Cieszyłam się na to spotkanie. Może to zabrzmieć dziwnie, ale czuję, że ta dziewczyna jest inna niż wszystkie. Jest inna niż Eleanor czy choćby Stella. Myślę, że mimo iż znamy się nie cały dzień to przyjemnie będzie mi się z Nią rozmawiało. Widać gołym okiem, że nie pałała do Nas zbytnio optymistycznym nastawieniem, a to już świadczy o tym, że jest inna. Większość osób, chce się dostać do naszej paczki i często wykorzystuje do tego mnie. Po zachowaniu Margaret, śmiało mogę stwierdzić, że Ona do nich nie należy.
- O czym tak myślisz? - zagadnął Niall, gdy jechaliśmy Jego samochodem do domu.
- O Mag. - spojrzałam w Jego stronę i się lekko uśmiechnęłam. - Umówiłam się z Nią dzisiaj w Starbuksie.
- To dobrze. Wydaje się być bardzo zabawną i miłą dziewczyną. - mój brat odkąd pamiętam, zawsze się o mnie troszczył. Nie pozwalał byle komu się ze mną przyjaźnić, bo bał się, że ktoś może mnie skrzywdzić. I rzeczywiście, kiedy Horan'a nie było przez kilka dni, zaprzyjaźniłam się z nie jaką Lauren. Przynajmniej JA myślałam, że się zaprzyjaźniłyśmy. Na początku było świetnie. Spotykałyśmy się, odrabiałyśmy razem pracę domową... po prostu wszystko robiłyśmy razem. Aż do dnia, w którym nie zapoznałam Ją z resztą elity. Niall już wtedy wrócił i od początku nie popierał tej znajomości i nie trawił dziewczyny. Jak zwykle, okazało się, że mój kochany braciszek miał rację. Lauren, chciała się tylko dostać do Nas, a ja miałam Jej w tym pomóc. Kiedy Ją zapytałam, dlaczego to zrobiła, wyśmiała mnie i prosto w oczy, powiedziała, że gdybym nie miała Niall'a przy sobie to nigdy by nie było elity, a ja byłabym nikim. Dodała też, że przyjemnie było się "nosić" na korytarzu, ale nie ma ochoty mnie więcej oglądać i odeszła, zostawiając mnie. Mój brat, jak i zresztą moi przyjaciele, tak się na Nią wkurzyli, że zrobili Jej piekło w szkole, a kto jak kto, ale my umiemy to zrobić. Weźmy na przykład taką Elkę i Stellę - dwie nie rozłączne przyjaciółeczki. Od innych psiapsiółek różnią się jednak tym, że czy by były we dwie czy w pojedynkę - i tak Ci dołożą. Jak jest jedna - to jeszcze nic, ale jak są już razem to... żegnaj. Tym bardziej, że Zayn i Niall pomagali Im w tym. Mimo, że Horan ma spokojną naturę, wtedy zdenerwował się nie na żarty, ale nie mówmy o tym.
Dojechaliśmy pod nasz wieżowiec i Niall wjechał na podziemny parking. Gdy auto się zatrzymało, wybiegłam z niego i ruszyłam w stronę windy, wcześniej popędzając brata. Kiedy już łaskawie doszedł do wyznaczonego miejsca, wcisnęłam odpowiedni guzik i wjechaliśmy na 57 piętro. Nialler otworzył drzwi do mieszkania i weszliśmy do środka. Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam szkolną torbę na łóżko, a sama zaczęłam się zastanawiać, co założyć. Postawiłam na czarne, obcisłe spodnie, fioletowy podkoszulek i czarną, marszczoną marynarkę, w której podwinęłam rękawy. Poszłam do łazienki i tam poprawiłam makijaż i fryzurę. Złapałam jeszcze czarną torbę na brązowym, dłuższym pasku, zdobioną ręcznie wyszytymi dwoma wzorami przedstawiającymi... właściwie nie wiem co to jest. wrzuciłam do niej portfel, telefon, słuchawki, gumy owocowe, dokumenty i parę innych, standardowych rzeczy. Wróciłam do przedpokoju, gdzie założyłam ciemno brązowe kozaki na niskim, grubszym obcasie. Tak, mamy początek marca i tak chodzę jeszcze w kozakach.Tak na prawdę to nie wiem, czy mogę je tak nazwać. Są jednymi z moich ulubionych butów i często je noszę. Nawet na początek wiosny lub w jesieni.
