domową – której i tak nikt nie odrobi – i wyszła równo z dzwonkiem.
Po wyjściu z klasy znów zostałam „porwana” przez Hazzę i Louisa. Z kąt oni się tu tak szybko wzięli? Następna lekcja – historia z Malikiem.
Zapowiada się dłuuuugi dzień..
Harry delikatnie postawił mnie pod salą historyczną, gdzie czekał już na mnie Lou. Ale się chłopaki zgrali. Podziękowałam, a oni ukłonili się i odeszli. Posłałam Zaynowi mordercze spojrzenie, gdy głośno zagwizdał.
***

Wraz Malikiem, April, Niallem i Liamem siedzieliśmy pod drzewem w miejscu dla elity. Brakowało tylko Tommo, Harry'ego i Eleanor, ale po chwili ujrzałam trzy sylwetki wyłaniające się z tłumu. Styles szedł z tak smutną miną, że mino iż nie wiedziałam co się stało to było mi go szkoda. Usiedli obok nas, a Harry popatrzył się na mnie oskarżycielskim spojrzeniem.
- Nie poczekałaś na mnie.
Zrobiłam pytającą minę, bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Jednak moja zamułka nie trwała długo. Zorientowałam się, że przecież Loczek miał mnie dzisiaj wszędzie nosić. Uśmiechnęłam się przepraszająco i zaczęłam jeść przygotowaną kanapkę z żółtym serem.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Sprytnie omijałam jak tylko mogłam wszelkie rozmowy o wczorajszej imprezie. Zbawieniem okazał się być dzwonek na lekcję. Wstałam i już zamierzałam iść w stronę budynku, ale spotkałam wyczekujące spojrzenie Harry'ego. Niechętnie podeszłam bliżej, ale tym razem wskoczyłam mu na plecy. Będzie wygodniej. Chwyciłam torbę i na moim koniku weszliśmy z powrotem do szkoły.

Wiem, że mnie chyba zabijecie, że tak długo, ale naprawdę nie miałam czasu pisać, a chciałam, żeby rozdział (co się i tak nie udało) wyszedł dobry. Męczyłam się nad nim bite trzy dni, ale i tak nie otrzymałam tego co chciałam. Trochę za mało w nim... no nie wiem przejrzystości ?
W skrócie – nie jestem z niego zadowolona.
Mam teraz tydzień zawalony sprawdzianami i pewnie je zawale, ale już tam.. xd
Jeszcze jedna sprawa. Ja rozumiem, że Wam się nieraz nie chce komentować, ale to naprawdę wiele dla mnie znaczy...
Nawet coś w stylu: „fajne, czekam nn” - to już jest motywacja do dalszego pisania, bo jednak trochę czasu na to poświęcam...
Lottie♥












​​​​​​​​​​​​

18.03.2013

Rozdział 5



Z perspektywy April

( sobota, 9 marca 2013r. )
Skończenie filmu było dla mnie i Mag jak dar od Boga. I tak prawie cały film przesiedziałam wtulona w Louisa. Nawet nie wiem dlaczego, ale czułam się przy nim bezpieczna. Jednak i tak jestem pewna, że tej nocy nie zasnę. Próbowałam usunąć z mojej głowy wszystkie straszne sceny, ale na próżno. Sprawę pogorszyło wydarzenie, które nastąpiło zaledwie dziesięć minut po wyłączeniu dekodera. A mianowicie, zadzwonił telefon. Chyba dobrze wiecie co to oznacza... Wszyscy zastygliśmy w bez ruchu i uparczywie zaczęliśmy przyglądać się, cały czas brzęczącemu, urządzeniu. W końcu odważny Malik zdecydował się podnieść słuchawkę.
- Słucham? - jego głos lekko dygotał, ale już po chwili odetchnął. - Tak, tak. Oczywiście. Już daję. - podszedł i wręczył telefon Margaret, a ta niepewnie przyłożyła go do ucha.
Po piętnastominutowej rozmowie z ulgą wypisaną na twarzy odłożyła słuchawkę na swoje miejsce.
- To tylko moi rodzice. - zaczęła, a my wciąż staliśmy jak sparaliżowani. - Chcieli mi tylko powiedzieć, że ten wyjazd się troszeczkę wydłuży i będą dopiero koło wtorku, środy. - skrzywiła się lekko. - Mam tylko nadzieję, że nie przywiozą ze sobą nikogo więcej. - poklepała się po brzuchu, a my wybuchnęliśmy śmiechem, co rozluźniło atmosferę.
  Postanowiliśmy pograć trochę w Twistera, co nie skończyło się za dobrze. Liam, spryciarz, pierwszy dorwał się do koła i przez to, to on kręcił, a my musieliśmy się w szóstkę zmieścić na dość małej planszy. Zabawa była znakomita, ale pod koniec wyglądaliśmy mniej więcej tak: Louis był na samym dole i był w pozycji do robienia pompek, ja robiłam przez niego mostek, Margaret była bliska zrobieniu szpagatu, a Hazza wypinał się przed nią tak, że miała twarz przy jego... przyrodzeniu, co oczywiście nie umknęło uwadze Payna, który na złość dziewczynie śmiał się w niebo głosy. Zayn nurkował pod rozkroczonymi nogami Maggie, a głowę miał nad brzuchem Lou. A Niall siedział na kanapie i zjadał wszystko co zostało z filmy. Biedak upadł już prawie na początku,ale raczej się tym nie przejmował, bo niemalże cały czas śmiał się z nas razem z Liamem. Po godzinie gra wreszcie dobiegła końca. Najbardziej poobijany był Louis, bo był na samym dole i jak wszyscy runęli w dół, to na niego.
- Nie czuję nóg. - żalił się przez cały czas. - Jak mogliście mi coś takiego zrobić?
- No już się nie gniewaj. To było przez przypadek. - próbowałam go pocieszyć i w końcu mi się to udało, bo szatyn natychmiast wstał i z uśmiechem oznajmił, że coś by jeszcze porobił. Ja natomiast przeszukiwałam swoją torbę w celu znalezienia telefonu. Lusterko, portfel, tusz do rzęs... jest! Odblokowałam ekran i zerknęłam na godzinę. Na początku się trochę przeraziłam, bo okazało się, że jest już po 24. Obwieściłam tę wiadomość moim towarzyszom i postanowiliśmy, że czas się zbierać. Wraz z chłopakami udałam się w kierunku drzwi i zaczęliśmy się ubierać. Pożegnaliśmy się z Margaret grupowym przytulasem i wyszliśmy z jej domu. Wraz z Niallerem ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mój brat odpalił silnik i po chwili parkowaliśmy już na podziemnym parkingu pod naszym wieżowcem. Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na odpowiednie piętro. Horan otworzył drzwi od naszego apartamentu i weszliśmy do środka. Od razu poszłam do swojej sypialni, ponieważ byłam na maksa zmęczona. Wzięłam szybki prysznic i w mojej ulubionej piżamce w różowe jednorożce, położyłam się spać.

