Z perspektywy Margaret
Obudziły mnie te cholerne promienie słońca, bezczelnie wdzierające się do mojego nowego pokoju. Tak w ogóle to kto śmiał je odsunąć? Wczorajszego wieczoru je przecież zasłoniłam. Wstałam i zanurzyłam stopy w ciepłe, miękkie kapcie z pandą. Poszłam, zresztą jak każdego ranka, do mojej - jak to pięknie brzmi - łazienki. Była ona wykonana z beżowych płytek. Na przeciwko drzwi znajdowała się ubikacja. Z prawej strony stała umywalka połączona z szafką. Jej bliźniaczka, stała obok nich, ale ta, służyła głównie do przechowywania kosmetyków i innych środków kosmetycznych. Nad umywalką wisiało dość sporych rozmiarów, kwadratowe lustro, a w obu jego górnych rogach, przymocowane były złote lampki. Z prawej strony można było dostrzec dużą wannę, wstawioną w drewnianą obudowę, nad którą również wisiały cztery lampki dodawające klimatu. Obok, bliżej drzwi, znajdował się prysznic. Na środku ciemno brązowej podłogi, również wykonanej z kafli, leżał biały, puchowy dywan. Bez większego zastanowienia, weszłam do kabiny i odkręciłam korkiem, oznaczonym niebieskim kółeczkiem, wodę. Zimno, które poczułam na ciele, całkowicie mnie rozbudziło. Umyłam, a następnie opłukałam ciało, uważając żeby nie zamoczyć włosów. Nie miałam czasu na suszenie ich, a nie były w jakimś najgorszym stanie. Wyszłam spod prysznica owinięta niebieskim ręcznikiem. Umyłam zęby i skierowałam się z powrotem do pokoju. Tam założyłam jakąś bieliznę i stanęłam przed szafą z ubraniami, do której zdążyłam już powkładać ubrania. W końcu, zdecydowałam się na czarne, obcisłe spodnie, luźną, pomarańczową bluzkę z rękawem tzw. ćmy, do łokci, z małą kieszonką na lewej piersi, w białe, malutkie kropki. Dodatkiem był długi wisiorek z krzyżem i kilka kolorowych bransoletek z muliny. Na stopy wsunęłam czerwone, krótkie conversy.
Spakowałam książki z dzisiejszego dnia do niedużej torby i zeszłam na dół. Rodziców już nie było, ale mama zostawiła mi śniadanie, składające się, z jeszcze ciepłych, naleśników polanych syropem malinowym oraz spakowany lunch w postaci zwykłych kanapek. Szybko zjadłam swoją porcję i włożyłam pusty talerz do zmywarki. Zegarek wskazywał godzinę siódmą dwadzieścia, więc postanowiłam się już zbierać. Co prawda do szkoły miałam może jakieś piętnaście minut, ale jeszcze te wszystkie sprawy organizacyjne typu : znalezienie szatni, odpowiedniej szafki na książki i inne duperele oraz wizyta u pani dyrektor. Biorąc wodę z lodówki zobaczyłam przyczepioną do niej magnesem karteczkę.
"Dzień dobry córciu. Mam nadzieję, że śniadanko smakowało :)
Powodzenia w pierwszym dniu szkoły! Trzymam kciuki!
Bądź grzeczna, proszę...
Kocham. Mama."
Powodzenia w pierwszym dniu szkoły! Trzymam kciuki!
Bądź grzeczna, proszę...
Kocham. Mama."
Uśmiechnęłam się mimowolnie i skierowałam w stronę przedpokoju. Ponieważ był marzec ubrałam brązową, skórzaną kurtkę i czarną czapkę - smerfetkę. Ja i moi przyjaciele nazywamy ją kondomem. Tak wiem, jestem taka zabawna, ha, ha. Ale tak na serio. Nie przypomina Wam to tego? Może tylko my jesteśmy tak zboczeni...
Tak jak przypuszczałam do szkoły doszłam w około piętnaście minut. Dobra w osiemnaście, już nie bądźcie tak drobiazgowi, nie chciało mi się po prostu iść. Budynek wykonany był z brązowej cegły. Nad głównym, wielkim wejściem widniał duży napis "Greenshaw High School". Całą szkołę zdobiły nie zliczone okna. Musiało tu być baaardzo dużo sal. Już sama wielkość mojej nowej uczelni mnie trochę przeraziła. No bo pomyślcie. Tu się można zgubić! Ale przynajmniej przez jakiś czas będę miała wytłumaczenie, dlaczego się spóźniłam na lekcje. Kiedy spojrzałam na plan przedstawiający tą szkołę z lotu ptaka, okazało się, że ma ona kształt tak jakby nie domkniętego prostokąta. Wiecie, nie ma tego drugiego, dłuższego boku. Otóż, za budynkiem, znajduje się taki jakby mini park. Są tam stoliki, gdzie uczniowie mogą podczas dłuższych przerw zjeść lunch, drzewa, które w upalne dni mogą okazać się zbawcami, chroniącymi przed tym żarem. Tyle, że nie było żadnych ścieżek, tylko trawa. Zadziwił mnie więc fakt, że jest ona tak zadbana i ładna. Nieco dalej od tego, można by rzec, raju, znajdują się różnorodne boiska do gry
m. in. kosza, siatkówki, rugby czy tenisa ziemnego.