- Ładnie wyglądasz. - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Niall'a pijącego wodę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i wyszłam z mieszkania.
Windą zjechałam w dół wieżowca i wyszłam z podziemia na powierzchnię. Do lokalu miałam zaledwie 20 minut drogi, a ponieważ była dopiero 16, nie spieszyłam się zbytnio.
Po dwadzieścia pięć minut po czwartej weszłam już przez szklane drzwi i zaczęłam rozglądać się za Meg. W końcu wypatrzyłam ją. Siedziała pod jednym z okien, zaledwie dwa miejsca od tego, gdzie zwykle siadam z przyjaciółmi. Podeszłam do Niej i uśmiechając się powiedziałam: "cześć". Na twarzy Margaret również zagościł uśmiech. Usiadłam na skórzanej, jasnej kanapie i upatrywałam się w towarzyszkę.
- Więc... Zayn mówił mi, że lubisz Linkin Park. - zaczęłam rozmowę. Może nie było to jakoś trafne pytanie, ale lepsze takie niż żadne.
- Tak, bardzo ich lubię. - uśmiechnęła się. - Mimo, że tak na ogół to bardziej słucham czegoś takiego jak pop, R&B to lubię też trochę rocka. Nawet nie wieim dlaczego, ale gdy mój kuzyn puścił mi jedną z ich piosenek to od razu mi się spodobała. Jest coś w tej muzyce. - zakończyła swój monolog, a ja byłam - szczerze - w szoku. Nigdy nie spotkałam osoby, która by tak mówiła o jakim kol wiek rodzaju muzyki czy wykonawcy. Czuje, że to spotkanie jest początkiem czegoś lepszego. Tak na prawdę, zawsze, gdy byłam w towarzystwie Eleanor i Stelli czułam się jak piąte koło u wozu. One interesują się tylko zakupami, butami, ciuchami od znanych projektantów i to chyba tyle. Ja od zawsze lubiłam sporty i inne takie... hmmm męskie rzeczy? Nie to, że byłam jakąś chłopczycą czy kimś takim, bo od czasu do czasu lubiłam wskoczyć w sukienkę i szpilki. Bardziej chodziło o to, że w ogóle nie miałam z Nimi wspólnych tematów. Podejrzewałam też, że bardziej biorą mnie ze sobą z przymusu niż z własnej dobroci. Myślę, że w Mag znalazłam wreszcie materiał na przyjaciela.
- Tak... ja mam podobnie. - przyznałam. - To jedyny zespół rockowy, którego słucham. - dokończyłam, ponieważ do naszego stolika podeszła młoda kelnerka, jak zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Coś podać? - zapytała.
Podałyśmy jej nasze zamówienia. Ja poprosiłam o Caramel Macchiato, a Margaret stwierdziła, że ma ochotę na Caramelowe Frappuccino, które jak się później dowiedziałam - jest Jej ulubionym. Po odczekaniu dziesięciu minut dostałyśmy zamówienie. Pijąc napoje dużo rozmawiałyśmy. Opowiedziała mi jak trudno Jej było zostawić przyjaciół i rodzinne miasto. Podziwiam Ją. Przyleciała tutaj aż z Ameryki i nie miała praktycznie nikogo. Wszystko zostawiła w Miami. Dużo się o sobie dowiedziałyśmy. Ja opowiedziałam Jej trochę o naszej szkole i w skrócie wyjaśniłam na ile, u którego nauczyciela może sobie pozwolić. Powiedziałam Jej też parę plotek, których dowiedziałam się od El i Stell. Gdy wkroczyłam na temat Naszych księżniczek, zauważyłam, że Mag zrzedła mina. Musiała sobie już wyrobić o Nich opinię. Szczerze? Nie dziwię Jej się. Gdybym teraz poznała te dwie dziewczyny też bym nie pałała do nich serdecznością, ale znam je i wiem, że nie raz potrafią być wyjątkowo chamskie i wredne - w szczególności do nowych osób, w których widziały zagrożenie. Tutaj było to dość oczywiste. Margaret była śliczną dziewczyną, więc bez problemu mogłaby mieć każdego chłopaka. Dodatkowo, według Nich, zajęłaby Ich miejsce w naszej paczce. To trochę niedorzeczne. Choć z drugiej strony bardziej wolę towarzystwo Margaret, niż Eleanor i Stelli. Po wypełnieniu organizmów płynami postanowiłyśmy już iść. Przed lokalem pożegnałyśmy się i poszłyśmy każda w swoją stronę. Ja udałam się w kierunku mojego wieżowca, a Maggie ruszyła do swojego domu, który znajdował się na Gold Street 28, czyli mniej więcej 40 minut dość szybkiego marszu od mojego domu.