( niedziela, 10 marca 2013r. )
- Wstawaj śpiochu! Nastał nowy dzień! - ktoś niemiłosiernie znęcał się nad moim lewym uchem, wrzeszcząc do niego. Oczywiście tym ktosiem był Niall.
- Zamknij się. - machnęłam ręką i zakryłam głowę poduszką.
- O nie, nie, nie. Tak nie będzie moja droga. - gdy wypowiadał te słowa, jeszcze nie byłam świadoma ego co mnie czeka. Horan wziął mnie na ręce i pobiegł do swojej łazienki, a po chwili leżałam już w wypełnionej po brzegi wannie. Byłam przemoczona do szpiku kości i z pewnością rozbudzona. Nialler stał nade mną, śmiejąc się.
- NIE ŻYJESZ HORAN! - krzyknęłam i wygramoliłam się z wanny, po czym zaczęłam ścigać uciekającego już brata. Ganialiśmy się po całym domu, dopóki nie przerwał nam telefon Nialla.
- Siema Zayn co tam? Ychym... Czemu nie... spoko. Załatwisz wszystko? Okej, to do wieczora, cześć. - rozłączył się. Patrzyłam na niego rządna wyjaśnień. - Zayn się pytał czy może byśmy nie poszli dzisiaj do jakiegoś klubu. No wiesz, tak na cześć tego, że Mag jest z nami, a ona jeszcze nie była w typowym londyńskim klubie, więc dziś o 18 idziemy. - uśmiechnął się. Ja osobiście byłam temu przeciwna. Jutro szkoła, a ja wiem jak kończą się takie niewinne imprezki z moimi przyjaciółmi w roli głównej. Nic jednak nie powiedziałam tylko pokiwałam głową na znak zrozumienia i poszłam się przebrać w coś suchego. Założyłam zwykłe, czarne legginsy,
szary t-shirt i białe, miękkie kapcie z głową pandy. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki na śniadanie. Mój brat zapewne jest już po posiłku, bo z salonu dobiegł mnie odgłos telewizora. Zjadłam, według wszystkich, najważniejszy posiłek dnia i weszłam pewnym krokiem do dużego pokoju z TV. Usiadłam na kanapie i wraz z bratem śmialiśmy się z jakiegoś japońskiego teleturnieju, gdzie uczestnicy muszą wykonywać dziwne zadania. Później pograliśmy trochę w fifę. Od razu do głowy przyszedł mi Harry. Zawsze bardzo lubił tę grę, ale często to przez nią wybuchały największe kłótnie. Najgorsza zdarzyła się w tamtym roku, kiedy grał w nią Hazza z Zaynem. Malik wygrał, ale Styles nie mógł przyjąć tego do wiadomości i oskarżył go o oszustwo. Pamiętam, że bardzo tym uradził Zayna i był mega foch na dwa tygodnie. Rozumiecie? Całe czternaście dni bez odzywania się do siebie. Nie chcieli nawet przebywać razem w jednym pomieszczeniu. Zawsze któryś wychodził. Jednak piętnastego dnia Harry pękł i przeprosił Mulata. Ten mu oczywiście przebaczył i wszystko wróciło do normy.
  O siedemnastej postanowiłam, że czas zacząć się szykować. Pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Przecież nie chcę się rozchorować...
Weszłam do pokoju i podeszłam do mojej wielkiej szafy. Zawsze zastanawiałam się czy nie ma w niej przypadkiem wejścia do Narnii i raz jak miałam 14 lat postanowiłam to sprawdzić, a efekt był taki, że uderzyłam się w nos, który później mi spuchł. Głupim byłam dzieckiem, nie? 
Po poszukiwaniach znalazłam coś w sam raz. Ubrałam się w sięgającą przed kolano sukienkę bez ramiączek, przepasaną granatowym paskiem. Na ramiona narzuciłam ciemnoniebieski sweterek, a jako dodatek wzięłam fioletową kopertówkę. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w luźnego kłosa. Na nogi wsunęłam niezbyt wysokie, fioletowe koturny i byłam gotowa. Przeszłam do kuchni. Tam czekał już na mnie Niall.
- Jej.. ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dzięki, ty też niczego sobie. - puściłam mu oczko. Mój brat założył na dzisiejszą imprezę zwykłe niebieskie dżinsy, biały t-shirt z nadrukiem i bordowe vansy. Podejrzewam, że dobierze do tego jeszcze jakiś sweter. Wyszliśmy. Do kubu mieliśmy się udać taksówką, bo przecież inaczej się nie dostaniemy z powrotem do domu. Podjechaliśmy jeszcze po Margaret i mogliśmy jechać.
Taksówka zatrzymała się pod dokładnym adresem. Wysiedliśmy z niej i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Pod klubem czekali już na nas przyjaciele. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam również Eleanor i Stellę. Przecież miało ich nie być przez cały weekend. Podeszliśmy do nich i się przywitaliśmy. Panna Jonson nie odstępowała swojego chłopaka ani na krok. Czyżby wyczuła konkurencje?
- Gotowi na niezłą zabawę? - zapytał Zayn na co wszyscy ochoczo przystanęliśmy.
Skierowaliśmy się w stronę drzwi prowadzących do jednego z najlepszych klubów w Londynie. Ochroniarz od razu nas przepuścił, bo kto by nie przepuścił syna właścicieli? Całe to przedsiębiorstwo należało do państwa Malik, podobnie jak większość w stolicy. Rzecz jasna wszyscy nas kryli. Nasi rodzice nie wiedzieli o naszych nocnych wypadach. Ale skąd mogli to wiedzieć jeżeli większość swojego życia przebywali poza granicami Anglii?
Weszliśmy do zatłoczonego pomieszczenia. W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Raz po raz pomieszczenie przecinały kolorowe lasery i smugi dymu. Na podłodze unosiła się sztuczna mgła, w której tańczyło większość imprezowiczów. Niektórzy byli znacznie młodsi nawet od nas. Inni siedzieli przy okrągłych stolikach śmiejąc się i pijąc najróżniejsze drinki i kolorowe napoje. Na małym podwyższeniu mieścił się stół DJ. Powędrowaliśmy do baru, który otaczało już dość dużo ludzi. Od razu zamówiliśmy napoje wysokoprocentowe i udaliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś wolnego stolika. Muszę przyznać, że było to trudne. Wreszcie Louis wypatrzył jakiś w rogu sali. Usiedliśmy i zaczęliśmy pić. Chłopaki jak to oni, pochłaniali drinka za drinkiem. Ich dziewczyn też nie były lepsze. Zauważyłam, że Mag nie pije dużo, a to dobrze. Przecież ktoś musi mi pomóc zaciągnąć tą ferajnę do domu.
- Może już wystarczy? - spytałam delikatnie Nialla, który sięgał po chyba już siódmego drinka.
Zamiast odpowiedzi usłyszałam tylko niezrozumiałe buczenie. Westchnęłam. Spojrzałam na Margaret, która z kpiną i uśmiechem przyglądała się Stelli, Harry'emu, Lou i El, którzy ledwo trzymając się na nogach kiwali się na parkiecie.
- Ja nie wiem jak oni jutro wstaną.. - zaśmiała się. Uśmiechnęłam się pod nosem, wyobrażając sobie stan kaca, na jakim będą i ostry ból głowy. Zerknęłam na godzinę, było już grubo po pierwszej.
- Może się zbierajmy, co? - zapytałam.
- Ychym. - wymamrotała Maggie i ruszyła w stronę naszych roztańczonych towarzyszy. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, jak jest ubrana. Miała na sobie niebieską sukienkę bez ramiączek, przepasaną czarnym paskiem. Włosy lekko podpięła z tyłu, a na nogi wsunęła szpilki w panterkę. Po chwili wróciła ciągnąc ich za sobą. Następnie wróciła po kolejną dwójkę. Popatrzyłam na moich przyjaciół. Dawno się tak nie upili. Zayn spał już słodko wtulony w Liama. Aż szkodo mi było ich budzić.
- Zostaw mojego chłopaka, szmato! - usłyszałam wkurzony głos Jonson. Spojrzałam w tamtym kierunku. No tak, Margaret ciągnęła za rękę za sobą Hazze i Tommo, ale po wypowiedzeniu tych słów gwałtownie się zatrzymała i odwróciła.
- Co powiedziałaś? - zapytała spokojnie.
- To co słyszałaś! Odwal się od niego, jest MÓJ! - dalej krzyczała.
- No chyba ci się w te pustej główce popieprzyło już do końca!
- To nie ja pcham łapy do czyjegoś chłopaka. Znajdź sobie własnego. Ale czekaj, nie znajdziesz, bo wszyscy i tak się oglądają za mną, bo jestem ładniejsza. - spojrzała na nią z wyższością. Reszta przyglądała się tej wymianie zdań z zaciekawieniem.
- Najpierw tapetę z twarzy przeklej na ścianę. - Mag puściła jej oczko i uśmiechnęła się. Harry w ostatniej chwili powstrzymał swoją dziewczynę przed rzuceniem się w stronę szatynki. Szybko wyszliśmy z klubu. Zamówiłam dwie taksówki, w które i tak ciężko nam się będzie zmieścić. Panna Jonson i Margaret stały w jak największej odległości między sobą i co chwilę łypały na siebie znienawidzonymi spojrzeniami. Po dziesięciu minutach podjechały dwa żółte samochody. Postanowiłam z Maggie, że ja pojadę w jednym, a ona w drugim, żeby ich przypilnować. Wsiadłam do taksówki z Harrym, na którego kolanach usadowiła się Stella, Louisem i Eleanor. Mag siedziała z Zaynem, Niallem i Liamem. Poodwoziliśmy ich wszystkich do domu. I gdyby tego było mało, musiałam każdego z osobna wtaszczaś do jego domu. Matka Stell prawie zemdlała, gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej córeczka.
Po skończonej misji, można powiedzieć, wjechałam w końcu windą na swoje piętro. Weszłam po cichy do apartamentu i usłyszałam głęboki i wolny oddech Nialla. Leżał na kanapie w salonie, przykryty kocem. Będę musiała jutro podziękować Mag za pomoc. Sama bym ich nie ogarnęła.
Weszłam do swojego pokoju, przebrałam się i od razu wskoczyłam do łóżka z przerażającą wizją dnia następnego. Jak ja do cholery obudzę Horana?!