Po bliższym zapoznaniu się z tym planem, w końcu odnalazłam szatnię. Oddałam pani, która tam stała, moją kurtkę, wzięłam numerek i ruszyłam na poszukiwanie sekretariatu. Kiedy w końcu udało mi się przedrzeć przez tych wszystkich ludzi - co niektórzy okazali się być nawet całkiem pomocni w moich poszukiwaniach - stałam przed gabinetem Pani White - dyrektorki.
Zapukałam.
- Proszę. - usłyszałam stłumiony przez drzwi, kobiecy głos. Nacisnęłam klamkę i weszłam do średniej wielkości pokoju. Po każdą ścianą stały, sięgające prawie pod sufit regały z kartami wszystkich uczniów. Po środku pomieszczenia stało duże, mahoniowe biurko, a przed nim dwa, kremowe fotele. Za tym kawałkiem drewna znajdowało się duże okno, a na jego parapecie ustawione były dwa kwiatki. Na jasnej, drewnianej podłodze leżał czerwono - żółty dywan, dodający uroku.
Bliska czterdziestce kobieta siedziała za biurkiem na czarnym, obrotowym krzesełku
i podpisywała jakieś papiery, jednak gdy weszłam przeniosła na mnie wzrok i miło się uśmiechnęła.
- Witam. Ty musisz być Margaret. Usiądź. - ręką wskazała jeden z foteli.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - odpowiedziałam kulturalnie i usiadłam na wyznaczonym miejscu.
- No więć, Margaret, witam w naszej szkole. Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaisz i przekonasz do niej. Tu masz plan lekcji i taką mini mapkę szkoły. Pomoże ci, przez te najbliższe tygodnie, w poruszaniu się. - mówiąc to podała mi wymienione przedmioty. Nie wiem tylko po co mi kolejny plan. Wcześniej wydrukowałam sobie jeden w domu. Hellooo! Istnieje coś takiego jak Internet. - A, prawie bym zapomniała. Twój klucz do szafki.
Wzięłam srebrny przedmiot, podziękowałam i ruszyłam w stronę. Wychodząc usłyszałm jeszcze głos pani dyrektor, więc się odwróciłam.
- Mówiła coś pani? - zapytałam.
- Tylko to, że gdybyś czegoś potrzebowała, to śmiało przyjdź do mnie. Pomogę ci. - i znowu się uśmiechnęła.
- Dobrze. Do widzenia. - odpowiedziałam grzecznie i wyszłam z gabinetu. Spojrzałam na swój plan. Pierwsza była biologia. Szybko znalazłam swoją szafkę - korzystając oczywiście z tej małej, ale jakże przydatnej mapki - i wrzuciłam do niej nie potrzebne książki.
Kierując się zgodnie z tym co było napisane na tym kawałku papieru, bez większych problemów stanęłam przed salą numer 28, parę minut przed dzwonkiem. Zaczęłam przyglądać się uczniom.
- Cześć, jesteś nowa? - podskoczyłam i z gniewem obróciłam się do miejsca skąd pochodził głos. Ujrzałam chłopaka o włosach koloru ciemnego blondu. Właściwie to były prawie brązowe, ale PRAWIE robi wielką różnicę.
- Po pierwsze tak, a po drugie czy ty chcesz mnie już w pierwszy dzień zabić?! - wydarłam się na niego. Kątem oka zauważyłam, że niektóre osoby wyszeszczyły na mnie oczy i jakby czekały na dalszy ciąg wydarzeń. Może jest tu popularny i nikt jeszcze tak się do niego nie zwrócił, bo nie miał odwagi? Cóż, w takim razie to się zmieni.
- Przepraszam, nie chciałem cie przestraszyć. Jestem Liam Payne. - wyciągnął rękę. Chwilę lustrowałam go wzrokiem, ale w końcu ściskając mu rękę powiedziałam:
- Margaret Shane. Ale mów mi Mag lub Maggie. - nawet zmusiłam się na uśmiech. Postęp!
- Miło mi. To co, wygląda na to, że będziemy chodzić razem na biologię.
- Tsa... Spostrzegawczy jesteś. - odburknęłam. Nie wiem dlaczego, ale coś mi podpowiadało, że z tej znajomości nic dobrego nie wyniknie. Mimo, że Liam wyglądał na miłego i słodkiego chłopczyka to coś mi mówiło, że to nie jest najlepsza dla mnie osoba. Do poznania czy zaprzyjaźnienia się, rzecz jasna.
- Wchodzisz? - zapytał Li.
- Co? - dopiero teraz zauważyłam, że jest po dzwonku i inni wchodzą do klasy. - A tak, jasne.
- Jak chcesz możesz siedzieć ze mną. Będziesz przynajmniej kogoś znała. - mrugnął do mnie.
