Rozdział
7
Z
perspektywy April
( środa, 13 marca 2013r. )
-
O czym tak myślisz? - dobiegł do moich uszu głos bruneta.
Usiadł
obok mnie na kanapie i wręczył jeden z parujących kubków kakaa.
-
O nas. - uśmiechnęłam się co on odwzajemnił.
-
A dokładniej. - musnął nosem mój policzek.
-
O tym jak bardzo cię kocham. - wyszeptałam i pocałowałam go.
Otworzyłam
oczy. Znowu. Ten sam, wnerwiający, dający nadzieję, że to prawda,
sen. Dlaczego się tak denerwuję? Bo wiem, że nic co się w nim
wydarzyło nigdy nie będzie prawdą, że to się nigdy nie
wydarzy... Że to będzie cały czas boleć.
Wstałam
z łóżka i pościeliłam je. Poszłam do łazienki. Stanęłam przy
umywalce i spojrzałam w lustro. Zwykła nastolatka. Blond włosy,
niebieskie oczy, przeciętna uroda. Nic nadzwyczajnego. Co druga
dziewczyna w Londynie jest prawie identyczna, więc czemu miałby
zwrócić na mnie uwagę? Skoro może mieć każdą. Skora on już MA
swoją księżniczkę.
Opłukałam
twarz zimną wodą i wyszczotkowałam zęby. Wróciłam do pokoju i
wygrzebałam z szafy strój na dzisiaj. Założyłam jedwabną, białą
koszulę, czarne, wytarte jeansy i białe vansy. Jako
dodatek na szyi
owinęłam sobie kremowy szal. Chwyciłam torbę i telefon, na którym
widniała 7:38 i pobiegłam do kuchni. Niall właśnie kończył jeść
płatki. Zauważyłam, że na stole jest jeszcze jedna porcja.
-
Dzięki. - powiedziałam i w pośpiechu zaczęłam jeść.
Blondyn
skinął mi głową i wstawił puste już naczynie do zmywarki. Oparł
się o blat i mi przyglądał.
-
Co ty byś beze mnie zrobiła. - zaśmiał się.
No
właśnie... Ciekawe, prawda? Co ja bym zrobiła?
Nie
dając po sobie poznać, że to pytanie już od dawna miesza mi w
głowie, lekko się zaśmiałam i zrobiłam z miską to co mój brat.
Wyszliśmy z mieszkania, zamykając je i wsiedliśmy do widny,
zjeżdżając na podziemny parking. Odnaleźliśmy auto Horana i już
po chwili mknęliśmy do szkoły.
Weszłam
zdyszana do klasy równo z dzwonkiem. Pierwszą lekcją była
matematyka, którą miałam przyjemność dzielić z Harrym. To
dobrze, bo muszę z nim porozmawiać.
-
Hej. - powiedziałam, gdy już siedzieliśmy w ławce. Loczek
pomachał mi i zapisał temat.
-
I jak? - ciągnęłam.
Harry
spojrzał na mnie marszcząc brwi wyraźnie nie rozumiejąc o co mi
chodzi.
-
No jak tam z Mag? Wybaczyła ci?
-
Ahh... Myślę, że tak. - uśmiechnął się i począł zapisywać
wzory z tablicy.
-
To znaczy? - uśmiechnęłam się zadowolona, że się pogodzili.
-
Wiesz, nosiłem ją po całej szkole, więc myślę, że to doceniła.
- wyszeptał, bo pani Evans spoglądała na nas.
Uśmiechnęłam
się jeszcze szerzej i dźgnęłam go w bok.
-
A to za co? - odskoczył.
-
Tak sobie. - zaśmiałam się.
Brunet
tylko pokręcił głową.
Na
kolejną lekcję, którą była chemia, poszłam w dużo lepszym
nastroju. Miałam świetny projekt. O ile dwaj gamonie, z którymi
chodziłam na tą lekcję (czyt. Niall i Harry) mi go nie zepsują.