_________________________________________________
IIIIIIII jest! :D
Pisałam go mając 38,4 stopnie gorączki, więc jak są jakieś błędy to przepraszam :c
Rozdział miał być już wczoraj, ale niestety moja mama uznała, że skoro jestem taka chora, że nie mogę jej w niczym pomóc, to jestem też ZA chora na komputer -,- Logika...
W każdym razie mam nadzieję, że nie jest bardzo zły :))
Lottie♥

10.03.2013

Rozdział 4




Z perspektywy Margaret

( wtorek, 5 marca 2013r. )
Siedziałam w swoim pokoju na łóżku, opierając się o jego ramę. Na kolanach miałam odpalonego białego laptopa firmy „Apple”. W milczeniu przeglądałam Facebook'a i Twitter'a. Przyglądałam się jak płynie czas moim znajomym z Miami. Porozmawiałam z paroma osobami na chacie, pooglądałam zdjęcia jakie wstawili. Słońce, plaża. Brakowało mi tego.
W pewnym momencie mój telefon zaczął dzwonić. Poderwałam się z łóżka i zaczęłam go szukać. Zapodział się gdzieś w mojej torbie szkolnej. Jest! Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie wesołego blondyna, a pod nim podpis „Niall”. Bez zastanowienia odebrałam.
- Hej. - powiedziałam.
- No cześć. - odpowiedział mi zawsze radosny głos. - Słuchaj, jesteś w domu?
- Tak.
- A robisz coś bardzo ważnego? - zapytał.
- Nie. Po prostu siedzę na komputerze.
- To spoko. Ubieraj się, zaraz po ciebie podjedziemy. Jedziemy do kina! - oznajmił.
- Aha, okej. - ucieszyłam się. W końcu lepiej spędzać czas ze znajomymi niż przed kompem. - To.. Gdzie przyjedziesz?
- No na... To gdzie mieszkasz? - usłyszałam lekki śmiech w słuchawce. Zawtórowałam mu.
- Gold Street 5. - rozłączyłam się.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej bordową bluzkę z białym napisem „SEEK”, jasne dżinsy i czarne tenisówki adidasa. Na ramiona zarzuciłam czarną bluzę, a do czerwonej, sportowej torby wrzuciłam telefon, słuchawki, portfel, lusterko parę innych drobiazgów. Usłyszałam trąbnięcie, co oznaczało, że Horan jest już pod moim domem. Szybko zbiegłam na dół, przeglądając się przelotem w wielkim lustrze wiszącym w przedpokoju i wyszłam z mieszkania, zamykając je. Wsiadłam do srebrnego Citroen'a C5, który należał do Niall'a. Przywitałam się z rodzeństwem i odjechaliśmy. W czasie przejazdu, pomiędzy rozmowami, napisałam mamie sms-a gdzie jestem, żeby się nie martwiła. Od April dowiedziałam się, że na spotkanie idzie cała elita. Na myśl, że mam spędzić około 3-4 godzin z NIEKTÓRYMI osobami, troszkę mnie zemdliło, ale nie dałam po sobie poznać mojego niezadowolenia.
Dojechaliśmy pod jedno z największych kin w Londynie. Jak zwykle panował tu mały tłok. Weszliśmy do środka i wzrokiem zaczęliśmy szukać reszty. Dobra, tylko Oni szukali. Ja rozglądałam się po wnętrzu. Ciemne ściany z czerwonymi akcentami. Bordowe fotele i gdzie nie gdzie ustawione małe, brązowe stoliki z mnóstwem ulotek i reklam. Trzy wielkie, plazmowe telewizory, na których puszczane były zwiastuny różnych seansów. W jednym z rogów stały cztery kasy obsługujące klientów. Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramię. To był Niall.
- Chodź, znaleźliśmy ich. - uśmiechnął się i zaczął, wraz ze mną, przedzierać się przez tłum w kierunku naszych znajomych.
- Cześć wszystkim! - krzyknął blondyn, gdy już znaleźliśmy się obok Nich.
Każdy zaczął się witać. Z boku patrząc, wyglądaliśmy jak przyjaciele, którzy znają się od lat. A w prawdzie, tylko ja od tego odstawałam. Gniewnym wzrokiem przypatrywałam się Mulatowi, nadal pamiętając o koszmarnej lekcji biologii. On tylko się uśmiechnął i podszedł, żeby mnie przytulić. Następnie zrobił to Liam, Louis, a nawet wielmożny pan Styles. Co im się tak na czułości zebrało?
Panowała miła atmosfera, ale piekło zaczęła się, gdy przyszła pora na wybór filmu. Liam, Niall i April chcieli komedię; Stella i Eleanor jakiś dramat, a ja, Harry, Zayn i Louis – horror.
Teoretycznie, nas było najwięcej, więc w formie demokratycznej wygrywamy, ale pozostali nie chcieli się zgodzić. W końcu jednak Stell i Elka przeszły na naszą stronę i decyzja zapadła.
Zdecydowaliśmy się na „Droga bez powrotu 5”. Film opowiada o grupce przyjaciół, którzy przyjeżdżają do małego miasteczka w zachodniej Wirginii na coroczny festiwal Hallowenowy. Niestety do zabawy przyłączają się zniekształceni kanibale i odtąd studenci będą walczyć z nimi na śmierć i życie.
Na sali siedzieliśmy tak: Louis, El, Stella, Harold, ja, Zayn, April, Niall i Li. Nie mam pojęcia jak to się stało, że wylądowałam pomiędzy Loczkiem, a Malikiem, co nie było zbyt przyjemne, bo gdy tylko zbliżałam się (nieumyślnie, rzecz jasna) do tego pierwszego, byłam świdrowana wzrokiem przez blondynkę. Jeszcze bardziej utrudniał mi to fakt, że razem z Harrym mieliśmy wspólny popcorn, więc nasze ręce prawie cały czas się stykały, co jeszcze bardziej rozwścieczało Jego dziewczynę. Dla mnie było to dość zabawne, gdy za każdym razem kiedy się na mnie patrzył, ona chwytała go za twarz i łączyła ich w jakże namiętnym pocałunku, w czasie którego kątem oka mi się przyglądała. Ja absolutnie nic sobie z tego nie robiłam, bo po co? Żeby dać jej przewagę? Satysfakcję? I tak bawiłam się świetnie co chwila komentując z Zayn'em działania bohaterów lub śmiejąc się z nich, co doprowadzało naszych towarzyszy do szału. Bądź co bądź, 'wyjście' się udało. Pod koniec filmu pokłóciłam się tylko ze Stylesem o to, kto wysypał resztę popcornu. Był to oczywiście ON, ale świnia nie chciał się przyznać i zwalił wszystko na mnie. Zakończyło się to wielkim fochem, co reszta odebrała ze śmiechem. Później, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, przeprosił mnie.
Do domu zostałam dostarczona po 21 przez kochanego Niallera. Rodzice nie byli zachwyceni godziną mojego powrotu, ale ucieszyli się na wieść, że znalazłam... przyjaciół?
Znam ich dopiero dwa dni, a czuję jakby to była wieczność. Nie da się z nimi nudzić. Zostawię bez komentarza zachowanie niektórych osób, jeśli pozwolicie. Poszłam od razu do mojego łóżeczka, bo byłam wprost padnięta. Nawet się nie spakowałam. Ehh, wstanę wcześniej i zrobię to jutro.
Wyczuliście ten sarkazm?