- Jeżeli cie to uszczęśliwi.
Usiedliśmy w jednej z, jak policzyłam, dwunastu ławek. Te, różniły się od innych. Były śliskie i białe z różnymi otworkami. Ale to w końcu biologia, nie? Krojenie żab itp. Pan Stave Marshal, nauczyciel tego przedmiotu, oczywiście musiał mnie przed całą klasą przedstawić i zadać parę pytań. Później przeszedł do tematu lekcji. Rozejrzałam się po sali. Ściany były lekko żółtawe, ale i tak przysłaniały je plakaty i tablice przedstawiające coś związanego z biologią. Z tyłu, za wszystkimi ławkami, znajdowały się szafy z szufladami i mniejszymi szafkami. Z przodu, były oczywiście dwie tablice, a nad nimi czerwony zegar. Z lewej strony klasy ustawione było biurko profesora.
- To, skąd jesteś? - szepnął do mnie Li. Widocznie Jego również nie interesował wykład pana Marshal'a
- Z Miami. - odszepnęłam krótko.
- Wow... I chciało ci się tu przyjeżdżać? - zapytał z niedowierzanie.
- Tak kurwa, wprost o tym marzyłam, wiesz. - powiedziałam z sarkazmem. - Oczywiście, że nie chciałam, ale rodzice tak postanowili i było "koniec, kropka". Mają tu po prostu pracę, znaczy interesy, które, według mnie, mogliby załatwiać na Florydzie. - mruknęłam.
- A kim są twoi rodzice? - Boże, jaki On namolny!
- A ty co? Agent specjalny wysłany przez FBI?!
- Można tak powiedzieć. - uśmiechnął się. - Więc?
- Ehhh... Tata jest biznesmenem, ma sieć hoteli itp. a mama jest fotografką, projektantką mody i byłą modelką. A twoi? - spytałam. Chyba skoro On wie coś o mnie, to ja też mam prawo czegoś się o Nim dowiedzieć.
- Tata, tak jak twój jest biznesmenem. Ponad to ma swój program w Telewizji, a mama jest prezenterką i dziennikarką. - powiedział.
- Aha. - zakończyłam temat. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo pięć minut później Payne znów mnie o coś wypytywał. Na prawdę zaczynałam podejrzewać czy On serio nie jest jakimś tajniakiem. Tym razem pytał o przyjaciół, jak jest w Miami, moje zainteresowania itp. Podczas tej konferencji, czułam na sobie wzrok prawie wszystkich uczniów. Co? Dziewczyny nie widzieli?
- Czemu wszyscy się tak na nas gapią? - zapytałam Liam'a. Ten odwrócił się w stronę klasy, a inni natychmiast zaczęli coś robić w swoich zeszytach lub szperać w piórnikach. Li zaśmiał się pod nosem.
- Można by rzec, że jestem tak jakby... - zaczął.
- Popularny, tak? I pewnie należysz do jakieś elity szkolnej. - wyręczyłam Go. W sumie, to nawet mi się zrobiło trochę przykro, bo po bliższym poznaniu chłopaka, stwierdziłam, że jest on całkiem spoko, ale jeżeli należy do jakieś zasranej elity, to jest pewnie rozpuszczonym dzieciakiem. Liam chyba zauważył moje rozczarowanie, bo szybko dodał:
- Tak, rzeczywiście istnieje u nas takie coś jak elita i tak jestem w niej, ale one nie jest taka jak w innych szkołach, że są w niej puste lale i napakowani kolesie. Takie osoby są w innej grupie. - uśmiechnął się. - My jesteśmy fajni, zobaczysz. Może podczas lunch'u cię zapoznam z moimi przyjaciółmi, co?
- Chyba jednak podziękuję. - powiedziałam i wstałam z miejsca, wrzucając książki do torby, ponieważ zabrzmiał dzwonek symbolizujący nadejście przerwy. Szybko wyszłam z klasy, nie chcąc, żeby Liam szedł za mną.
Ponownie utkwiłam wzrok w kartce papieru, która przedstawiała mój plan. Następną lekcją okazała się fizyka. Normalnie zajebiście... Muszę szukać saliii.... 15.