-
No pokaż! Chcę tylko zobaczyć. - upierał się Nialler przed
klasą.
-
Taaak, ja już znam to twoje „tylko zobaczę”. Mówisz tak, a
potem i tak się pchasz z łapami. - Styles zachichotał na moje
słowa. Zerknęłam na niego.
-
No bo powiedziałaś „pchasz” - wybuchł śmiechem.
-
Jezus Maria Styles! Czy ty we wszystkim widzisz podtekst seksualny? -
zapytałam na co on zaczął
się śmiać jeszcze głośniej. - Jak
dzieci. - wyszeptałam do siebie.
Weszliśmy
do klasy. Usiedliśmy przy jednym z trzyosobowych, długich, białych
stolików i wsłuchaliśmy się w to, co pan Hunter miał nam do
przekazania. Kiedy przyszłą pora na moją prezentację, wstałam i
wyszłam na środek, stawiając ogromny wulkan na biurku nauczyciela.
Zaczęłam omawiać wszystkie substancje chemiczne, których użyłam
i w końcu zaprezentowałam erupcję, co Harry zrozumiał troszkę
inaczej i ledwo pohamował się przed wybuchem śmiechu.
Kolejne
dwie lekcje to angielski z Liamem i wreszcie długa przerwa na lunch.
Usiedliśmy
jak zwykle pod wielkim drzewem, rozkładając nasz mini bufet.
Mieliśmy taką zasadę, że jak mamy coś dobrego to to przynosimy.
Dzisiaj Margaret przyniosła ciastka, które upiekła jej mama, a
Zayn kupił wielkie pudełko żelek.
-
Słyszeliście co planują na kwiecień? - zapytała wyraźnie
podekscytowana Eleanor.
-
Nie, co takiego? - zagadnął Liam gryząc jedno z ciastek, które
swoją drogą były znakomite.
-
Organizują dwutygodniową wycieczkę dla ostatnich klas! - pisnęła
El.
Wszyscy
popatrzyliśmy na nią wyczekując dalszej części.
-
Emm, więc pani White mówiła, że w kwietniu, z racji tego, że już
odchodzimy, takie krótkie, pożegnalne, mini kolonie tylko dla
trzecich klas. Tylko nie wiem dokładnie kiedy i gdzie. Zastanawiają
się czy jechać do Francji, czy do Grecji. Ja osobiście też nie
wiem, no bo we Francji jest tyle różnych sklepów i butików i
można tam spotkać tylu sławnych ludzi, ale już tam byłam, a
znowu w około Grecji są morza i można by popływać i poopalać
się. Trudny wybór, naprawdę.
-
Pojedźmy do Grecji, jest fantastycznie. - zabrała głoś Meggie. -
Byłam tam w ostatnie wakacje z rodzicami. Mają fantastyczne plaże,
może nie wszystkie, ale większość, ciepłą, spokojną wodę i
zdumiewające widoki.
-
To chodźmy z taką inicjatywą do dyrektorki. - zaproponował Zayn.
-
Okej, po lekcjach ? - zapytał Horan na co wszyscy przytaknęli. -
Spotkajmy się przy jej biurze.
Piłka
nożna. Piłka nożna. Cholerna piłka nożna. Co chłopcy w niej
widzą, hmm? To przecież tylko kopanie piłki na prawo i lewo. Razem
z Stellą i Eleanor siedziałyśmy znudzone na trybunach patrząc jak
chłopcy, z którymi uczęszczamy na wf biegają to w jedną, to w
drugą stronę w pogoni za czarno – białą kulką.
Fizyka
to stanowczo najzabawniejsza lekcja. Szczególnie jeśli chodzisz na
nią z Niallem i Margaret, którzy wprost uwielbiają panią Eve Rain
do białej gorączki, natarczywymi pytaniami. Mimo to i tak byli jej
ulubionymi uczniami. Zawsze mówiła, że uczeń, który nie pyta, to
uczeń, który nie jest zainteresowany.