( sobota, 9 marca 2013r. )
Zostałam brutalnie przez kogoś obudzona. Zerwałam się i już chciałam ochrzanić tą osobę, że budzi mnie tak wcześnie, ale zorientowałam się, że tym kimś był Niall.
- Co ty tu robisz? - zapytałam jeszcze zaspanym głosem.
- Taak. Ciebie też miło widzieć. - zaśmiałam się. - Przyszliśmy do ciebie i akurat twoi rodzice wychodzili i powiedzieli nam, że jeszcze śpisz i że jak chcemy to możemy wejść i poczekać. A! I kazali ci przekazać, że nie będzie ich cały weekend. - zakończył swój monolog, a ja zaczęłam analizować fakty. Przyszli, rodzice, nie będzie cały weekend... zaraz zaraz, wróć. Przyszliśmy?
- To kto jeszcze tu jest?
- No wszyscy. Oprócz Eleanor i Stelli, bo poleciały z rodzicami Calder do Paryża na jakiś pokaz mody czy coś. - ooo.. w końcu jakaś dobra informacja.
- Okej, daj mi minute. - wygramoliłam się z ciepłego legowiska, a blondyn posłusznie wyszedł.
Jak zwykle podeszłam do szafy i tym razem wyciągnęłam z niej zielone rurki, biały t-shirt z nadrukiem i skórzaną, czarną kurtkę, którą często noszę po domu. Zerknęłam też na zegarek, żeby się upewnić, która jest godzina – 12 : 30. Tak, jestem śpiochem. Wzięłam rzeczy i ruszyłam w stronę łazienki. Odbyłam poranną toaletę i lekko się pomalowałam, bo przecież nie chcę żeby się mnie przestraszyli. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół, bo trochę przerażała mnie myśl, że oni są tam sami. Niekontrolowani przez nikogo.
Weszłam do kuchni i pierwsze co przykuło moją uwagę to wielki stosik naleśników polany syropem. Ich zapach roznosił się po całej kuchni. W tym momencie wszyscy weszli.
- Smacznego! - zawołał Louis.
- Heh, dziękuję. Nie trzeba było. - uśmiechnęłam się ciepło, ale w środku byłam ciekawa, kto zadał sobie taki trud.
- Podziękuj Harry'emu. On to przygotował. - zauważyłam, że chłopak się cicho zaśmiał i zaczerwienił?
- To nic... naprawdę. Lubię gotować, więc pomyślałem...
- Dzięki, dzięki, dzięki! - chłopak nie dokończył, bo podbiegłam do niego i zaczęłam go ściskać. Jezu, gdyby tu była Stella pewnie bym już nie żyła.
Usiadłam do nakrytego już stołu i zaczęłam konsumować posiłek. Muszę przyznać, że wyszły mu przepyszne. Podczas mojego jedzenia (Horan też się skusił) rozmawialiśmy co będziemy robić. Jedni proponowali kino, inni jakieś zakupy, ale w końcu stanęło na tym, że razem obejrzymy jakiś film na DVD u mnie w domu. Nie mogło też zabraknąć jakiś przekąsek więc wysłaliśmy Nialla i Malika po napoje i jedzenie. Ja z April przygotowałyśmy miejsce do siedzenia (czyt. kanapę), które obłożyłyśmy poduszkami i kocami. Harry z Louis'em wybierali film, chociaż według mnie to nie był taki dobry pomysł, a Liam rozmawiał z kimś przez telefon. Po dwudziestu minutach wrócili Horan z Zayn'em obładowani w cztery wielkie torby jedzenia i przeróżnych napojów. Gdy to zobaczyłam to mi szczena opadła. Ciekawe kto to wszystko zje.
Usiedliśmy wygodnie na pięcioosobowej kanapie, a ponieważ było nas siedmioro dwójka, wypadło na Niallera i Payna, siedzieli na dywanie, opierając się plecami o kanapę. A ja? Znowu siedziałam pomiędzy Mulatem i Harrym! To jakiś spisek. Obok Hazzy usadowił się Lou, a April zajęła miejsce koło Zayn'a. Byłam ciekawa jaki film wybrali chłopcy. I...
- NIE MA MOWY! - krzyknęłam wstając gwałtownie. - Tylko nie TO!
- Ale o co ci chodzi? - zapytał Tommo z chytrym uśmiechem. - To świetny film!
- Dla was. - założyłam ręce na piersi i skrzywiłam się. Musiałam teraz wyglądać jak obrażone dziecko, kiedy zabrano mu ulubioną zabawkę. Jesteście pewnie ciekawi co wybrały te małpy. Otóż postanowili, że obejrzymy sobie dzisiaj Ringa. I to nie byle jakiego. Dokopali jeszcze wersję japońską!
- Już nie marudź tylko siadaj. - powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę tak, że na nim wylądowałam. Szybko zeszłam z jego kolan i wróciłam na swoje miejsce.
Zaczęło się.
Przez cały seans moje oglądanie głównie polegało na tym, że albo przykrywałam się kocem, albo zasłaniałam obraz poduszką, albo chowałam się na zmianę w Mula i Loczka. April też nie była zachwycona wyborem filmu, tym bardziej, że siedziała od brzegu sofy i to jeszcze na dodatek od strony drzwi. Więc z połowie filmu Lou przesiadł się i usiadł obok niej. Wydawała się być zadowolona z tego, bo od razu mocno się w niego wtuliła. Muszą być naprawdę zżyci ze sobą. Zauważyłam też, że Niall raz po raz rzuca na nich ukradkowe spojrzenia, jakby cały czas ich kontrolował.
Wszystkie chipsy, żelki, wszelkiego rodzaju chrupki, popcorn i inne smakołyki zniknęły w okamgnieniu. Aż sama byłam zdziwiona. Ale co się dziwić, kiedy to ja trzymałam miskę z pyszną maślaną drugą formą kukurydzy, z telewizora zaczęła wychodzić Samara i gdy się rzuciła na jednego kolesia krzyknęłam i wyrzuciłam miskę w górę. Co za tym idzie – cali byliśmy w białych kulkach. Wydaje mi się, że Harry coś za mocno się śmiał. A! Nie zapomnę też jak wielmożny pan Styles wylał na mnie całą zawartość swojej szklanki, w której znajdowałam się cola. Musiałam więc iść się przebrać, ale Zayn się o mnie zatroszczył i zastopował film. Super...