Podeszłam do szkolnej szafki, włożyłam książki od biologii, a wzięłam te od fizyki. Nie lubiłam zbytnio tego przedmiotu. Nudził mnie, a poza tym gówno z niego rozumiałam. Wyciągając zeszyty, zobaczyłam Liam'a. Podszedł do innej szafki oddalonej od mojej, co najwyżej, o pięć innych. Ale tym razem nie był sam. Była z nim niewysoka blondynka, Mulat oraz chłopak z loczkami na głowie. Loczkami... ja bym tam powiedziała, że ukrywa tam jakąś małpę, ale miałam być grzeczna. Na szczęście mnie nie zauważyli. Zamknęłam drzwiczki najciszej jak umiałam i podążyłam szukać sali numer piętnaście. Musiałam schodzić lub wchodzić tyloma schodami, że mi na całe życie wystarczy. Dochodząc do klasy zobaczyłam coś niepokojącego. Pod jedną ze ścian siedział ten chłopak z mał... z loczkami, niech Wam będzie, a obok niego brunet w bluzce w paski. Po chwili dosiadła się do nich wysoka brązowowłosa dziewczyna i pocałowała pana paska w policzek. Czyżby kolejni członkowie tej sławnej elity? Może mi jeszcze powiecie, że każdą lekcje będę miała z jakimś jej członkiem, co?! Westchnęłam cicho pod nosem i podeszłam pod drzwi. Jednak kiedy przechodziłam obok świętej trójki poczułam Ich spojrzenia na sobie, a następnie kątem oka zobaczyłam, że brunetka szepcze coś na ucho swojemu, chyba, chłopakowi, a On przekazuje to dalej, czyli do swojego kolegi. Następnie, znowu utkwili we mnie wzrok. Nie zaprzeczę, trochę mi to przeszkadzało, ba! Nawet bardzo. Miałam wielką ochotę podejść do nich i się zapytać czy jestem aż tak interesująca, ale się powstrzymałam.
Po dzwonku weszliśmy do klasy. Usiadłam w jednej z wolnych ławek, modląc się w duchu, żeby nikt się do mnie nie przysiadł. Niestety, jak to zawsze bywa z moim szczęściem, po niecałej minucie usłyszałam czyiś głos.
- Hej, mogę się dosiąść. - spojrzałam w górę i moim oczom ukazał się owy Loczek. Uśmiechał się w tak zabójczy sposób, że najchętniej to bym go... może nie będę kończyć. Rozejrzałam się po sali. Było kilka wolnych ławek, więc dlaczego wybrał akurat tę? Tym bardziej, że jest z tej posranej elity, a Oni chyba boją się, że zarażą się czymś od "pospólstwa".
- Jeżeli musisz. - powiedziałam niechętnie, odwracając głowę. Chłopak usiadł obok mnie i wyciągnął potrzebne podręczniki i przybory. Oczywiście po pięciu minutach znów stałam na środku klasy, przedstawiając się klasie i pani Evie Rain, która miała za zadanie wpoić nam wiedzę z fizyki. Powodzenia, proszę pani.
Po wróceniu na miejsce, znowu czułam na sobie wzrok tej małpy, ale spokojnie, zachowałam spokój... do czasu.
- Czy mógłbyś z łaski swojej przestać się na mnie gapić?! - szepnęłam zdenerwowana, odwracając się do Niego.
- A tak, sorry. Harry, tak w ogóle. Harry Styles. - znowu to zrobił. Znowu się uśmiechnął.
- Margaret Shane.
- Too... nowa, tak? - szepnął, gdy pani Rain odwróciła się i zaczęła coś pisać na tablicy.
- Nie, wyprana w Pervol'u.
- A można wiedzieć skąd? - dopytywał, jakby nie zważając na moje chamskie odzywki.
- Twój kolega, Liam już mi robił przesłuchanie z takich rzeczy. Myślałam, że już Wam wszystko zdradził. Może chcecie jeszcze moje namiary, co?! - powiedziałam chyba trochę za głośno, bo kilku uczniów, w tym nasi zakochańcy, spojrzało się na nas.
- Czyli, że mniej więcej, wiesz kim jesteśmy? Prawda, Li opowiadał nam o tobie, ale mówił tylko, że jesteś tu nowa i że będziecie razem chodzić na biologię, nic więcej. - wiedziałam, że kłamie. Rozszyfrowałam Go, a może Ich? Tylko czego Oni ode mnie chcą? Czemu za każdym razem, ktoś z Nich się do mnie przysiada? Co do tego, że kłamał to usłyszałam to po Jego głosie. Był jakby trochę spięty, a do tego nie patrzył na mnie, tylko w swój zeszyt i coś w nim notował.
- Wiem tylko tyle, że tworzycie jakąś popiedoloną elitę, którą wszyscy podziwiają, a jednocześnie się jej, można by rzec, boją. A teraz bardzo cię proszę, zamknij się, bo i tak wiem, że Payne wam wszystko wypaplał i daj mi się skupić na lekcji. Z góry dziękuję. - posłałam mu ironiczny uśmieszek i zabrałam się za przepisywanie notatki z tablicy. Harry, chyba wziął sobie do serca moją uwagę, bo do końca lekcji siedział cicho. Odezwał się tylko na chwilę, gdy cyrkiel wypadł mu z rąk i o mały włos nie wbił mi się w rękę. Wyszeptał tylko ciche "przepraszam" i nic więcej. Super, jeden chce żebym zaszła na zawał, a teraz drugi, chce mnie okaleczyć. Już się boję, co będzie na chemii albo Wf-ie, jak się okaże, że mam z którymś z Nich.
Po dzwonku wyszłam i znowu skierowałam się do mojego metalowego schowka. Brałam właśnie książki do matematyki, gdy ktoś dotknął mojego ramienia. Podskoczyłam i wszystkie książki upadły mi na podłogę. Przeklinając w duchu tego kogoś odwróciłam się i ujrzałam Liam'a.