Jak zwykle wjechałam windą na odpowiednie piętro i już po chwili byłam u siebie. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było pójście do toalety. Wiem, to tak wspaniały temat, że muszę się tym z Wami podzielić.
- I jak było? - dobiegł mnie głos Niall'a, gdy już opuściłam ubikację. Stał oparty o jedną z karmelowych ścian w korytarzu, na których wisiały zdjęcia z różnych etapów naszego rozwoju. Na jednym dwa bobasy leżące w dwóch łóżeczkach, na drugim wesołe trzylatki chlapiące się w małym baseniku. Kolejne zdjęcie przedstawiało sześcioletnich Nas, budujących zamek w piaskownicy, a na jeszcze innym staliśmy przed naszą pierwszą szkołą. Nie zabrakło też fotografii całej, uśmiechniętej od ucha do ucha rodzinki. Na to pytanie moje kąciki ust powędrowały ku górze.
- Dobrze. Mag jest bardzo wesołą, zabawną i w ogóle super osobą. Myślę, że każdy na nas szybko się z nią zaprzyjaźni.
- To fajnie. Wiesz, chciałbym uniknąć sytuacji sprzed roku. - spojrzał na mnie wymownie. Miał na myśli sytuację z Lauren.
- Spokojnie. Nie będzie jak wtedy. - lekko się uśmiechnęłam i przytuliłam Horan'a do siebie. On jak miał w zwyczaju, wtulił głowę w moje ramię i włosy. Jego sposób przytulania był tak słodki, a jednocześnie pocieszający i rozweselający, że każdy z Nas go uwielbiał. Odkleiliśmy się od siebie i poszliśmy do swoich pokoi. W końcu trzeba odrobić lekcje, nie?
Po skończeniu wszystkiego - a było tego dużo - z ulgą opadłam na łóżko. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Na środku stało duże, miękkie łóżko z mnóstwem poduszek w jego górnej części. Nad nim, na ścianie przymocowano ciemno brązowe deski i namalowano na nich kwiaty. Ten akcent, wspaniale współgra z zielonymi ścianami, których kolor, zawsze mnie uspokaja. Obok mojego legowiska stała biała szafka nocna z dwoma szufladkami. Stały na niej między innymi budzik, dwie książki, które obecnie czytam oraz świeczka. Tak na prawdę to nie mam pojęcia po co mi tam ona. Pełni raczej formę dekoracyjną. Nad szafką wisi lustro, a nad nim mała lampka. Z lewej strony miejsca do spania znajduje się olbrzymie okno, które za dnia jest głównym źródłem światła. Mam na nim bambusowe rolety, a po obu jego stronach powieszone zostały jasno zielone zasłony. Przed oknem stoi wąski, szklany... stolik? Nie wiem jak mam to nazwać, na którym ułożony został przezroczysty wazon z jakimiś pachnącymi gałązkami oraz kolejne świeczki osadzone w nowoczesnych świecznikach o dziwacznym kształcie. Obok ustawiono szary fotel z jedną poduszką w małe, białe kwiatki. Na przeciwko łóżka znajdują drzwi, prowadzące na korytarz, a z ich prawej strony kolejne, prowadzące do mojej garderoby. Jeszcze kolejne służą jako wejście do łazienki. Na przeciwko okna znajduje się toaletka z wielkim lustrem, przy której zwykłam się malować. Obok stoi biurko do odrabiania lekcji i innych tego typu rzeczy z czarnym, wygodnym, obrotowym fotelem. Te dwie rzeczy odgradzał jedynie kosz na śmieci. Wszystko uzupełniała, mająca kształt walca, biała lampa powieszona nad łóżkiem. To mama Harry'ego projektowała ten pokój. Pani Ann jest architektem wnętrz. Muszę przyznać, że jestem Jej za to wdzięczna, ponieważ moje gniazdko bardzo mi się podoba.