*po filmie*
- Ale musisz przyznać, że fajnie było. - zagadnął Tommo, gdy po sprzątnięciu wszystkiego wróciliśmy z swoje miejsca na kanapie.
- Taaak... Cudownie. - wymamrotałam próbując usunąć z mojej pamięci wszystkie straszne obrazy.
*DZYŃ, DZYŃ! DZYŃ, DZYŃ*
- Co to jest?! - wydarła się April.
- M-m-mój t-telef-fon d-domowy. - szepnęłam jąkając się.
- O kurwa. - powiedział półgłosem Styles.

Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!!
Tak zacznę od WIELKICH PRZEPROSIN. Nie mogłam dodać rozdziału, ponieważ cały drugi tydzień ferii byłam na nartach, a później dostałam kare na komputer za.. właściwie to nawet sama nie wiem xd Rozdział jest jaki jest – taki sobie. (Właściwie to beznadziejny, ale ciiiii ;d) Następny postaram się dodać szybciej.
Aha i BARDZO dziękuję wszystkim, którzy komentują! To dla mnie wielka podpora by dalej pisać. Cieszę się, że komuś to się podoba i to docenia :D
Lottie♥

16.02.2013

Rozdział 3

Z perspektywy April

Cieszyłam się na to spotkanie. Może to zabrzmieć dziwnie, ale czuję, że ta dziewczyna jest inna niż wszystkie. Jest inna niż Eleanor czy choćby Stella. Myślę, że mimo iż znamy się nie cały dzień to przyjemnie będzie mi się z Nią rozmawiało. Widać gołym okiem, że nie pałała do Nas zbytnio optymistycznym nastawieniem, a to już świadczy o tym, że jest inna. Większość osób, chce się dostać do naszej paczki i często wykorzystuje do tego mnie. Po zachowaniu Margaret, śmiało mogę stwierdzić, że Ona do nich nie należy.
- O czym tak myślisz? - zagadnął Niall, gdy jechaliśmy Jego samochodem do domu.
- O Mag. - spojrzałam w Jego stronę i się lekko uśmiechnęłam. - Umówiłam się z Nią dzisiaj w Starbuksie.
- To dobrze. Wydaje się być bardzo zabawną i miłą dziewczyną. - mój brat odkąd pamiętam, zawsze się o mnie troszczył. Nie pozwalał byle komu się ze mną przyjaźnić, bo bał się, że ktoś może mnie skrzywdzić. I rzeczywiście, kiedy Horan'a nie było przez kilka dni, zaprzyjaźniłam się z nie jaką Lauren. Przynajmniej JA myślałam, że się zaprzyjaźniłyśmy. Na początku było świetnie. Spotykałyśmy się, odrabiałyśmy razem pracę domową... po prostu wszystko robiłyśmy razem. Aż do dnia, w którym nie zapoznałam Ją z resztą elity. Niall już wtedy wrócił i od początku nie popierał tej znajomości i nie trawił dziewczyny. Jak zwykle, okazało się, że mój kochany braciszek miał rację. Lauren, chciała się tylko dostać do Nas, a ja miałam Jej w tym pomóc. Kiedy Ją zapytałam, dlaczego to zrobiła, wyśmiała mnie i prosto w oczy, powiedziała, że gdybym nie miała Niall'a przy sobie to nigdy by nie było elity, a ja byłabym nikim. Dodała też, że przyjemnie było się "nosić" na korytarzu, ale nie ma ochoty mnie więcej oglądać i odeszła, zostawiając mnie. Mój brat, jak i zresztą moi przyjaciele, tak się na Nią wkurzyli, że zrobili Jej piekło w szkole, a kto jak kto, ale my umiemy to zrobić. Weźmy na przykład taką Elkę i Stellę - dwie nie rozłączne przyjaciółeczki. Od innych psiapsiółek różnią się jednak tym, że czy by były we dwie czy w pojedynkę - i tak Ci dołożą. Jak jest jedna - to jeszcze nic, ale jak są już razem to... żegnaj. Tym bardziej, że Zayn i Niall pomagali Im w tym. Mimo, że Horan ma spokojną naturę, wtedy zdenerwował się nie na żarty, ale nie mówmy o tym.
Dojechaliśmy pod nasz wieżowiec i Niall wjechał na podziemny parking. Gdy auto się zatrzymało, wybiegłam z niego i ruszyłam w stronę windy, wcześniej popędzając brata. Kiedy już łaskawie doszedł do wyznaczonego miejsca, wcisnęłam odpowiedni guzik i wjechaliśmy na 57 piętro. Nialler otworzył drzwi do mieszkania i weszliśmy do środka. Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam szkolną torbę na łóżko, a sama zaczęłam się zastanawiać, co założyć. Postawiłam na czarne, obcisłe spodnie, fioletowy podkoszulek i czarną, marszczoną marynarkę, w której podwinęłam rękawy. Poszłam do łazienki i tam poprawiłam makijaż i fryzurę. Złapałam jeszcze czarną torbę na brązowym, dłuższym pasku, zdobioną ręcznie wyszytymi dwoma wzorami przedstawiającymi... właściwie nie wiem co to jest. wrzuciłam do niej portfel, telefon, słuchawki, gumy owocowe, dokumenty i parę innych, standardowych rzeczy. Wróciłam do przedpokoju, gdzie założyłam ciemno brązowe kozaki na niskim, grubszym obcasie. Tak, mamy początek marca i tak chodzę jeszcze w kozakach.
Tak na prawdę to nie wiem, czy mogę je tak nazwać. Są jednymi z moich ulubionych butów i często je noszę. Nawet na początek wiosny lub w jesieni.
- Ładnie wyglądasz. - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Niall'a pijącego wodę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i wyszłam z mieszkania.
Windą zjechałam w dół wieżowca i wyszłam z podziemia na powierzchnię. Do lokalu miałam zaledwie 20 minut drogi, a ponieważ była dopiero 16, nie spieszyłam się zbytnio.
Po dwadzieścia pięć minut po czwartej weszłam już przez szklane drzwi i zaczęłam rozglądać się za Meg. W końcu wypatrzyłam ją. Siedziała pod jednym z okien, zaledwie dwa miejsca od tego, gdzie zwykle siadam z przyjaciółmi. Podeszłam do Niej i uśmiechając się powiedziałam: "cześć". Na twarzy Margaret również zagościł uśmiech. Usiadłam na skórzanej, jasnej kanapie i upatrywałam się w towarzyszkę.
- Więc... Zayn mówił mi, że lubisz Linkin Park. - zaczęłam rozmowę. Może nie było to jakoś trafne pytanie, ale lepsze takie niż żadne.