- I znowu cię przestraszyłem. Sorka. I jak tam druga lekcja? Słyszałem, że siedziałaś z Harry'm. - podał mi podręczniki.
- Tak. I o mało co nie skończyło się to wypadkiem. - burknęłam wkładając książki do torby.
- Serio? Co się stało? - zapytał lekko zdziwiony, ale też rozbawiony chłopak.
- O mal nie wbił mi cyrkla w rękę! - krzyknęłam odwracając się. - A teraz żegnam.
- Czekaj! Co teraz masz?
- Matematykę. - odpowiedziałam niechętnie.
- O, to może spotkasz Niall'a. - uśmiechnął się. - Wypatruj blondyna z niebieskimi oczami. - mrugnął i poszedł w swoją stronę. Pfff... akurat. Ja mam kogoś szukać. Ale bądź co bądź miałam rację. Nie będzie chyba dnia, kiedy nie będę musiała oglądać kogoś z elity podczas czterdziesto pięcio minutowej męczarni. Najbardziej męczącą myślą jest to, że zapewne znowu padną pytania : Jak masz na imię, skąd jesteś, kim są twoi rodzice itp.
Rzeczywiście po dojściu do wyznaczonej sali numer 37 - tak wiem, mam pogmatwany plan w chuj - od razu zobaczyłam niebieskookiego blondyna. Tak na pierwszy rzut oka to nawet słodko wyglądał z tym aparatem na zębach. Niespodziewanie, podszedł do mnie. Ludzie! Co ja Wam zrobiłam?!
- Hejka. Jestem Niall. - wyciągnął rękę. Jej, na razie jako jedyny nie podał nazwiska. Plus dla Ciebie, ziom.
- Margaret, ale proszę mów do mnie Mag lub Maggie. - uścisnęłam wyciągniętą rękę. Niall wydawał się być inny niż tamci. On nie pytał o rodziców czy dlaczego tu jetem. Pytał o moje zainteresowania, co lubię robić, jakiego rodzaju muzyki słucham. No dobra. Zapytał się skąd jestem, ale to przecież nic złego, nie? Ja tam dowiedziałam się, że jest z Irlandii i ma jeszcze siostrę w tym samym wieku co On. Bliźniaaaki! Tylko dwujajowe. Ale tak jakby na to spojrzeć trochę z innej perspektywy, to może Oni się tak umówili. Wiecie, ja pytam o to, a ty o to. Tak żeby nie wzbudzać podejrzeń. Jednak długo się nad tą hipotezą nie zastanawiałam, bo Niall zaczął coś opowiadać, a było to tak śmieszne, że prawie się turlałam po podłodze. Dowiedziałam się też, że gra na gitarze i nie raz coś tam napisze. Horan - tak ma na nazwisko. Ha! udało mi się tego dowiedzieć. - jest bardzo radosną i wiecznie roześmianą osobą. Przez całą przerwę, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Aż mi było trochę szkoda, że należy do tej elity, ale On ani słowem się o niej nie odezwał. Postanowiliśmy usiąść razem. Mam nadzieję, że chociaż On nie będzie próbował mnie zabić...
Matematyka, o dziwo, szybko przeleciała. Pani Caroline Evans, okazała się miłą i przyjazną osobą po trzydziestce. Coś czuję, że lekcje z Nią będą fajne. Mimo, że prawie całą lekcję przegadałam z Niallerem, dużo zapamiętałam.
Wychodząc z klasy, pożegnałam się z chłopakiem i ruszyłam na historię. Ponieważ była ona w sali oddalonej od matematycznej o trzy inne, zeszyty na ten przedmiot wzięłam wcześniej, żeby nie przeciskać się znów przez ciasny korytarz. Ha! Mądra ja. Usiadłam pod jedną ze ścian i włożyłam jedną słuchawkę do ucha. Patrząc w mojego czarno - fioletowego iPhone'a, przeglądałam listę piosenek. W końcu postawiłam na Linkin Park - "Castle Of Glass". Kocham tą piosenkę. Ogólnie kocham cały zespół, ale ta szczególnie mi się podoba. Przeniosłam wzrok z telefonu na korytarz, co okazało się być złym pomysłem, ponieważ zobaczyłam jak przez tłum, dumnie kroczy, znany mi już Mulat, którego widziałam z Payn'em. Widziałam jak te wszystkie dziewczyny, typu plastik - fantastik wzdychają na Jego widok. Szczerze to mnie to trochę śmieszyło. Fakt, jest przystojny, no ale bez przesady. Spuściłam głowę i utkwiłam wzrok w czarnym ekranie iPhone'a. Niestety, nie wiele to dało, bo już po niecałych pięciu minutach ktoś usiadł obok mnie. Najpierw postanowiłam to zignorować, ale czując Jego spojrzenie, nie wytrzymałam. Obróciłam głowę w prawą stronę, gdzie siedział intruz.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam niewinnie. Nie odpowiedział. Nadal przeszywał mnie na wylot tymi swoimi ciemnymi oczami. Swoją drogą, to bardzo ładne miał te paczadła.