Zmęczona zwlekłam się z łóżka i udałam się do łazienki, gdzie wzięłam ciepły prysznic, umyłam zęby i przebrałam się w piżamę. Wracając do pokoju zahaczyłam o przebieralnie, z której zabrałam wybrane na jutrzejszy dzień ciuchy. Spakowałam potrzebne rzeczy do szkolnej torby i ułożyłam się do snu. Jak przewidywałam, nie musiałam czekać długo żeby odpłynąć.
Obudziłam się o 6:40. Super. Leniwie zwlokłam się z łóżka i pognałam do łazienki w celu odbycia porannej toalety. Następnie wróciłam do pokoju i zaczęłam ubierać się w przygotowane wczoraj ciuchy. W duchu dziękowałam sobie, że byłam na tyle mądra, że to zrobiłam. Mój dzisiejszy zestaw składał się z czarnych legginsów i białej, aksamitnej koszuli. Na ramiona założyłam złotawy sweterek z pomarańczowymi i różowymi akcentami. Na głowę założyłam czapkę smerfetkę w zimowy wzór. Dla ozdoby na palec wsunęłam pierścionek z wielkim, czarnym oczkiem. Końcem stroju były zwykłe, krótkie, czarne trampki. Złapałam torbę i wbiegłam do kuchni. Mój braciszek w najlepsze wcinał śniadanie.
- O, wreszcie wstałaś. - powiedział z pełną buzią.- Wiesz, gdyby twoja inteligencja na to pozwalała, to byś wpadł na to, że trzeba mnie obudzić. - odpyskowałam i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie - płatki z mlekiem.
- A gdyby twoje IQ było wyższe niż buta to byś ustawiła sobie alarm. - odpowiedział blondyn, który ubrany był w niebieski podkoszulek i białe spodnie. Na nogach miał swoje ukochane vansy. Dzisiejszego dnia wybrał granatowe. Tsaa... Horanek ma pełno tego typu butów. Co do naszego przedrzeźniania to spokojnie. Często się tak do siebie odnosimy. To już u nas norma. Tak na prawdę to jedno za drugim poszło by w ogień.
- Ustawiłam, ale nie zadzwonił. - mówiłam zajadając posiłek. - A tak w ogóle to nie będzie ci zimno w samym t-shirtcie?
- Założę jeszcze ten szary sweter. - odrzekł i wstawił swoją miskę do zmywarki. Dokończyłam śniadanie i zrobiłam to samo co Niall. Potem poszłam do przedpokoju i założyłam swój płaszczyk. Horan na sweter narzucił jeszcze czarną, skórzaną kurtkę i byliśmy gotowi do wyjścia. Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w stroną metalowego pudła do przewożenia ludzi. Zjechaliśmy nim na sam dół, gdzie znajdował się podziemny parking. Wsiedliśmy do Horan'owskiego Citroen'a C5 w srebrnym kolorze i wyjechaliśmy na powierzchnię. Zegar w samochodzie wskazywał na siódmą czterdzieści osiem. Jest cień szansy, że się nie spóźnimy.
Kiedy Niall zaparkował na swoim stałym miejscu, które było pomiędzy samochodami Harry'ego i Zayn'a, jak oparzona wybiegłam z niego i popędziłam do szkoły. Usłyszałam jeszcze charakterystyczny chichot mojego brata. No tak, On może się spóźnić, bo zawsze szybko wymyśli jakąś wymówkę. Kłamanie nie jest moją mocną stroną, więc nie miałam innego wyboru. Przelotem zostawiłam kurtkę w szatni i pobiegłam pod salę numer piętnaście, gdzie odbywała się fizyka, która była moją pierwszą, a za razem drugą godziną. Jakaś masakra... Kto normalny tworząc plan daje uczniowi dwie godziny pod rząd tego wstrętnego przedmiotu? Jedynym plusem było to, że miałam go z Margaret, Zayn'em i El. Przynajmniej towarzystwo jest okej.