Staliśmy
pod sekretariatem, skąd wchodziło się do gabinetu pani White.
-
Kto mówi? - zapytał Harry.
-
Powinien Zayn, jest przewodniczącym. - zaczął Liam.
-
Ale ty jesteś najbardziej odpowiedzialny i w ogóle! - krzyknął.
-
Dobra, już dobra. - Liam zapukał po czym weszliśmy. - Dzień
dobry. Chcielibyśmy porozmawiać z panią dyrektor. Czy jest to w
tej chwili możliwe? - uśmiechnął się.
-
Oh, oczywiście Liam. Wejdźcie. - pani Swart wskazała ręką drzwi.
Liam
ponownie zapukał do grubych, ciemnobrązowych drzwi i dopóki nie
wydobyło się z nich ciche „proszę wejść” nie otwierał ich.
Weszliśmy
do pokoju, który już miałam przyjemność oglądać.
-
Witam. O co chodzi? - pani White spojrzała na nas.
-
Otóż, proszę pani, dowiedzieliśmy się, że planuje pani
wycieczkę dla ostatnich klas..
-
Dlaczego mnie to nie dziwi? - przerwała mu i popatrzyła wymownie na
El i Stellę. - No, ale kontynuuj.
-
Yy.. Tak. I podobno ma pani problem z wyborem miejsca, więc
chcielibyśmy tylko zaproponować pani Grecję, gdyż ma ona daleko
sięgającą historię, piękne budowle, zabytkowe miasta, ciekawą
kulturę i wiele wiele innych.
-
Aha. Więc mówicie, że mam wybrać Grecję, ponieważ są tam
plaże, morza, jest tam ciepło, są kluby i wiele wiele innych, taak
? - wpatrywała się w nas z rozbawieniem. - Dobrze, wezmę to pod
uwagę. - uśmiechnęła się. Boże, jakie szczęście, że nasza
dyrektorka ma poczucie humoru.
Wyszliśmy
z powrotem na korytarz.
-
To idziemy gdzieś dzisiaj? - zagadnął Liam.
-
Ja muszę z Zaynem zrobić projekt na angielski. - Mag złapała
Mulata pod pachę.
-
My idziemy z Hazzą do kina. - pisnęła Stella i przyciągnęła do
siebie chłopaka.
-
Ja nic nie mam w planach. - przyznała El co ja, Li, Niall i Lou
również powiedzieliśmy. - Więc możemy wpaść do mnie. -
zagadnęła.
-
Okej. To o 16 ? - zapytał Liam.
Przytaknęliśmy.
I tak Margaret zamęczała Malika angielskim, Stella spędzała czas
ze swoim chłopakiem, a my w piątkę oglądaliśmy „American Pie”.
____________________________________________________
Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem czy jest sens Was przepraszać, ale na prawdę miałam taką blokadę. Nie mogłam NIC napisać. Chciałam, ale nie mogłam. I tak ten rozdział wyszedł jak wyszedł, ale trudno. Nie wiem czy ktoś to czyta, ale jeżeli zawiodłam go tym, że tak długo nie dodawałam to przepraszam.
Miałam też lekkie kłopoty rodzinne, więc to mi nie dodało motywacji. Ten rozdział pisałam przez bite 3 godziny z przerwami, a przecież jest taki krótki! Zabierałam się już za pisanie go wcześniej, ale po przeczytaniu uznałam, że lepiej już go nie publikować i zaczynałam od nowa. I tak chyba z 4 razy, aż w końcu dzisiaj spięłam dupę i coś wyszło. Nie jest taki jaki chciałabym żeby był i prawdopodobnie jest to najgorszy rozdział jaki kiedy kol wiek napisałam, więc przepraszam.
Nie wiem czy zasłużyłam, ale proszę o komentarze. Chcę wiedzieć czy jest jakiś sens żebym dalej pisała.
Kocham Was!
Lottie♥