- Zayn. - powiedział po tej chwili ciszy. - Zayn Malik, ty? - Oh... A już myślałam, że ty też nie będziesz się chwalić nazwiskiem, ale chyba Cię przeceniałam.
- Margaret. Margaret Shane, ale mów mi Mag lub Maggie. - zmusiłam się do sztucznego uśmiechu.
- Spoko. No więc, Mag. Czego słuchasz? - zapytał i przeniósł wzrok na mój telefon. Już miałam odpowiedzieć, że to nie Jego zasrana sprawa, ale zdecydowałam się na mniej obraźliwy komentarz.
- Muzyki. - odpowiedziałam i zaczęłam wpatrywać się w przeciwległą ścianę. Zobaczyłam też, że te wszystkie dziunie, patrzą się na nas... mnie i coś szepczą. Patrzą ze... złością, z zazdrością? Spokojnie, moje panie. Nie zabiorę Go Wam, obiecuję.
- Oh, na prawdę? Co ty nie powiesz? - zapytał ironicznie. Oj, proszę pana. Ze mną się nie zaczyna takich gierek. - A może by tak konkretniej. Kogo to piosenka?
- Zespołu.
- Jakiego?
- Rock'owego.
- Nazwa?
- Taka, jaką sobie wybrali.
- Tytuł piosenki. - popatrzył na mnie z prośbą o okazanie litości.
- Taki, jaki Oni nadali.
- Boże, dziewczyno jesteś nie możliwa! - krzyknął i wyrwał mi moją własność z ręki.
- Ej! Oddawaj! - próbowałam zabrać mu telefon, ale On jedną ręką powstrzymywał mnie, a drugą odblokował ekran.
- O, widzę, że fanka Linkin Park'u. - uśmiechnął się do mnie... Matko, czy Oni wszyscy mają tak zajebiste uśmiechy?!
- A nawet jak tak, to co? - odparłam zaprzestając prób zdobycia iPhone'a.
- Moja przyjaciółka, też ich bardzo lubi. Powinnyście się dogadać. - powiedział i oddał mi mój środek komunikacji.
- Może. - wstałam i weszłam do klasy, którą otworzył niski mężczyzna w dość podeszłym wieku.
Usiadłam w jednej z ławek od strony okana. Zaraz po tym przysiadł się do mnie Zayn. Jakaś typiara się stawiała i krzyczała do Niego, że to zawsze z Nią siedział na historii, ale On sie tym nie przejął i tylko machnął na Nią ręką. Ciekawego wrażenia to tym na mnie nie zrobił. Ale tacy są rozpieszczeni chłopcy. Myślą, że jak mają kasę, ciuchy i inne bajery, to kobiety mogą traktować przedmiotowo. Oj nie, nie, nie. Już ja Ci to wybiję z głowy, Malik.
Lekcja tak jak przypuszczałam - była baaardzo, ale to baaaardzo nudna. Pan Richard mruczał coś pod nosem i zapisywał jakieś daty na tablicy, a cała klasa zajmowała się czymś zupełnie innym niż Woja Napoleońska. Większa część gadała, inni coś rysowali w zeszycie, jedni jedli, a niektórzy nawet spali.
Wtem zobaczyłam, że Zayn podsuwa w moją stronę karteczkę. Co On myśli, że teraz będziemy sobie liściki pisać?! Gdyby nie to, że mi się straszliwie nudziło, to nigdy bym nie zaczęła uczestniczyć w tej rozmowie. Nigdy. Otworzyłam złożoną na pół kartkę i przeczytałam.
"Hej, mała.
Widzę, że się nudzisz ;)"
Widzę, że się nudzisz ;)"
Szybko wzięłam długopis i odpisałam:
"Mała to jest twoja pała :p
I co ty nie powiesz? Jeszcze nigdy nie byłam tak pochłonięta lekcją xdd"
I co ty nie powiesz? Jeszcze nigdy nie byłam tak pochłonięta lekcją xdd"
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
"Staare... ;] A tak wgl to chcesz się
przekonać, że nie masz racji? ;*"
przekonać, że nie masz racji? ;*"
No to mnie rozwaliło...
"Stare, ale jare ;P
I wiesz, nie... Podziękuję ;)"
I wiesz, nie... Podziękuję ;)"
Usłyszałam cichy śmiech chłopaka i również mimowolnie się uśmiechnęłam.
"Cóż, Twoja strata...
Za 10 minut dzwonek.
Co robimy?"
Za 10 minut dzwonek.
Co robimy?"
Już? Jak ten czas leci.
"Po pierwsze: No wiesz, co!
Tak napisać bez żadnej emotikonki?
Jesteś straszny... ;dd
Po drugie: Może kółko i krzyżyk? ;)"
Tak napisać bez żadnej emotikonki?
Jesteś straszny... ;dd
Po drugie: Może kółko i krzyżyk? ;)"
I znowu ten Jego chichot. Czemu On jest tak zaraźliwy. Ponownie moje kąciki ust uniosły się ku górze.