Dobiegłam jak najszybciej umiałam i byłam równo z dzwonkiem. Uściskałam się z pozostałą trójką i weszliśmy do klasy. Usiadłam z Mag, ale to chyba było do przewidzenia. Zwykle siedziałąm razem z Eleanor, ale Ona bez problemu zgodziła się usiąść z Malikiem.
Pani Eva - nauczcielka - była miłą osobą, lekko po trzydziestce. Posiadała średniej długości brązowe włosy, które często związywała w ciasny kok. Na nosie zawsze połyskiwały okulary w czarnej, cienkiej oprawie. Jej styl ubierania był prosty. Ma szczupłą sylwetkę, więc chodziła zarówno w spodniach jak i w spódniczkach. Najczęściej jednak zakładała brązowe spodnie, jakąś koszulę i marynarkę.
Te dwie lekcje jak się okazało nadzwyczj szybko minęły. Myślę, że to w większości zasługa tego, że przec cały czas rozmawiałam z Maggie. Czasem El i Zayn też coś dorzucili.
Następny miałam wf, na który chodziłam z Harry'm. Dzisiejszego dnia graliśmy w siatkówkę. Nie chwaląc się powiem, że jestem w niej całkiem dobra, a Hazza to już w ogóle mistrz. Jak na każdym wychowaniu fizycznym nie zabrakło "publiczności" złożonej z kilkunastu plastików, które jadna przez drugą wzdychały do Harry'ego lub Go zaczepiały. On, jak na faceta w ZWIĄZKU przystało, nic sobie z tego nie robił, ale gdy jedna z NICH podeszła i zaczęła z Nim flirtować i subtelnie pokazywać, że Jej się podoba, nie wytrzymał i powiedział, chyba, parę słów za dużo. Dziewczyna odeszła ze spuszczoną głową, na której jawił się tzw. burak. Wszystkie nastolatki jakie chodziły z nami na tą lekcję zawsze mi zazdrościły, że przyjaźnię się z Loczkiem. Był On - podobnie jak Malik, Liam, Louis i mój brat - jednym z najbardziej porządanych przez dziewczyny chłopaków w szkole. Ale nie ma się co dziwić. Młodzi, przystojni, wysportowani, a do tego - co dla niektórych laleczek jest najważniejsze - bogaci.
Później czekała mnie matematyka z Niall'em i Lou. Nie powiem, było zabawnie. Szczególnie wtedy, gdy nauczycielka zapytała się Tomlinsona o wynik równania, a On się Jej zapytał : ,, A pani mnie się pyta, bo sama nie wie? I pani jest nauczycielką? Nie odpowiem, ponieważ pozwolę pani na dalszą edukację." Skończyło się to wprawdzie uwagą, ale jak to Louis powiedział : ,,Było warto."
Wreszcie nadeszła pora lunchu. Wyszliśmy do naszego "mini parku". Oczywiście narzuciliśmy coś na siebie, bo mimo, że dni stawały się coraz cieplejsze, nadal czuć było nieprzyjemny wiatr. Doszliśmy pod "Nasze" drzewo, pod którym zgromadziła się już reszta elity. Brakowało mi tylko Zayn'a i Margaret.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się siadając na zimnej, ale na szczęście nie mokrej, trawie.
Wszyscy odpowiedzieli coś w stylu: "siemka", "hello", "hej" i takie tam.
- Gdzie Malik i Maggie? - chyba nie tylko ja zauważyłam zniknięcie tej dwójki. Niall też to dostrzegł.
- Zayn miał chyba teraz chemię, więc zaraz powinien być, ale co cię obchodzi ta cała Margaret? - zapytała ironicznie Stella zwracając się do blondyna. - Nie przypominam sobie żebyśmy przyjmowali ją do nas.