- Tak, bardzo ich lubię. - uśmiechnęła się. - Mimo, że tak na ogół to bardziej słucham czegoś takiego jak pop, R&B to lubię też trochę rocka. Nawet nie wieim dlaczego, ale gdy mój kuzyn puścił mi jedną z ich piosenek to od razu mi się spodobała. Jest coś w tej muzyce. - zakończyła swój monolog, a ja byłam - szczerze - w szoku. Nigdy nie spotkałam osoby, która by tak mówiła o jakim kol wiek rodzaju muzyki czy wykonawcy. Czuje, że to spotkanie jest początkiem czegoś lepszego. Tak na prawdę, zawsze, gdy byłam w towarzystwie Eleanor i Stelli czułam się jak piąte koło u wozu. One interesują się tylko zakupami, butami, ciuchami od znanych projektantów i to chyba tyle. Ja od zawsze lubiłam sporty i inne takie... hmmm męskie rzeczy? Nie to, że byłam jakąś chłopczycą czy kimś takim, bo od czasu do czasu lubiłam wskoczyć w sukienkę i szpilki. Bardziej chodziło o to, że w ogóle nie miałam z Nimi wspólnych tematów. Podejrzewałam też, że bardziej biorą mnie ze sobą z przymusu niż z własnej dobroci. Myślę, że w Mag znalazłam wreszcie materiał na przyjaciela.
- Tak... ja mam podobnie. - przyznałam. - To jedyny zespół rockowy, którego słucham. - dokończyłam, ponieważ do  naszego stolika podeszła młoda kelnerka, jak zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Coś podać? - zapytała.
Podałyśmy jej nasze zamówienia. Ja poprosiłam o Caramel Macchiato, a Margaret stwierdziła, że ma ochotę na Caramelowe Frappuccino, które jak się później dowiedziałam - jest Jej ulubionym. Po odczekaniu dziesięciu minut dostałyśmy zamówienie. Pijąc napoje dużo rozmawiałyśmy. Opowiedziała mi jak trudno Jej było zostawić przyjaciół i rodzinne miasto. Podziwiam Ją. Przyleciała tutaj aż z Ameryki i nie miała praktycznie nikogo. Wszystko zostawiła w Miami. Dużo się o sobie dowiedziałyśmy. Ja opowiedziałam Jej trochę o naszej szkole i w skrócie wyjaśniłam na ile, u którego nauczyciela może sobie pozwolić. Powiedziałam Jej też parę plotek, których dowiedziałam się od El i Stell. Gdy wkroczyłam na temat Naszych księżniczek, zauważyłam, że Mag zrzedła mina. Musiała sobie już wyrobić o Nich opinię. Szczerze? Nie dziwię Jej się. Gdybym teraz poznała te dwie dziewczyny też bym nie pałała do nich serdecznością, ale znam je i wiem, że nie raz potrafią być wyjątkowo chamskie i wredne - w szczególności do nowych osób, w których widziały zagrożenie. Tutaj było to dość oczywiste. Margaret była śliczną dziewczyną, więc bez problemu mogłaby mieć każdego chłopaka. Dodatkowo, według Nich, zajęłaby Ich miejsce w naszej paczce. To trochę niedorzeczne. Choć z drugiej strony bardziej wolę towarzystwo Margaret, niż Eleanor i Stelli. Po wypełnieniu organizmów płynami postanowiłyśmy już iść. Przed lokalem pożegnałyśmy się i poszłyśmy każda w swoją stronę. Ja udałam się w kierunku mojego wieżowca, a Maggie ruszyła do swojego domu, który znajdował się na Gold Street 28, czyli mniej więcej 40 minut dość szybkiego marszu od mojego domu.
     Jak zwykle wjechałam windą na odpowiednie piętro i już po chwili byłam u siebie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było pójście do toalety. Wiem, to tak wspaniały temat, że muszę się tym z Wami  podzielić.
- I jak było? - dobiegł mnie głos Niall'a, gdy już opuściłam ubikację. Stał oparty o jedną z karmelowych ścian w korytarzu, na których wisiały zdjęcia z różnych etapów naszego rozwoju. Na jednym dwa bobasy leżące w dwóch łóżeczkach, na drugim wesołe trzylatki chlapiące się w małym baseniku. Kolejne zdjęcie przedstawiało sześcioletnich Nas, budujących zamek w piaskownicy, a na jeszcze innym staliśmy przed naszą pierwszą szkołą. Nie zabrakło też fotografii całej, uśmiechniętej od ucha do ucha rodzinki. Na to pytanie moje kąciki ust powędrowały ku górze.
- Dobrze. Mag jest bardzo wesołą, zabawną i w ogóle super osobą. Myślę, że każdy na nas szybko się z nią zaprzyjaźni.
- To fajnie. Wiesz, chciałbym uniknąć sytuacji sprzed roku. - spojrzał na mnie wymownie. Miał na myśli sytuację z Lauren.
- Spokojnie. Nie będzie jak wtedy. - lekko się uśmiechnęłam i przytuliłam Horan'a do siebie. On jak miał w zwyczaju, wtulił głowę w moje ramię i  włosy. Jego sposób przytulania był tak słodki, a jednocześnie pocieszający i rozweselający, że każdy z Nas go uwielbiał. Odkleiliśmy się od siebie i poszliśmy do swoich pokoi. W końcu trzeba odrobić lekcje, nie?
Po skończeniu wszystkiego - a było tego dużo - z ulgą opadłam na łóżko. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Na środku stało duże, miękkie łóżko z mnóstwem poduszek w jego górnej części. Nad nim, na ścianie przymocowano ciemno brązowe deski i namalowano na nich kwiaty. Ten akcent, wspaniale współgra z zielonymi ścianami, których kolor, zawsze mnie uspokaja. Obok mojego legowiska stała biała szafka nocna z dwoma szufladkami. Stały na niej między innymi budzik, dwie książki, które obecnie czytam oraz świeczka. Tak na prawdę to nie mam pojęcia po co mi tam ona. Pełni raczej formę dekoracyjną. Nad szafką wisi lustro, a nad nim mała lampka. Z lewej strony miejsca do spania znajduje się olbrzymie okno, które za dnia jest głównym źródłem światła. Mam na nim bambusowe rolety, a po obu jego stronach powieszone zostały jasno zielone zasłony. Przed oknem stoi wąski, szklany... stolik? Nie wiem jak mam to nazwać, na którym ułożony został przezroczysty wazon z jakimiś pachnącymi gałązkami oraz kolejne świeczki osadzone w nowoczesnych świecznikach o dziwacznym kształcie. Obok ustawiono szary fotel z jedną poduszką w małe, białe kwiatki. Na przeciwko łóżka znajdują drzwi, prowadzące na korytarz, a z ich prawej strony kolejne, prowadzące do mojej garderoby. Jeszcze kolejne służą jako wejście do łazienki. Na przeciwko okna znajduje się toaletka z wielkim lustrem, przy której zwykłam się malować. Obok stoi biurko do odrabiania lekcji i innych tego typu rzeczy z czarnym, wygodnym, obrotowym fotelem. Te dwie rzeczy odgradzał jedynie kosz na śmieci. Wszystko uzupełniała, mająca kształt walca, biała lampa powieszona nad łóżkiem. To mama Harry'ego projektowała ten pokój. Pani Ann jest architektem wnętrz. Muszę przyznać, że jestem Jej za to wdzięczna, ponieważ moje gniazdko bardzo mi się podoba.
Zmęczona zwlekłam się z łóżka i udałam się do łazienki, gdzie wzięłam ciepły prysznic, umyłam zęby i przebrałam się w piżamę. Wracając do pokoju zahaczyłam o przebieralnie, z której zabrałam wybrane na jutrzejszy dzień ciuchy. Spakowałam potrzebne rzeczy do szkolnej torby i ułożyłam się do snu. Jak przewidywałam, nie musiałam czekać długo żeby odpłynąć.
     Obudziłam się o 6:40. Super. Leniwie zwlokłam się z łóżka i pognałam do łazienki w celu odbycia porannej toalety. Następnie wróciłam do pokoju i zaczęłam ubierać się w przygotowane wczoraj ciuchy. W duchu dziękowałam sobie, że byłam na tyle mądra, że to zrobiłam. Mój dzisiejszy zestaw składał się z czarnych legginsów i białej, aksamitnej koszuli. Na ramiona założyłam złotawy sweterek z pomarańczowymi i różowymi akcentami. Na głowę założyłam czapkę smerfetkę w zimowy wzór. Dla ozdoby na palec wsunęłam pierścionek z wielkim, czarnym oczkiem. Końcem stroju były zwykłe, krótkie, czarne trampki. Złapałam torbę i wbiegłam do kuchni. Mój braciszek w najlepsze wcinał śniadanie.
- O, wreszcie wstałaś. - powiedział z pełną buzią.
- Wiesz, gdyby twoja inteligencja na to pozwalała, to byś wpadł na to, że trzeba mnie obudzić. - odpyskowałam i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie - płatki z mlekiem.
- A gdyby twoje IQ było wyższe niż buta to byś ustawiła sobie alarm. - odpowiedział blondyn, który ubrany był w niebieski podkoszulek i białe spodnie. Na nogach miał swoje ukochane vansy. Dzisiejszego dnia wybrał granatowe. Tsaa... Horanek ma pełno tego typu butów. Co do naszego przedrzeźniania to spokojnie. Często się tak do siebie odnosimy. To już u nas norma. Tak na prawdę to jedno za drugim poszło by w ogień.
- Ustawiłam, ale nie zadzwonił. - mówiłam zajadając posiłek. - A tak w ogóle to nie będzie ci zimno w samym t-shirtcie?
- Założę jeszcze ten szary sweter. - odrzekł i wstawił swoją miskę do zmywarki. Dokończyłam śniadanie i zrobiłam to samo co Niall. Potem poszłam do przedpokoju i założyłam swój płaszczyk. Horan na sweter narzucił jeszcze czarną, skórzaną kurtkę i byliśmy gotowi do wyjścia. Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w stroną metalowego pudła do przewożenia ludzi. Zjechaliśmy nim na sam dół, gdzie znajdował się podziemny parking. Wsiedliśmy do Horan'owskiego Citroen'a C5 w srebrnym kolorze i wyjechaliśmy na powierzchnię. Zegar w samochodzie wskazywał na siódmą czterdzieści osiem. Jest cień szansy, że się nie spóźnimy.
     Kiedy Niall zaparkował na swoim stałym miejscu, które było pomiędzy samochodami Harry'ego i Zayn'a, jak oparzona wybiegłam z niego i popędziłam do szkoły. Usłyszałam jeszcze charakterystyczny chichot mojego brata. No tak, On może się spóźnić, bo zawsze szybko wymyśli jakąś wymówkę. Kłamanie nie jest moją mocną stroną, więc nie miałam innego wyboru. Przelotem zostawiłam kurtkę w szatni i pobiegłam pod salę numer piętnaście, gdzie odbywała się fizyka, która była moją pierwszą, a za razem drugą godziną. Jakaś masakra... Kto normalny tworząc plan daje uczniowi dwie godziny pod rząd tego wstrętnego przedmiotu? Jedynym plusem było to, że miałam go z Margaret, Zayn'em i El. Przynajmniej towarzystwo jest okej.
Dobiegłam jak najszybciej umiałam i byłam równo z dzwonkiem. Uściskałam się z pozostałą trójką i weszliśmy do klasy. Usiadłam z Mag, ale to chyba było do przewidzenia. Zwykle siedziałąm razem z Eleanor, ale Ona bez problemu zgodziła się usiąść z Malikiem. 
Pani Eva - nauczcielka - była miłą osobą, lekko po trzydziestce. Posiadała średniej długości brązowe włosy, które często związywała w ciasny kok. Na nosie zawsze połyskiwały okulary w czarnej, cienkiej oprawie. Jej styl ubierania był prosty. Ma szczupłą sylwetkę, więc chodziła zarówno w spodniach jak i w spódniczkach. Najczęściej jednak zakładała brązowe spodnie, jakąś koszulę i marynarkę.
Te dwie lekcje jak się okazało nadzwyczj szybko minęły. Myślę, że to w większości zasługa tego, że przec cały czas rozmawiałam z Maggie. Czasem El i Zayn też coś dorzucili.
Następny miałam wf, na który chodziłam z Harry'm. Dzisiejszego dnia graliśmy w siatkówkę. Nie chwaląc się powiem, że jestem w niej całkiem dobra, a Hazza to już w ogóle mistrz. Jak na każdym wychowaniu fizycznym nie zabrakło "publiczności" złożonej z kilkunastu plastików, które jadna przez drugą wzdychały do Harry'ego lub Go zaczepiały. On, jak na faceta w ZWIĄZKU przystało, nic sobie z tego nie robił, ale gdy jedna z NICH podeszła i zaczęła z Nim flirtować i subtelnie pokazywać, że Jej się podoba, nie wytrzymał i powiedział, chyba, parę słów za dużo. Dziewczyna odeszła ze spuszczoną głową, na której jawił się tzw. burak. Wszystkie nastolatki jakie chodziły z nami na tą lekcję zawsze mi zazdrościły, że przyjaźnię się z Loczkiem. Był On - podobnie jak Malik, Liam, Louis i mój brat - jednym z najbardziej porządanych przez dziewczyny chłopaków w szkole. Ale nie ma się co dziwić. Młodzi, przystojni, wysportowani, a do tego - co dla niektórych laleczek jest najważniejsze - bogaci.
Później czekała mnie matematyka z Niall'em i Lou. Nie powiem, było zabawnie. Szczególnie wtedy, gdy nauczycielka zapytała się Tomlinsona o wynik równania, a On się Jej zapytał : ,, A pani mnie się pyta, bo sama nie wie? I pani jest nauczycielką? Nie odpowiem, ponieważ pozwolę pani na dalszą edukację." Skończyło się to wprawdzie uwagą, ale jak to Louis powiedział : ,,Było warto."
Wreszcie nadeszła pora lunchu. Wyszliśmy do naszego "mini parku". Oczywiście narzuciliśmy coś na siebie, bo mimo, że dni stawały się coraz cieplejsze, nadal czuć było nieprzyjemny wiatr. Doszliśmy pod "Nasze" drzewo, pod którym zgromadziła się już reszta elity. Brakowało mi tylko Zayn'a i Margaret.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się siadając na zimnej, ale na szczęście nie mokrej, trawie.
Wszyscy odpowiedzieli coś w stylu: "siemka", "hello", "hej" i takie tam.
- Gdzie Malik i Maggie? - chyba nie tylko ja zauważyłam zniknięcie tej dwójki. Niall też to dostrzegł.
- Zayn miał chyba teraz chemię, więc zaraz powinien być, ale co cię obchodzi ta cała Margaret? - zapytała ironicznie Stella zwracając się do blondyna. - Nie przypominam sobie żebyśmy przyjmowali ją do nas.
- To żebyś się nie zdziwiła. - mruknął cicho Horan i chyba tylko ja to usłyszałam. Widziałam, że zachowanie Stel zdenerwowało Niallera. Nigdy nie lubił, gdy któraś z dziewczyn źle odnosiła się do jakiegoś ucznia lub śmiała się z kogoś. Tym bardziej - jak mi sam powiedział - polubił Mag i chciałby żeby z nami siadała. Po pięciu minutach patrzenia się w drzwi prowadzące do "parku" ujrzałam w nich dwie zbliżające się sylwetki. Po dłuższym przyjrzeniu się wywnioskowałam, że są to Zayn i Margaret. Dziewczyna wyglądała na na serio wkurzoną, natomiast Malik, dotrzymując Jej kroku, szedł wyluzowany z pełnym uśmiechem na twarzy. Zupełnie jakby nie wiedział o co chodzi brunetce. Gdy do nas doszli Mag usiadła obok mnie i się przywitała wysilając uśmiech. Pan wesoły usiadł tuż obok Niej.
- Coś się stało? - zapytał w końcy Louis. - Czemu ty taka smutna, a ty znowu taki radosny? - wskazał kolejno na Maggie, a później na Mulata.
- Chcecie wiedzieć co się stało?! - wybuchła brunetka. - Już wam mówię. Ten debil najpierw omal nie spalił mi włosów, bo uznał, że fajnie by było pobawić się palnikiem, a potem oblał mnie jakąś cuchnącą mazią! A najzabawniej było, kiedy wrzucił coś do mojej probówki, a ona wyleciała w powietrze! - mówiłą groźnie spoglądając na Zayn'a, którego zdawała się bawić ta sytuacja. - I dokończ Malik. Co zrobiłeś na końcu? - Mulat nie wytrzymał i turlał się ze śmiechu na trawie. Brunetka westchnęła. - Żeby ukoronować te wygłupy, Zayn dał panu Hunter'owi flakonik z jakimś płynem i powiedział, że to ode mnie. Jak się okazało była to substancją, na którą nauczyciel chemi był uczulony i gdy tylko ją powąchał, na całym ciele, stopniowo, zaczęły mu się pojawiać takie czerwone kropki. A wkurzył się nie na żarty i kogo ukarał? No? Mnie! - zakończyła Mag mierząc Mulata spojrzeniem, które mogłoby zabić. My natomiast, razem z winowajcą śmialiśmy się wniebogłosy. Rzeczywiście, Zayn lubił robić kawały i najczęściej towarzyszył mu w tym Lou. Margaret nie była za bardzo zadowolona z naszej reakcji, ale kto by był? Tomlinson z Malikiem przybili sobie piątki, a ja poklepałam Ją po ramieniu i wyszeptałam, że się przyzwyczai i że to nie ostatni raz, kiedy chłopak wycina coś takiego.
Rozmowy kleiły nam się świetnie. Jak zawsze dowiedzieliśmy się też kilka ciekawych plotek od Stelli i Eleanor. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak było właśnie twraz, gdy zabrzmiał dzwonek powiadamiając nas, że przerwa się skończyła. Z grymasem ruszyłam, wraz z Maggie, w stronę sali numer 40, gdzie odbywała się historia.Jedynym plusem było to, że pan Williams nie był wymagającym nauczycielem i na Jego lekcjach każdy robił co mu się podobało. Ja z Mag przez cały czas pisałyśmy karteczki i grałyśmy w statki, przez co wykład profesora, jak i całe 45 minut, szybko minęło. Teraz czekał mnie już tylko angielski z Liam'em i wreszcie domek.

____________________________________________________

Hejo!
Ostatnio mój brat nałogowo ogląda Teletubisie i to powitanie mnie prześladuje od kilku dni xD 
Mam nadzieję, że rozdział nie jest aż tak beznadziejny jak ja go oceniam i od razu przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy xd Rozdział miał być już wczoraj, ale przyjechała do mnie kuzynka i pojechała koło 21, a wtedy nie chciało mi się już sprawdzać i wstawiać ;// Musicie mi to wybaczyć...
Chcę Was również poinformować, że następna notka może się pojawić (możliwie) za około 2 tyg. ponieważ cały następny będę w górach bez laptopa i nie będę miała możliwości pisania. Postaram się szybciej, ale niczego nie obiecuję ;l
A właśnie! Jeżeli chcecie zadawać jakieś pytania, zarówno bohaterom jak i mi, to śmiało możecie to robić w komentarzach :D Chętnie się w takie coś pobawię.
Lottie♥