"Oj no przepraszam :(
Nie chciałem <3
A i może być. ;D"
Nie chciałem <3
A i może być. ;D"
Wyrwałam z zeszytu większą kartkę i zaczęliśmy grać. Raz wygrywał On, a raz ja. I w ten oto magiczny sposób, minęło owe 10 minut.
- Oszukiwałeś! - krzyknęłam gdy już szliśmy korytarzem w stronę szafek. Okazało się, że Zayn ma szafkę z prawej strony mojej.
- Kotku, w tej grze się nie da oszukiwać. - wytknął mi język. - Jestem po prostu lepszy.
- Chyba w oszukiwaniu. - mruknęłam, ale Zayn to usłyszał i zaczął się głośno śmiać.
Dotarliśmy do metalowych pudeł, które oblepione były różnymi naklejkami lub pomalowane. Przy swoich, stał już cały składzik elity, ale była jeszcze jedna dziewczyna, której jeszcze nie widziałam i o dziwo wyglądała całkiem normalnie. Po jej blond włosach i niebieskich oczach postawiłam, że jest to siostra Niall'a. Zatrzymałam się przy swojej szafce, a Malik poszedł przywitać się z wszystkimi. Jednak po chwili wrócił i zaczął szperać coś w swojej szafce, którą po nie długim czasie zamknął.
- Chodź z nami. - odezwał się.
- Co? - zapytałam nie kontaktując.
- Jest przerwa na lunch. Chodź poznasz resztę. - uśmiechnął się.
- Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. - powiedziałam z wahaniem.
- Niby dlaczego? Nie jesteśmy tacy źli, a poza tym, nie znasz tylko dwójki osób, bo z innymi poznałaś się na lekcjach.
- Oprócz tych dwóch blondynek został jeszcze pan pasek i ta brunetka. Z nimi nie rozmawiałam.
- Aaa... Louis i Eleanor. Nie ważne, chodź. - pociągnął mnie za rękę i nim się obejrzałam szliśmy już po miękkiej trawie, wspomnianego wcześniej, dziedzińca. Szliśmy pod duże drzewo, pod którym siedziała już elita. Zayn cały czas trzymał mnie za rękę, co mogło wyglądać trochę dziwnie, ale w tym momencie nie przejmowałam się tym. Doszliśmy pod wielki dąb i usiedliśmy. Znaczy usiadł Mulat, a mnie pociągnął w dół tak przy okazji.
- Tak jest Margaret. Margaret Shane - powiedział głównie zwracając się do osób, które mnie nie znały. - Ale mówcie do niej Mag lub Maggie. - dodał widząc, że otwieram usta żeby coś powiedzieć.
- Louis Tomlinson - odezwał się pierwszy chłopach w bluzce w paski i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją i odwzajemniłam uśmiech, który zagościł na twarzy chłopaka.
- Elenaor Calder. Dziewczyna Lou. - powiedziała szybko brunetka, ale nie wyciągnęła ręki co mnie w ogóle nie zdziwiło. Wyglądała na tanią laleczkę, która myśli tylko o forsie, butach i ubrankach od najlepszych projektantów. Fakt, ja też mam wiele firmowych ciuchów, ale to dlatego, że mama mi ciągle jakieś przywozi.
- Stella Jonson. Związana z obecnym tu Harry'm Stylesem. - powiedział z wyższością i pocałowała owego Harry'ego w usta. Teraz to chłopakowi współczuję. Mieć taki wrzód na tyłku... Coś mi nie pasuje w tej Jonson.
- April Horan. Siostra Niall'a. - powiedziała druga z blondynek, przyjaźnie wystawiając rękę. Uścisnęłam ją.
- Wiem. Nialler dużo o tobie mówił. - uśmiechnęłam się.
I tak cała przerwa zleciała głównie na pytaniach skąd jestem, kim są moi rodzice, dlaczego przenieśliśmy się do Londynu itp. Czyli normalka.
- Co teraz masz? - zapytała mnie April, gdy szliśmy do budynku. A tak suma sumarum. April - ciekawe i fajne imię.
- Emmm... chyba Wf. - powiedziałam nie pewnie.
- Ooo... To tak jak ja i Zayn. - uśmiechnęła się blondynka i razem z Mulatem ruszyliśmy w stronę hali sportowej.
***
- Może się dzisiaj spotkamy? - zapytała Horanówna, gdy po skończonych już lekcjach, stałyśmy przed wejściem do szkoły.
- Jasne, chętnie - uśmiechnęłam się. Coś czuję, że z April złapiemy dobry kontakt.
- 16:30, Starbuks?
- Spoko, ale wiesz, daj mi swój numer. - zapisałam rząd cyferek, jakie podyktowała mi blondynka, a następnie ja podałam jej swoje. Później każda poszła w inną stronę. Ona wraz z bratem, Harry'm i Stellę, pojechali samochodem - zadziwiający fakt, że wszyscy chłopcy z elity mają już prawko - do swoich apartamentów. Harry, jako dżentelmen podwiózł swoją dziewczynę. A reszta też gdzieś się rozproszyła.