- To żebyś się nie zdziwiła. - mruknął cicho Horan i chyba tylko ja to usłyszałam. Widziałam, że zachowanie Stel zdenerwowało Niallera. Nigdy nie lubił, gdy któraś z dziewczyn źle odnosiła się do jakiegoś ucznia lub śmiała się z kogoś. Tym bardziej - jak mi sam powiedział - polubił Mag i chciałby żeby z nami siadała. Po pięciu minutach patrzenia się w drzwi prowadzące do "parku" ujrzałam w nich dwie zbliżające się sylwetki. Po dłuższym przyjrzeniu się wywnioskowałam, że są to Zayn i Margaret. Dziewczyna wyglądała na na serio wkurzoną, natomiast Malik, dotrzymując Jej kroku, szedł wyluzowany z pełnym uśmiechem na twarzy. Zupełnie jakby nie wiedział o co chodzi brunetce. Gdy do nas doszli Mag usiadła obok mnie i się przywitała wysilając uśmiech. Pan wesoły usiadł tuż obok Niej.
- Coś się stało? - zapytał w końcy Louis. - Czemu ty taka smutna, a ty znowu taki radosny? - wskazał kolejno na Maggie, a później na Mulata.
- Chcecie wiedzieć co się stało?! - wybuchła brunetka. - Już wam mówię. Ten debil najpierw omal nie spalił mi włosów, bo uznał, że fajnie by było pobawić się palnikiem, a potem oblał mnie jakąś cuchnącą mazią! A najzabawniej było, kiedy wrzucił coś do mojej probówki, a ona wyleciała w powietrze! - mówiłą groźnie spoglądając na Zayn'a, którego zdawała się bawić ta sytuacja. - I dokończ Malik. Co zrobiłeś na końcu? - Mulat nie wytrzymał i turlał się ze śmiechu na trawie. Brunetka westchnęła. - Żeby ukoronować te wygłupy, Zayn dał panu Hunter'owi flakonik z jakimś płynem i powiedział, że to ode mnie. Jak się okazało była to substancją, na którą nauczyciel chemi był uczulony i gdy tylko ją powąchał, na całym ciele, stopniowo, zaczęły mu się pojawiać takie czerwone kropki. A wkurzył się nie na żarty i kogo ukarał? No? Mnie! - zakończyła Mag mierząc Mulata spojrzeniem, które mogłoby zabić. My natomiast, razem z winowajcą śmialiśmy się wniebogłosy. Rzeczywiście, Zayn lubił robić kawały i najczęściej towarzyszył mu w tym Lou. Margaret nie była za bardzo zadowolona z naszej reakcji, ale kto by był? Tomlinson z Malikiem przybili sobie piątki, a ja poklepałam Ją po ramieniu i wyszeptałam, że się przyzwyczai i że to nie ostatni raz, kiedy chłopak wycina coś takiego.
Rozmowy kleiły nam się świetnie. Jak zawsze dowiedzieliśmy się też kilka ciekawych plotek od Stelli i Eleanor. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak było właśnie twraz, gdy zabrzmiał dzwonek powiadamiając nas, że przerwa się skończyła. Z grymasem ruszyłam, wraz z Maggie, w stronę sali numer 40, gdzie odbywała się historia.Jedynym plusem było to, że pan Williams nie był wymagającym nauczycielem i na Jego lekcjach każdy robił co mu się podobało. Ja z Mag przez cały czas pisałyśmy karteczki i grałyśmy w statki, przez co wykład profesora, jak i całe 45 minut, szybko minęło. Teraz czekał mnie już tylko angielski z Liam'em i wreszcie domek.
____________________________________________________
Hejo!
Ostatnio mój brat nałogowo ogląda Teletubisie i to powitanie mnie prześladuje od kilku dni xD
Mam nadzieję, że rozdział nie jest aż tak beznadziejny jak ja go oceniam i od razu przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy xd Rozdział miał być już wczoraj, ale przyjechała do mnie kuzynka i pojechała koło 21, a wtedy nie chciało mi się już sprawdzać i wstawiać ;// Musicie mi to wybaczyć...
Chcę Was również poinformować, że następna notka może się pojawić (możliwie) za około 2 tyg. ponieważ cały następny będę w górach bez laptopa i nie będę miała możliwości pisania. Postaram się szybciej, ale niczego nie obiecuję ;l
A właśnie! Jeżeli chcecie zadawać jakieś pytania, zarówno bohaterom jak i mi, to śmiało możecie to robić w komentarzach :D Chętnie się w takie coś pobawię.
Lottie♥