Zaczęłam iść dość szybkim krokiem w kierunku mojego domu, bo nie miałam wiele czasu do spotkania. Wspomniany wcześniej Wf, nie wypadł pomyślnie, ponieważ mądry Malik rzucił do mnie piłkę koszykową - czego nie zauważyłam - i dostałam nią w głowę. Najpierw, musiałam oczywiście wszystkich - głównie Jego - przestraszyć, więc upadłam i długo nie wstawałam. Biedny Zayn od razu do mnie podbiegł i zaczął mną trząść. Nieźle się przestraszył, ale o to chodziło. Kiedy już okazałam litość i otworzyłam oczy, zaczął mnie przytulać, dziękując Bogu, że żyję. Z kim ja chodzę do szkoły? Pan Rimond oczywiście kazał mi iść do pielęgniarki. Potowarzyszyła mi April, która chciała uniknąć dalszych ćwiczeń. Spokojnie, nic mi się nie stało. Trochę się potłukłam upadając, ale to nic.
Jednak jeszcze gorszy od Wf-u, okazał się angielski, na który byłam zmuszona chodzić z najbardziej wkurzającymi osobami, czyli Eleanor, Harry'm i Stellą.
Nasza kochana Barbie od razu usiadła obok swojego chłopaczka, a El przysiadła się do mnie. Nie, nie byłam z tego zadowolona... Brunetka całą lekcję nawijała o sobie, Louis'ie, zakupach i modzie. Co prawda ja Jej w OGÓLE nie słuchałam, ale to taki tam szczególik.
W końcu doszłam do celu. Za pomocą klucza otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Rodziców nie było, co mnie specjalnie nie zdziwiło. Pobiegłam na górę, zahaczając wcześniej o kuchnię, z której wzięłam jabłko. Rzuciłam torbę na łóżko i poszłam się przebrać. Zdecydowałam się na czerwone rurki, białą bluzkę z długim rękawem w małe, czarne kółeczka, brązową, zwykłą torbę, kilka bransoletek i czarne conversy za kostkę.
Na lodówce zostawiłam wiadomość gdzie jestem, na wypadek gdyby rodzice, jakimś cudem, wrócili wcześniej albo mi, co jest bardziej prawdopodobne, przedłużyło się spotkanie. Założyłam jeszcze moją brązową kurtkę i wyszłam z mieszkania, zamykając je.
______________________________________________
Siema, ziomki :*
Trochę długi wyszedł, wiem... xd
Miejscami może być trochę nudnawe, ale chciałam krótko opowiedzieć chociaż 1 dzień szkolny z perspektywy Maggie, tym bardziej, że jakoś musiałam ją zapoznać z elitą. Miałam jeszcze jeden pomysł jak to zrobić, ale uznałam, że ten jest lepszy.
Mam nadzieję, że się podoba i liczę na komentarze ;)
[spam]
OdpowiedzUsuńPracownicy Rivendale Hostpial postanowili zorganizować wycieczkę na plaże. Co się tam wydarzy? Czego dowie się Fleur? Czy sprawy miłosne niektórych pacjentów się wyjaśnią? Wszystkiego dowiesz się czytając nowy rozdział na http://sick-mad-sad.blogspot.com . zachęcam do wyrażenia szczerej opinii na temat rozdziału, pod którym można zadawać pytania bohaterom.
Pozdrawiam Elle♥
świetny rozdział:) Mi się tam podoba, że długi xd Jest świetny xd Ojjj coś widzę, że Eleanor, jak i Maggie się nie polubiły xd
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :D Dobrze, że Hazza nic złego nie zrobił Mag xD
OdpowiedzUsuńczekan nn <3
Mnie się bardzo podoba. Coś czuje, że zaiskrzy pomiędzy Hazzą a Mag. A Malik razem z Horanem będę jej BFF xD. Rozdział cudny i długaśny ; *. Czekam na ciąg dalszy ; p.
OdpowiedzUsuńTak przy okazji zapraszam do siebie na :
http://behind-of-the-scene.blogspot.com/
P.S
Dodaje do obserwatorów xD.
Długi, długi ale za to ciekawy! Bardzo mi się podoba :D Bohaterowie są ciekawi i już czuję, że będzie to oryginalna historia. Oczywiście będę wpadać a Ciebie zapraszam na http://turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com/ kto wie, może historia przypadnie ci do gustu x
OdpowiedzUsuńŚwietny blog! Niedawno go znalazłam i od razu wzięłam się za czytanie. Świetnie piszesz, bardzo polubiłam postać Meg. Długi rozdział to to co lubię. Nie mogę się doczekać następnego ^^ Postanie mi cierpliwie poczekać. Życzę weny! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziewczyno, masz wielki talent. Uwielbiam to opowiadanie. Czekam na następny rodział :) A przy okazji zapraszam na: http://our-fate-lives-within-us.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń